– Nadal mamy 219 stacji, które wskazują, że mamy do czynienia z suszą hydrologiczną – powiedział w środę portalowi Nauka w Polsce Grzegorz Walijewski, ekspert Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Problem dotyczy zwłaszcza województw pomorskiego i zachodniopomorskiego. Poza tym, nawet jeśli deszcze z ostatnich dni nieco zmniejszyły deficyt wody w glebie i pozwoliły złapać oddech terenom zielonym, to efekt może być krótkotrwały.
Co gorsza, susza może sprzyjać gwałtownym zjawiskom powodziowym. – Przesuszona gleba trochę zachowuje się jak nieprzepuszczalna powierzchnia, przynajmniej w tej pierwszej fazie, więc jak opad spadnie na taką glebę, to po prostu bardzo szybko spływa, w rzekach mamy przez to gwałtowniejsze wezbrania – mówił ekspert IMiGW. W ostatnich dniach mogliśmy to w drastyczny sposób obserwować w Teksasie, który najpierw doświadczył fali rekordowych upałów, a potem dramatycznych powodzi, które doprowadziły do śmierci co najmniej 120 mieszkańców stanu.
Czytaj więcej
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej alarmuje, że sytuacja związana z suszą hydrologiczną jest w Polsce najgorsza od czasu rozpoczęcia pomiaró...
Jednym z najbardziej skutecznych narzędzi profilaktyki i równoważenia potrzeb w danej chwili są zbiorniki retencyjne. W okresach wysokich temperatur i wysychania gleb pozwalają one uwolnić do otoczenia nieco dodatkowej wody, w okresach opadów i zagrożenia powodziowego – gromadzą jej nadmiar, przynajmniej do pewnego momentu. Trudno się zatem dziwić, że w wielu miejscach w Polsce prace nad rozbudową potencjału retencji ruszają pełną parą.
Lokalne inwestycje w retencję
– Nie ma takich kanalizacji burzowych, które byłyby w stanie przyjąć gwałtowny napływ wody. Nikt tego w taki sposób nie projektuje – podkreślał na antenie TVP3 Robert Szewczyk, prezydent Olsztyna. Rządzone przez niego miasto musiało rozpocząć budowę dziewięciu projektów, wartych 33 mln zł, wśród których jest zarówno modernizacja kanalizacji deszczowej, jak i budowa zbiorników retencyjnych – np. w olsztyńskim Parku Kusocińskiego. Mają one częściowo załagodzić problem pojawiających się wczesnym latem nawałnic i ulewnych, gwałtownych deszczów.
Innych przykładów nie trzeba długo szukać. Poszukiwanie sposobów na usprawnienie retencji trwa zarówno w dużych, jak i małych miejscowościach. Na początku lipca Kalisz ogłosił, że uzyskał 21,5 mln zł dofinansowania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na realizację projektu adaptacji miasta do zmian klimatu, w sumie wartego 32,5 mln zł i obejmującego zwiększenie retencji deszczówki.
W Poznaniu połączono pomysł na ratowanie wysychającego stawu w rejonie Wartostrady z poprawą lokalnej retencji wody – poprzez połączenie go z pobliskim kanałem deszczowym. Projekt obejmujący szereg prac zmierzających do poprawy retencji i zarządzania wodami opadowymi ogłosiła w ostatnich dniach również Mława.
Czytaj więcej
Ustawa wprowadzająca do porządku prawnego nową formę ochrony – tzw. lasy społeczne – zostanie przyjęta przez parlament w przyszłym roku
Warto też zauważyć, że retencja ma być sposobem ratowania miejskich zasobów leśnych. Przykładowo, w Poznaniu lasy zajmują 15 proc. powierzchni miasta i mają coraz mniej wody. „Cierpi na tym leśny ekosystem, co najdobitniej pokazuje rosnąca liczba obumierających drzew” – argumentował poznański ratusz, ogłaszając w kwietniu uruchomienie systemu nawadniania miejskich lasów deszczówką. Prace nad systemem ruszyły w 2022 r., a na ile okażą się skuteczne, przekonamy się zapewne jeszcze tego lata.
A to dopiero początek rewolucji wodnej w lasach. Do 2028 r. w polskich lasach ma powstać ponad tysiąc obiektów małej retencji. W projekcie bierze udział 151 nadleśnictw w kraju, a jego koszty mają sięgnąć finalnie ponad pół miliarda zł.
Drzewa na wagę złota
Działa to w obie strony. – Każde działanie środowiskowe zwiększające infiltrację wody jest na wagę złota, niebieskiego złota – przekonywała podczas niedawnego kongresu Impact'25 Monika Matak z marki Żywiec Zdrój. – Drzewa są ważnym elementem naturalnej retencji: ich systemy korzeniowe działają jak naturalne zbiorniki retencyjne, zatrzymując wodę w glebie i zapobiegając jej szybkiemu odpływowi. Ponadto, drzewa stabilizują glebę, chroniąc ją przed erozją, oraz wpływają na mikroklimat, zwiększając wilgotność powietrza i gleby. W efekcie obecność drzew w ekosystemach przyczynia się do zmniejszenia ryzyka susz, ale też powodzi – mówiła.
Ilustruje to też dodatkowy pożytek z akcji sadzenia drzew, do których namawiają dziś firmy, samorządy czy organizacje pozarządowe. Być może w przyszłości będą one miały większe znaczenie ze względu na wpływ nagromadzeń drzew na zatrzymywanie w glebie wody i jej obieg niż na poziom emisji.
Czytaj więcej
Na instalacje, które umożliwiają czasowe gromadzenie wód opadowych oraz rozsączanie ich do ziemi - można dostać wsparcie od samorządu. W Warszawie...
Podobne znaczenie mogą mieć zresztą wszystkie tereny zielone, nie przypadkiem w polskich metropoliach zaczynają powstawać ogrody deszczowe. – Przez kilka ostatnich lat powstało ich w Gdańsku ponad dwieście – mówiła podczas czerwcowej konferencji „Zielona Retencja” prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz. Stolica Pomorza przedstawia się jako pionier – i największy promotor – tego rozwiązania w kraju. Do 2030 r. ratusz chce dysponować milionem metrów sześc. pojemności retencyjnej, z czego dziś ma w dyspozycji 763 tys. m sześc.
Problem jest o tyle – nomen omen – palący, że już dziś wśród obostrzeń, które latem wprowadzają w zakresie zużycia wody europejskie miejscowości można spotkać się z zakazem użycia wody deszczowej na potrzeby ogrodu czy gospodarstwa domowego. Innymi słowy, coraz częściej poza ograniczeniem użycia wody z kanalizacji, rygory dotyczą też tych zasobów, które dostarcza nam natura. A ponieważ to jedyny „producent”, z jakim mamy do czynienia, musimy się nauczyć gospodarować tym, co dostarcza, w możliwie efektywny sposób.