Masowa wycinka drzew doprowadziła do tego, że obecnie na Ziemi została mniej więcej połowa z rosnących niegdyś 6 bilionów drzew, które jak wiadomo, są naturalnymi filtrami, wychwytującymi dwutlenek węgla. Spalanie paliw kopalnych i pożary powodują emisję około 11 gigaton węgla rocznie, a lasy, pola, łąki i oceany pochłaniają około 6 gigaton. Każdego roku do atmosfery trafia więc około 5 gigaton dwutlenku węgla, którego drzewa nie są w stanie wychwycić. Skoro zatem liczba drzew przekłada się na czystość powietrza, czy ich masowe sadzenie nie stanowi odpowiedzi na kryzys klimatyczny?

Czytaj też: Recykling nas uspokaja, dlatego generujemy więcej odpadów

W 2016 roku jeden z indyjskich stanów zasadził 50 milionów drzew w ciągu jednego dnia, a Etiopia w 2019 roku zasadziła w ciągu 12 godzin aż 353 miliony. Rząd Wielkiej Brytanii do 2024 ma zasadzić kolejny milion drzew, mając już na koncie kilka milionów zasadzonych przez lata. Jak to możliwe, że przy takim tempie i intensywności zalesiania, mamy problem ze zmianami klimatycznymi?

Warto zauważyć, że sadzenie drzew jako zrównoważenie emisji CO2 stanowi od pewnego czasu ulubiony zabieg greenwashingowy szeregu korporacji, które swoje działania starają się usprawiedliwić dodatkowymi sadzonkami drzewek.  Pomysł zasadzenia biliona drzew dla klimatu popierał w ubiegłym roku nawet Donald Trump, który nie słynął z entuzjazmu dla działań w zakresie ochrony środowiska, uznając go za „pragmatyczny krok w kierunku rozwiązania problemu globalnej emisji dwutlenku węgla”.

Problem w tym, że ta metoda jest znacznie mniej skuteczna, niż chcielibyśmy w to wierzyć.

Według Jonathana Overpecka, klimatologa na Uniwersytecie Michigan i jednego z współautorów artykułu opublikowanego w czasopiśmie naukowym Science, powinniśmy przemyśleć sposób, w jaki podchodzimy do sadzenia drzew jako uniwersalnego rozwiązania problemów związanych ze zmianami klimatycznymi. „Myślę, że nacisk na sadzenie drzew jest ryzykowny, chyba że najpierw postawimy na pierwszym miejscu zmniejszenie lub zatrzymanie zmian klimatycznych” – uważa Overpeck.

W swoim artykule Overpeck podkreśla, że roślinność jest coraz bardziej wyniszczana przez zmiany klimatyczne – pożary zombie pustoszą lasy na Syberii, w Kalifornii miliony drzew zginęło w wyniku suszy a w Australii w ciągu potężnego pożary milionów akrów lasów, płonące drzewa wyemitowały więcej CO2 niż cała gospodarka razem.

Nawet na obszarach, gdzie nie grasują pożary, zmiany klimatyczne wciąż wpływają na szybsze wysychanie gleby i roślin. Sadzenie tam drzew, zwłaszcza niedobranych właściwie do panujących warunków – a niektóre spośród projektów sadzenia ogromnych ilości drzew, charakteryzują się pewną przypadkowością, jest więc skazane na porażkę, bo rośliny nie przetrwają.

Overpeck wskazuje, że do zadrzewiania obszarów należy podchodzić z ostrożnością, jak w przypadku projektu Paraside w Kalifornii, gdzie gatunki zostały wybrane tak, aby miały największe szanse na przetrwanie w cieplejszym i suchszym klimacie i posadzono w sposób minimalizujący prawdopodobieństwo późniejszego rozprzestrzeniania się ognia.

Przede wszystkim należy jednak dbać o istniejące już lasy, okazuje się bowiem, że im starsze drzewa, tym lepsza absorpcja CO2 a co za tym idzie, większy potencjał do spowolnienia zmian klimatycznych. Według badania przeprowadzonego w 2014 roku przez 38 naukowców z 15 krajów, aż 97% drzew z ponad 400 przebadanych gatunków rosło szybciej wraz z wiekiem, pochłaniając w ten sposób więcej węgla. I mimo, że drzewa z wiekiem stają się mniej wydajne w przetwarzaniu węgla, to przybywa im liści, które dzięki fotosyntezie są w stanie wychwycić więcej CO2 niż mniejsze i młodsze drzewa.

Czytaj też: Nowe lasy to dobry pomysł, ale klimat ratują stare drzewa