Reklama

Zarządzanie śniegiem w erze zmian klimatu. Rośnie nowa „biała żyła złota”

„Obchodzi mnie to tyle, co zeszłoroczny śnieg” – to powiedzenie długo oznaczało, że coś jest bezwartościowe. Jednak biznes ochrony, przechowywania śniegu oraz zarządzania nim zaczyna kwitnąć. To nie tylko filar zimowej turystyki i fundament sukcesu takich wydarzeń jak zimowe igrzyska olimpijskie, ale też naturalny rezerwuar wody.

Publikacja: 06.02.2026 16:05

Amerykańska narciarka Breezy Johnson podczas treningu przed biegiem zjazdowym na igrzyskach Milano C

Amerykańska narciarka Breezy Johnson podczas treningu przed biegiem zjazdowym na igrzyskach Milano Cortina 2026.

Foto: MARCO BERTORELLO / AFP

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie znaczenie ma zarządzanie śniegiem w kontekście zmian klimatycznych i gospodarki wodnej?
  • Dlaczego biznes związany z przechowywaniem i zarządzaniem śniegiem zyskuje na znaczeniu?
  • Jakie innowacje technologiczne wpłynęły na efektywność przechowywania pokrywy śnieżnej?
  • Jakie wyzwania związane z deficytem śniegu czekają europejskie kurorty narciarskie?
  • Jaki wpływ ma pokrywa śnieżna na rolnictwo i ochronę upraw w zimowych warunkach?
  • Jakie są potencjalne konsekwencje braku śniegu dla zarządzania zasobami wodnym w Europie?

To nie jest projekt czy jego pilotaż. To działające narzędzie, które kurorty narciarskie wykorzystują już dziś, by otwierać sezon wcześniej i redukować ryzyko – tak Antti Lauslahti, szef fińskiego startupu Snow Secure zachwala wynalazek swojej firmy. Chodzi o maty, które można rozkładać na pokrytym śniegiem terenie, dzięki czemu opady z okresu zimy mogą nawet przetrwać lato.

Z doświadczeń użytkowników wynika, że w ten sposób można zachować nawet 80 proc. pokrywy śnieżnej na stoku. Przekłada się to z kolei na znaczne obniżenie rachunku za energię: naśnieżanie stoku w okresie, gdy zaczyna się sezon, a pogoda zawodzi, jest niezwykle kosztowne. Szacuje się, że maty pozwalają ściąć te wydatki nawet do 70 proc.

Czytaj więcej

Eksperci o zmianach klimatu w Polsce. „Trwa silny trend wzrostowy”

Nic dziwnego zatem, że amerykański magazyn „Time” uznał fińską innowację za jeden z kluczowych wynalazków 2025 r. W ośrodkach w Ameryce Północnej i Europie, gdzie maty Finów są już w użyciu, dziś można być świadkiem osobliwego spektaklu: wraz z końcem sezonu zbiera się tam śnieg na stokach i przykrywa poliestrowymi matami.

Reklama
Reklama

Zarządzanie śniegiem. Rośnie nowa gałąź biznesu

Przykrywanie śniegu może wydawać się działalnością trywialną, ale wbrew pozorom kwestia zarządzania pokrywą śnieżną coraz bardziej zyskuje na znaczeniu. Kilka lat temu oszacowano „śnieżny potencjał” 21 lokalizacji, w których w ciągu ostatnich stu lat organizowano zimowe igrzyska olimpijskie. Okazało się, że do 2050 r. zaledwie cztery z nich mogłyby powtórzyć imprezę bez konieczności sztucznego naśnieżania na wielką skalę: Lake Placid (USA), Sapporo (Japonia), Lillehammer i Oslo (Norwegia). W 2080 r. na organizację igrzysk mogłoby się porwać już tylko Sapporo.

Według innej analizy – w której punktem wyjścia jest wzrost globalnych temperatur o średnio 2 st. Celsjusza do połowy stulecia – z 2234 europejskich kurortów narciarskich przeszło połowa (53 proc.) w 2050 r. będzie miała problem z deficytem śniegu. Dotknie on przede wszystkim Pirenejów (89 proc. lokalizacji), ale też Alp (ok. 33 proc.). Według „czarnego scenariusza” – wzrost temperatur o 4 st. C – kryzys ogarnie 98 proc. lokalizacji w Europie.

