Reklama

Czy mroźna zima oznacza, że nie ma zmian klimatu? „Ważne są długoletnie trendy”

W maju 2025 roku, który był chłodny, czy w listopadzie ubiegłego roku, gdy spadł śnieg i było zimno, także mówiono o tym, że „odwołujemy zmiany klimatu”. Tymczasem 2025 r. wpisuje się w wieloletni trend, był bowiem ósmym najcieplejszym rokiem w historii pomiarów – mówi „Rzeczpospolitej” profesor Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Publikacja: 06.02.2026 15:56

Początek lutego 2026 roku, zamarznięty Bałtyk w Gdyni Orłowie.

Początek lutego 2026 roku, zamarznięty Bałtyk w Gdyni Orłowie.

Foto: Adam Warżawa PAP

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego chłodne zimy nie zaprzeczają istnieniu zmian klimatu?
  • Jakie znaczenie mają długoletnie trendy w analizie zmian klimatycznych?
  • Jak często występują susze w Polsce i co z tego wynika?
  • Jak wzrost ekstremalnych zjawisk pogodowych świadczy o zmianach klimatu?
  • Dlaczego dezinformacja klimatyczna jest istotnym zagrożeniem dla społeczeństwa?
  • Jak powinna wyglądać reakcja polityków na zmiany klimatyczne i dezinformację?

Śledzi Pan trendy na platformach społecznościowych? Coraz częściej pojawiają się tam filmiki, których twórcy ironicznie namawiają, żeby odrywać nakrętki od butelek PET, bo jest zbyt zimno. W domyśle – kryzys klimatyczny przestaje być problemem, skoro spadł śnieg i ścisnął mróz.

Ludzie od zawsze żartują sobie nawet z największych problemów, aby je „rozbroić”, więc o ile tak to traktujemy, to nie mam nic przeciwko. Natomiast trzeba mieć świadomość, że takie upraszczanie zagadnienia nie jest trafne. Jako naukowiec zajmujący się polityką klimatyczną jestem przyzwyczajony, że co roku, gdy zimą spadnie śnieg, słyszę od dziennikarzy pytanie, czy można już odwołać zmiany klimatu.

Rozumiem, że dla osoby, który naukowcem nie jest, może być niejasne, dlaczego jest zimno, skoro eksperci powtarzają, że planeta się ociepla. Ale naukowcy nie twierdzili, że już nigdy nie będzie zimno, a poza tym – nie możemy mylić pogody z klimatem. 

Posługujemy się długoterminowymi trendami i w oparciu o nie oceniamy, co się dzieje z klimatem oraz czy i jeśli tak, to jak się on zmienia. Normalne wahania pogody to jedno, a szybkie i gwałtowne zmiany tych warunków to oddzielna kwestia. Wczoraj mieliśmy dwadzieścia kilka stopni mrozu, dzisiaj jest trochę zimno, jutro będziemy mieli temperaturę na plusie, a za kilka dni znowu przyjdą spore mrozy. To, co powinno nas niepokoić, to właśnie ta gwałtowność zjawisk meteorologicznych i to, jak nagle potrafi się zmienić pogoda.

Jak powiedziałem, wniosek, że klimat się zmienia opieramy na analizie długoletnich trendów. To, że długość okresu wegetacyjnego w Polsce w zachodniopomorskim jest o czterdzieści cztery dni, a na Suwalszczyźnie niemal o dwadzieścia pięć dni dłuższa niż pięćdziesiąt lat temu, pokazuje, że klimat się zmienia – a nie to, że 2 stycznia 2023 temperatura w Warszawie wynosiła +15,5 stopni Celsjusza, albo, że 2 kwietnia 2007 r. w Polsce spadło kilkanaście centymetrów śniegu.

Reklama
Reklama

Czyli fakt, że tegoroczna zima zaskoczyła Polaków, to jeszcze nie dowód na to, że wszystko wróciło do normy i zmiany klimatu przestają być problemem?

