Czerwiec zaczął się w branży z przytupem. – Każdego roku prowadzone są wspólne skoordynowane działania, których celem jest zatrzymanie towarów na granicy, by na rynku polskim i unijnym znajdowały się jedynie takie, które są bezpieczne i zgodne z wymaganiami – komentowała w ślad po wspólnej kontroli Krajowej Administracji Skarbowej, UOKiK i Inspekcji Handlowej wiceszefowa KAS Małgorzata Krok.
Ostatnia kontrola zmierzała do uniemożliwienia wprowadzenia na rynek pomp ciepła, które nie spełniałyby stosownych wymogów. Objęto nią 564 urządzenia z 36 rozmaitych modeli, trafiające na polski (zatem i unijny) rynek. Weryfikowano, czy urządzenia posiadają prawidłowo sporządzone etykiety efektywności energetycznej, karty informacyjne produktu, dokumentację techniczną czy oznakowanie CE i deklarację zgodności.
Czytaj więcej
Dania – jako pierwszy kraj w Europie i na świecie – wprowadzi od 2030 roku podatek od emisji dwut...
I wyniki tych kontroli jeżyły włos na głowie. Nieprawidłowości dotyczyły aż 94 proc. objętych tą operacją wyprodukowanych poza UE pomp ciepła. Zwykle chodziło o dokumentację urządzeń: karty informacyjne produktów i deklaracje zgodności z wymogami Unii. Dokumentów tych albo brakowało, albo były nieprawidłowo sporządzone. Przez kontrolne sito przeszło ostatecznie 101 pomp, z czego 62 – z wymogiem uzupełnienia dokumentacji.
Kluczowe momenty
Wyjątkowo w tym roku nagłośniona kontrola ma duże znaczenie symboliczne dla całej branży OZE. Oczywistą konsekwencją rozwoju tego rynku było pojawienie się na nim „masowego” konsumenta, który dokonuje przy zakupie wyboru bazującego na kryterium ceny – co nierzadko, i nie tylko na tym rynku, oznacza odejście od kryterium jakości. W efekcie od czasu do czasu indywidualni czy biznesowi inwestorzy w OZE narzekali na jakość zakupionych urządzeń, co z kolei odbijało się w mało mierzalny – ale istotny – sposób na opinii na temat OZE i całej transformacji energetycznej. Dotyczyło to choćby pękających paneli PV, na które ostatnio często narzekano.