Teoretycznie, przedsiębiorcy i mieszkańcy z tych narciarskich kurortów mają do dyspozycji nowoczesne technologie (których wykorzystanie wiąże się z kosztami rzędu 2-3,8 euro za metr kwadratowy) oraz tradycyjne sposoby przechowywania śniegu, wywodzące się często z czasów przedprzemysłowych: naziemne, podziemne, w pomieszczeniach czy odkrywkowo. W praktyce jednak nie pozwalają one na przechowanie większych ilości tego specyficznego „zasobu”. Próby zarządzania nim jednak trwają. Snow management, snow farming czy snow storage to tylko kilka z lingwistycznych prób nazwania rosnącego zapotrzebowania na zachowanie i użytkowanie zimowych opadów.

Czytaj więcej

Idą ciężkie czasy dla posiadaczy nieruchomości. Zmiany klimatu huśtają rynkiem

Fińskie maty to nie jedyna próba rozwiązania problemu, choć spośród dotychczas podejmowanych wydaje się najbardziej efektywna. Z opracowania „Assessing the key concerns in snow storage: a case study for China” opublikowanego dwa lata temu przez chińskich naukowców na podstawie doświadczeń z zimowych igrzysk w 2022 r. można się dowiedzieć, że eksperymentowano tam m.in. z odblaskowymi kocami oraz trocinami i słomą. Te drugie okazały się skuteczniejsze w utrzymaniu niskiej temperatury: do połowy wiosny przetrwała niecała połowa śniegu przechowywanego pod kocami i nawet do 70 proc. śniegu pod trocinami i słomą. Tyle że bardziej naturalne „środki konserwujące” zanieczyszczają śnieg, co potem znacznie utrudnia korzystanie z niego narciarzom.

Turyści i rolnicy zależni od pokrywy śnieżnej

Z gospodarczego punktu widzenia zarządzania śniegiem nie można bagatelizować. Branża zimowej turystyki w Europie przyniosła – tylko w 2022 r. – wpływy rzędu 180 miliardów euro. Region Europy, który moglibyśmy nazwać „alpejskim” (lub blisko z Alpami związanym), zamieszkuje 80 milionów ludzi, czyli jakieś 15 proc. całej populacji kontynentu. Administracyjnie to 48 regionów w pięciu państwach. A przecież nie chodzi wyłącznie o Alpy. Wspomniane wyżej 2234 ośrodków narciarskich rozkłada się następująco: Niemcy, gdzie zlokalizowanych jest 498 kurortów, za nimi Włochy (349), Francja (317), Austria (253), Szwecja (228), Norwegia (213), Szwajcaria (181), Finlandia (76), Słowenia (44) i Hiszpania (32). Mimo prób poszukiwania nowych, oderwanych od narciarstwa, sposobów spędzania w tych kurortach czasu, ich los w przypadku trwałego deficytu śniegu wydaje się być co najmniej niepewny.

Reklama
Reklama

Śnieg ma też olbrzymie znaczenie dla rolnictwa. – Im większe chłody bez pokrywy śnieżnej, tym rośliny są bardziej narażone na uszkodzenie, a nawet wymarznięcie. Przy pokrywie o grubości co najmniej 5 cm śniegu rośliny będą chronione do temperatur rzędu minus 10 czy 15 stopni Celsjusza – komentowała w rozmowie z portalem farmer.pl prof. Zuzanna Sawińska z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Z takimi – a nawet niższymi temperaturami – Polska miała do czynienia w ostatnich dniach.

Ekspertka podkreśliła też, że zimowa pokrywa śnieżna znacznie się skurczyła w ostatnich dekadach. O ile w latach 80. sięgała od 15 do 25 centymetrów i utrzymywała się od połowy listopada nawet do początku lutego, to już dekadę później było to 7-10 cm, a śnieg zaczynał znikać już w styczniu. W tym stuleciu nawet takich zim doświadczamy już coraz rzadziej: śnieg staje się zjawiskiem sporadycznym, w środku zimy trafiają się fale ciepła, kiedy temperatura przekracza poziom zera i pozostałości opadów śniegu znikają w błyskawicznym tempie.

Czytaj więcej

Brytyjski wywiad o scenariuszach zmian klimatu. „Globalna walka o żywność”

Dla roślin uprawnych brak śniegu jest problemem podwójnym. Po pierwsze, jako naturalny zasób wody odpowiada w sporej mierze za wilgotność gleby i poziom wód gruntowych. W przypadku gwałtownej zmiany temperatury i szybkiego roztapiania się śnieżnego „zasobu” zamiast do gleby roztapiająca się woda spływa raczej do pobliskich cieków wodnych, a nie wsiąka w glebę. Przy skokach temperatury może też dojść do sytuacji, gdy zasób wytworzony w ramach świeżego opadu „ześlizgnie” się po zamarzniętym podłożu – do pobliskiej rzeki czy strumienia, albo do kanalizacji. Po drugie, jak już wspomnieliśmy, znika naturalna ochrona przed wymrożeniem plonów. Ciepły grudzień nie pozwala roślinom przygotować się do fali ostrych mrozów w kolejnych tygodniach sezonu zimowego.

