Naukowcy z Uniwersytetu Browna przeanalizowali ponad 600 firm z branży public relations, aby ocenić, w jaki sposób ukształtowały publiczny dyskurs na temat zmian klimatycznych. Niektóre z analizowanych firm, współpracowały z gigantami paliwowymi, podejmując jednocześnie współpracę z grupami ekologicznymi.

Czytaj więcej

Kryzys klimatyczny może doprowadzić do kryzysu żywnościowego

Analiza dotyczy kampanii zorganizowanych dla firm związanych z m.in. przemysłem paliw kopalnych na przestrzeni ostatnich 30 lat. Jak twierdzą autorzy badania, setki milionów dolarów wydane na kampanię w ogromnym stopniu przyczyniły się do narracji dotyczącej globalnego ocieplenia.

Wskazują na przykład termin „ślad węglowy”, który po raz pierwszy został wykorzystany komercyjnie w kampanii Beyond Petroleum, którą Ogilvy, jedna z wiodących w Stanach Zjednoczonych agencji PR, przeprowadziła dla giganta energetycznego BP w 2000 roku. Ogilvy zaczęła przedstawiać BP jako firmę przyjazną dla środowiska, a symbolem tej zmiany było nowe logo – zamiast dawnej tarczy zaczęto używać kojarzącego się znacznie lepiej słońca.

Aby przekonać społeczeństwo, że BP troszczy się o klimat, firma na początku obecnego stulecia udostępniła internetowy kalkulator śladu węglowego, zachęcając konsumentów do dokonywania bardziej świadomych wyborów. Niemal 300 tysięcy osób skorzystało z niego, obliczając ślad węglowy swoich codziennych zakupów, podczas gdy BP stale zwiększało swoje inwestycje w paliwa kopalne.

Badanie z 2017 roku wykazało, że zaledwie 100 firm – w tym BP – odpowiada za 71 proc. emisji od 1988 roku. Tymczasem gigant naftowy w sposób przemyślany przerzucił odpowiedzialność na konsumentów, odwracając uwagę od własnych działań, przykładających się w ogromnym stopniu do globalnego ocieplenia.

Kolejnym przykładem na to, jak zabiegi agencji PR-owych wpłynęły na dyskusję na temat klimatu, jest wprowadzenie oksymoronu „czysty węgiel”. W 2014 roku firma Proof Communications uruchomiła kampanię Advanced Energy for Life dla Peabody Energy, największej na świecie prywatnej spółki węglowej. Miała stanowić przeciwwagę wobec Planu Czystej Energii, ustanawiającej pierwsze w historii krajowe limity zanieczyszczenia dwutlenkiem węgla z elektrowni. W kampanii użyto określenia „czysty węgiel”, sugerując, że jego wpływ na środowisko można oczyścić przez filtrowanie emisji cząstek stałych lub przy użyciu niepewnej technologii wychwytywania i sekwestracji dwutlenku węgla. Według danych Peabody Energy, dyskusje na temat „czystego węgla” wzrosły w internecie aż o 40 proc. w ciągu kilku miesięcy od rozpoczęcia kampanii.

Organizacja WWF złożyła w tej sprawie pozew, podnosząc, że używany w kampanii termin jest mylący. Jednak mimo, że brytyjski Urząd ds. Standardów Reklamy wezwał Peabody Energy do wycofania kontrowersyjnych reklam, wyrażenie to jest wciąż używane.

Z kolei kampania autorstwa FleishmanHillard dla American Petroleum Institute, największej grupy lobbingowej przemysłu naftowego i gazowego, w 2011 roku, kreowała wizerunek gazu ziemnego jako przyjaznego środowisku. W ramach kampanii przekonywano, że szczelinowanie jest bezpieczne, a metan to „czysto palący się gaz ziemny”. Jedna reklama z konta na Twitterze „Energy for Shale” na Twitterze głosiła: „Okazuje się, że wiatr i energia słoneczna mają sekretnego przyjaciela: gaz ziemny”.

I choć za szkodliwe działania wobec środowiska odpowiadają głównie giganci paliwowi, agencje pomagające im budować fikcyjny wizerunek firm świadomych klimatycznie, również nie są bez winy. „[Agencje PR] kształtują samą naturę problemu i jako takie kształtują naturę debaty kulturowej i politycznej” – powiedział Robert Brulle, socjolog środowiska w Brown i współautor artykułu.