Nie. Nawet jeśli w przyszłym roku będzie podobna zima jak tegoroczna, nie oznacza to, że sytuacja się unormowała. Musimy patrzeć na zjawiska pogodowe oraz częstość ich występowania – na przykład na to, że od 2011 r. mamy w Polsce suszę. Na to zjawisko patrzymy w okresach trzydziestoletnich – w latach 1951-1980 mieliśmy suszę średnio co pięć lat, w kolejnym trzydziestoleciu 1981-2010 co dwa lata, a w tej chwili mamy praktycznie permanentną suszę letnią. To bardzo jasno pokazuje zachodzące zmiany.

W zeszłym roku opublikowano raport „Klimat Polski 2024” Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, w którym autorzy przywołują pięćdziesiąt zjawisk ekstremalnych, które wystąpiły w Polsce w 2024 r. Aż trzynaście z nich określają oni słowem „bezprecedensowe”, bo wcześniej zjawiska takie w Polsce nie występowały, albo ich wielkość, siła, czy zasięg nie były notowane w takiej skali. Ten wzrost częstości występowania, siły czy zasięgu ekstremalnych zjawisk pogodowych, obserwowany w ostatnich dekadach, jest dowodem zachodzącej zmiany klimatu, ale nie to, że zjawiska takie w ogóle wystąpiły.

Powtórzę jeszcze raz – to, że tegoroczny styczeń i być może luty będą tak samo chłodne, czy może nawet chłodniejsze niż średnia wieloletnia, nie oznacza, że cały 2026 r. będzie chłodniejszy niż wskazuje na to długoterminowy trend.

W zeszłym roku w maju, który był chłodny, czy w listopadzie, kiedy spadł śnieg i było zimno, także mówiono o tym, że odwołujemy zmianę klimatu i że mamy zimny rok. Tymczasem 2025 r. wpisuje się w wieloletni trend, był bowiem ósmym najcieplejszym rokiem w historii pomiarów.

Na problem patrzymy nie tylko krótkoterminowo, ale też bierzemy pod uwagę dość niewielkie terytorium. Tymczasem kryzys klimatyczny jest zjawiskiem globalnym. O ile w Polsce tej zimy nie padł żaden historyczny rekord ciepła, to na przykład kilka dni temu Australia odnotowała drugi najcieplejszy dzień w historii z temperaturą sięgającą niemal 50 stopni, Madagaskar ucierpiał w wyniku uderzenia cyklonu Fytia, a południe Afryki walczy z rekordowymi powodziami.

Być może my, jako naukowcy, zbyt rzadko mówimy o tym, że potrzeba szerokiego, holistycznego obrazu i długoterminowej perspektywy, bo dopiero wtedy dostrzegamy, że rzeczywiście coś się dzieje z klimatem? To jednak także może nie przekonać sceptyków, jeśli będą oni swoje opinie opierać na pojedynczych obserwacjach.

Ostatnio zjawisko La Nina, które z reguły wpływa na obniżenie temperatur na świecie, zaczęło tracić na sile, a naukowcy oceniają, że mniej więcej w połowie roku pojawi się wpływ El Nino, dzięki czemu słupki rtęci pójdą w górę nieco wyżej niż zwykle. Czy wtedy łatwiej będzie nam uwierzyć w to, że kryzys klimatyczny jest realnym zagrożeniem?

Jako naukowiec nie opieram się na wierze, a na twardych dowodach, a te bez wątpliwości wskazują na to, że zmiana klimatu następuje, ma negatywne konsekwencje dla wszystkich państw, dla wszystkich sektorów gospodarki i wszystkich ludzi, a także – że jest powodowana przez człowieka. Mam nadzieję, że ludzie, zwłaszcza politycy, zrozumieją, że znacznie lepiej i bezpieczniej jest podejmować decyzje w oparciu o wiedzę naukową i wyniki badań, a nie pseudoteorie głoszone przez populistów.