Optymalny scenariusz w obecnych warunkach zakłada, że pokrywa śnieżna powinna się utrzymać mniej więcej do końca kalendarzowej zimy. – Kiedy w ciągu dnia mamy kilka stopni na plusie, a w nocy przymrozek, śnieg topi się stopniowo i jest szansa, że więcej tej wody zostanie wchłonięte do gleby, a nie spłynie rzekami, jak to dzieje się w przypadku gwałtownej odwilży – mówił w rozmowie z PAP dr Sebastian Szklarek z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN. – Byłoby jednak lepiej, gdyby ten śnieg poleżał jeszcze dłużej i zaczął topnieć dopiero gdzieś pod koniec lutego – dodawał.

Również ten ekspert zaleca „magazynowanie śniegu”, nawet w obrębie przydomowego ogrodu: zrzucenie go w jednym miejscu, w miarę możliwości jak najgrubszą warstwą, co wydłuży czas topnienia. W okresie roztopów naocznie można się przekonać, że pomimo temperatur „na plusie” tam, gdzie były największe zaspy czy gdzie gromadzono śnieg, utrzymuje się on najdłużej. Można zakładać, że w tych miejscach gleba będzie nawodniona najlepiej.

Reklama
Reklama

Znaczenie śniegu dla kryzysu wodnego w Europie

Odpowiednie administrowanie śniegiem staje się konieczne w obliczu permanentnego deficytu wody, jaki dręczy Polskę. Można tu zajrzeć np. do danych, którymi posługiwał się w zeszłym roku Karkonoski Park Narodowy: jak oszacowano, w latach 50. XX wieku z wiosennego topnienia śniegu pozyskiwano 700-800 litrów wody na metr kwadratowy gruntu. Obecnie to 250-300 litrów w optymalnych okolicznościach. A zasoby wody, jakie Karkonosze dostarczają rozciągającemu się wokół regionowi, są oceniane na 7 mln m sześc.

Marnowanie śniegu może pogłębić kryzys wodny, z jakim już mamy w Polsce do czynienia. Ubiegłoroczne statystyki jasno dowodziły, że wody ubywa: przykładowo, w lutym 2025 r. opady sięgnęły zaledwie 43 proc. normy wieloletniej, w sierpniu – 54 proc. Deszczowy lipiec (123 proc.) nie zrekompensował ubytków. W miesiącach wakacyjnych (lipiec–sierpień) wydano 111 i 124 ostrzeżeń przed suszą. Susza hydrologiczna – czyli niski stan wód w rzekach i akwenach wodnych – była widoczna gołym okiem, dodajmy, że 284 stacje hydrologiczne w Polsce odnotowały przepływ wody niższy niż średni wieloletni.

Czytaj więcej

Najwięksi emitenci CO2. Raport Carbon Majors: 32 firmy na „liście hańby”

Ale – co w dyskusji o śniegu najważniejsze – nasz kraj prześladuje susza hydrogeologiczna, czyli fatalny stan wód podziemnych, w sporej mierze zasilanych roztopami. Według opublikowanej we wrześniu zeszłego roku analizy Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego, w środkowej i wschodniej części Polski może zacząć brakować wody w płytszych studniach, część sieci wodociągowych może się borykać z brakiem wody. Kłopoty może odnotować aż trzynaście z szesnastu województw, ominą one niemal wyłącznie wybrzeże oraz obszary górskie.

Innymi słowy, znikanie śniegu i marnotrawienie tego, co natura nam w danym sezonie zimowym przyniosła, mogą się okazać zgubne nie tylko dla branż bezpośrednio z niego żyjących – jak turystyka i sporty zimowe. W dłuższej perspektywie będą przekładać się na kondycję rolnictwa i ceny produktów tego sektora, a w tej najbardziej odległej – na gospodarkę wodną, ceny usług wodociągowych i kanalizacyjnych oraz każdy przemysł, który w procesie produkcyjnym potrzebuje wody.

Planeta
Eksperci o zmianach klimatu w Polsce. „Trwa silny trend wzrostowy”
Planeta
Sztuczny śnieg, prawdziwe problemy. Organizatorzy igrzysk w ogniu krytyki
Planeta
Na niszczenie przyrody wydajemy znacznie więcej niż na jej ratowanie. Raport ONZ
Planeta
Kurorty zimowe szykują się na zmiany klimatu: Mniej śniegu, więcej gości
Planeta
Nowe zagrożenie dla Bałtyku. Niemcy wykryli w wodzie pierwiastki ziem rzadkich
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama