Najprostszy, zapewne najbardziej banalny przykład: wymiana żarówek na energooszczędne LED. O takim prostym zabiegu myślą nie tylko statystyczni Kowalscy, ale też całe firmy. W ich przypadku, rzecz jasna, liczą się też skutki odnotowywane w rachunkach.

Gdyby zajrzeć do ostatniej edycji raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce", publikowanego cyklicznie przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, moglibyśmy ułożyć długą listę firm, w których w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy pomyślano o wymianie żarówek: Alstom Konstal, Wawel, sieć Żabka, Leroy Merlin Polska, Polpharma. W ciekawy sposób przemyślano sprawę w Lyreco Polska: tam obniżono szyny oświetleniowe o trzy metry, by móc zredukować liczbę żarówek.

Bywa też, że przedsiębiorstwa postanawiają w oszczędności zainwestować. Coca-Cola w jednej ze swoich fabryk stosuje innowacyjne urządzenie, które w przemyślny sposób wykorzystuje sprężone powietrze, oszczędzając energię i odzyskując ciepło. Carrefour wykorzystuje temperaturę wód podziemnych za pomocą systemu FCH HVAC, a Energa Grupa ORLEN wdraża inteligentną sieć elektroenergetyczną Smart Grid. Wiele firm decyduje się na systemy monitoringu zużycia energii, by identyfikować swoje słabe (czytaj: nadmiernie energożerne) punkty.

Maksymalny efekt

Jak się wydaje, olbrzymie oszczędności udałoby się uzyskać – zarówno w świecie rozwiniętym, jak i w krajach rozwijających się – gdybyśmy zidentyfikowali takie właśnie energożerne punkty i branże. Dobrym przykładem może być budownictwo, które odpowiada za 40 proc. emisji CO2 na świecie.

– Na przykładzie raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki" widać, że w zakresie budownictwa coraz mocniej stawia się na ekoefektywność, pozwalającą na zmniejszenie zużycia energii – mówiła w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Agnieszka Siarkiewicz z Forum Odpowiedzialnego Biznesu. – Firmy wprowadzają między innymi inteligentne sieci elektroenergetyczne, dokonują zakupów energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych czy prowadzą przeglądy i rejestry poprawiające efektywność energetyczną – podsumowuje.

Energooszczędne rozwiązania docierają też „pod strzechy", zwłaszcza te nowszej daty. Właściciele budowanych i niedawno postawionych domów coraz częściej sięgają po technologie takie jak fotowoltaika, pompy ciepła, rekuperatory czy możliwie najszczelniejsze okna. Oczywiście, nie miejmy wątpliwości: zapewne argumenty o „zieleni" wspomnianych rozwiązań odgrywają tu pewną rolę, ale ostatecznie przesądza rachunek zysków i strat. Gdyby wspomniane rozwiązania nie przekładały się na niższe zużycie i niższe wydatki, zapewne pozostałyby ofertą niszową – jak poniekąd wciąż jest z e-samochodami, które są postrzegane raczej jako ekstrawagancja niż budżetowa alternatywa dla tradycyjnych aut.

Minimum kontrowersji

– Najważniejszą rzeczą jest dziś powstrzymanie marnowania energii. Efektywność energetyczna, w szczególności budynków mieszkalnych, to dzisiaj kluczowa kwestia. Nie jest to zresztą wyłącznie problem Polski: Niemcy pompują wszystkie środki w OZE, Francja to katastrofa, co piąty francuski dom kwalifikuje się do kategorii „ubóstwo energetyczne" – mówił nam Mycle Schneider, konsultant ds. energetyki m.in. Parlamentu Europejskiego. – Gdyby te pieniądze zainwestowano w efektywność energetyczną, byłoby to rozwiązywanie problemu, a nie leczenie objawów – dodawał.

Innymi słowy, to redukowanie zużycia energii jest najczystszą i najmniej kontrowersyjną metodą przeprowadzenia transformacji energetycznej. Spory toczone dziś zarówno o tradycyjną energetykę, jak i o rolę czy udział OZE w miksie energetycznym, są oczywiście istotne – nigdy bowiem nie zredukujemy zapotrzebowania na energię do zera. Tym niemniej maksymalne możliwe obniżenie zużycia przyniosłoby najszybsze skutki zarówno pod względem redukcji emisji, jak i stabilizowania systemu elektroenergetycznego, który – czy to w swojej tradycyjnej, czy „odnawialnej" formie – stabilnością nie grzeszy.