Reklama
Reklama

Te filmiki, o których pani wcześniej wspomniała, są zabawne, o ile zdajemy sobie sprawę z tego, że przymocowywanie nakrętek do butelek PET nie ma związku z obecną pogodą. Martwi mnie jednak wykorzystywanie platform społecznościowych i internetu, tej przestrzeni informacyjnej, przez oszołomów i populistów, którzy dla swoich ciemnych interesów bez zahamowań mącą innym w głowach. Potężnym korporacjom na rękę jest, abyśmy nie zmieniali gospodarki, nie prowadzili jej w stronę neutralności klimatycznej, tyle że tracą na tym zwykli ludzie, zwłaszcza najbiedniejsi i najbardziej dotknięci przez skutki zmiany klimatu, a więc osoby starsze, kobiety w ciąży i dzieci.

Młodzi ludzie są bombardowani tego typu treściami. Bez dostępu do rzetelnej wiedzy nie są w stanie zweryfikować dezinformacji, której są obiektem. Poza tym, lubimy uproszczenia, a filmiki powodują utrwalanie poglądów, niezależnie od tego, czy mają związek z faktami.

Bardzo się obawiam dezinformacji. Mam pretensje do polityków i do rządu polskiego, że nie reaguje adekwatnie do skali zagrożenia. Otrzymaliśmy raport powołanego przez rząd Zespołu ds. dezinformacji, który pokazuje jednoznacznie, że dezinformacja klimatyczna jest elementem wojny hybrydowej prowadzonej przez stronę rosyjską z Polską i UE, bo ona wprowadza w ludziach niepokój, brak zaufania do nauki i nieufność między obywatelkami i obywatelami a państwem i instytucjami publicznymi, które swoje decyzje opierają na danych naukowych.

Brakuje mi zdecydowanej reakcji władz publicznych na te działania dezinformacyjne i jasnego sygnału z ich strony, że dezinformacja zagraża bezpieczeństwu państwa.

Z uznaniem odnoszę się do wysiłków Ministerstwa Edukacji, które próbuje wprowadzić i stworzyć program edukacji klimatycznej, który byłby rzetelny i oparty na danych naukowych, mam jednak wrażenie, że to wszystko dzieje się zbyt wolno. Nie zapominajmy jednak, że może być gorzej: za poprzedniego rządu na stronie Ministerstwa Edukacji pojawił się film, który opowiadał o tym, że zmiana klimatu będzie dla Polski korzystna, bo wzrośnie produkcja rolna. To była ewidentna bzdura niemająca potwierdzenia w wynikach badań naukowych.

W związku z tym należy docenić obecne wysiłki, ale też zwrócić uwagę na brak niektórych działań. Ministerstwo Klimatu zapowiadało od dłuższego czasu prowadzenie kampanii przeciwko dezinformacji klimatycznej i środowiskowej i wciąż tego brakuje. A obecny rząd jest u władzy już 2,5 roku. Ile jeszcze będziemy czekać?

Oczywiście, naukowcy również mają odpowiedzialność za zapewnienie wiarygodnego przekazu. Dlatego edukujemy młodych ludzi i przekazujemy im rzetelną wiedzę na temat zmiany klimatu, jej skutków, sposobów jej powstrzymania i adaptowania się do jej skutków. Ale same uczelnie i instytuty naukowe nie poradzą sobie z tym problemem. Potrzebujemy szerszego wsparcia i współpracy różnych instytucji oraz koordynacji tych działań właśnie na szczeblu rządowym, np. przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Reklama
Reklama

Apropos polityków – po powodzi, która nawiedziła południe Polski w 2024 r., Koalicja Klimatyczna wystosowała do rządzących apel o podjęcie dialogu w sprawie kryzysu klimatycznego. Odpowiedzi nadal brak.

Początkowo politycy się tym przejęli, ale szybko to zaangażowanie zniknęło. Mam wrażanie, że wróciliśmy do rutynowych działań sprzed tragedii w Kotlinie Kłodzkiej. Nadal wycinamy górskie lasy, betonujemy strumienie i zabudowujemy tereny zalewowe. Obawiam się, że obudzimy się dopiero wówczas, gdy spotka nas kolejne tak straszne doświadczenie. I znowu nikt nie będzie się czuł winny, bo szybko znajdziemy kozła ofiarnego, którego obarczymy winą za nasze zaniechania.

Obecnie wszyscy koncentrują się jedynie na zagrożeniu militarnym, zapominając o tym, że bezpieczeństwo klimatyczne jest elementem bezpieczeństwa narodowego.

Koalicja Klimatyczna wydała w ubiegłym roku raport, który pokazuje, jak bardzo jest ono istotne, bo ma związek i z bezpieczeństwem zdrowotnym, żywnościowym, przemysłowym i energetycznym. A także z bezpieczeństwem publicznym zagrożonym przez dezinformację. Państwo musi mieć świadomość, że zapewnienie Polkom i Polakom bezpieczeństwa w tych obszarach jest jego obowiązkiem, z którego musi się wywiązywać na równi ze zwiększaniem bezpieczeństwa militarnego. Podam tu jeden przykład bezczynności władz publicznych.

Niedawno w Sejmie odbyła się kuriozalna dyskusja, zorganizowana przez Konfederację, z udziałem czołowych denialistów klimatycznych, niektórych z tytułami naukowymi, ale niezajmujących się badaniami klimatu. I oni przekonywali, że zmian klimatu nie ma, a nawet jeśli są, to nie są efektem działalności człowieka. Część z nich po prostu kłamała, inni w sposób naukowo nieuprawniony interpretowali wyniki badań. Cenię wolność słowa i uważam, że każdy może wygłaszać nawet głupie opinie. Ale jeśli jest to organizowane na terenie parlamentu, to uważam, że Kancelaria Sejmu i pan marszałek powinni zwrócić się do Polskiej Akademii Nauk i poprosić o ocenę, czy argumenty przedstawiane w trakcie tego spotkania były oparte na nauce i wiedzy, czy też były elementem dezinformacji. Brak takich działań tworzy pustkę, w którą wciska się ruska propaganda oraz polscy populiści wrzeszcząc, że zmiana klimatu to wymysł lewicowych elit Unii Europejskiej i lepiej się z tej Unii wypisać.

Od polityków powinniśmy domagać się reakcji, kiedy np. znów usłyszymy o suszy?

Trochę się zmieniło przez ostatnie dwa lata. Politycy, przynajmniej ci, którzy obecnie sprawują władzę, już nie zaprzeczają, że zmiany klimatu następują, nie zaprzeczają też, że niosą one groźne skutki, ale wciąż nie mówią o tym tyle, ile trzeba i – jak to powiedziałem przed chwilą – nie reagują na te problemy tak, jak wymaga tego sytuacja. A przecież to my ich wybieramy, opłacamy ich pracę z publicznych pieniędzy, a rolą polityków jest dbanie o bezpieczeństwo nasze, naszych dzieci i wnuków. Brak działań w tej sferze powoduje zagrożenie dla społeczeństwa, gospodarki i funkcjonowania państwa w średniej i długiej perspektywie. Moim studentom powtarzam, że musimy chronić klimat nie dlatego, że kochamy kwiatki, motylki czy odnawialne źródła energii, ale dlatego, że jeśli tego nie będziemy robić, jeśli nie powstrzymamy emisji gazów cieplarnianych zmieniającej skład atmosfery, to zagrożone będzie nasze życie i dobrostan. Klimat chronimy przede wszystkim dla ludzi. Dla nas samych i dla naszych dzieci.

Reklama
Reklama
BIO

Zbigniew Karaczun

Profesor w Katedrze Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW w Warszawie. Autor i współautor ponad 350 publikacji. Ekspert Koalicji Klimatycznej.

Wywiady
Dlaczego nie mamy w Polsce zimy? Ekspert z PAN: „Jak najbardziej, czas się bać”
Wywiady
Zbigniew Karaczun: „Powódź to tylko jedno z zagrożeń, które nad nami wiszą”
Wywiady
„Część sukcesu już jest”: ekspert z WWF Polska o szczycie klimatycznym w Dubaju
Wywiady
Andrzej Modzelewski, E.ON Polska: W energetyce kierować się ekonomią
Wywiady
Grzegorz Poznański: Trzeba pamiętać, że Rosja jest i będzie nad Bałtykiem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama