„Farmerzy, którzy zastanawiają się nad dywersyfikacją swoich upraw, mogą rozpocząć od gatunków uchodzących dziś za stosunkową nowinkę lub są wyraźnie używane rzadziej niż wskazywałby na to ich potencjał – jak proso, soczewica, łubin, konopie przemysłowe i słoneczniki – co może przynieść dobry zwrot z inwestycji, pozwoli radzić sobie ze zmianami klimatu i może pomóc w poprawianiu struktury gruntów” – radził niedawno swoim czytelnikom brytyjski specjalistyczny magazyn „Farmers Weekly”.
Zdaniem autorów tego miniporadnika wspomniane gatunki łączy przede wszystkim odporność na zmiany klimatu, czy wręcz rozkwitanie w nowych realiach klimatycznych. Wspomniane rośliny przeważnie są odporne na wysokie temperatury, lepiej znoszą dłuższe okresy bezdeszczowej pogody – albo, dla kontrastu: gwałtowne wyładowania. Wspierają one także odradzanie się gruntów, niekiedy mogą służyć jako pochłaniacz dwutlenku węgla z atmosfery. To wszystko zestaw cech, które wydają się optymalne na antropocen.
Istotnym elementem dyskusji o przestawianiu rolnictwa na nowe uprawy pod presją zmian klimatycznych jest konieczność dobrania indywidualnego zestawu, dostosowanego do lokalnych realiów. Wymieniona wyżej „piątka” z „Farmers Weekly” to gatunki, które są w stanie radzić sobie w realiach północnej – mimo wszystko chłodniejszej – części Europy. Międzynarodowa organizacja Crop Trust, w raporcie opublikowanym na początku września, „Opportunity Crops for Sustainable Food Systems”, skoncentrowała się na krajach globalnego Południa i wskazała piętnaście gatunków optymalnych dla realiów tej części świata – i jest to zasadniczo odmienna lista. Obejmuje szarłat, orzeszki bambara, baobab, fasolę szparagową, proso perłowe i pęczak, fonio, dżakfrut, malwę warzywną, synsepal słodki, moringę, dynię, sezam, słodkie ziemniaki i jagody indycze.
Czytaj więcej
Kto ma wpływ na proces tworzenia najważniejszych raportów dotyczących zmian klimatu? Śledztwo brytyjskiego „Guardiana” ujawnia konflikt interesów w...
W zachodniej kuchni wiele z tych gatunków praktycznie nie występuje, co nie znaczy, że to się nie zacznie zmieniać. Południowa Europa zaczyna zbliżać się warunkami klimatycznymi do strefy równikowej, co toruje drogę tego typu roślinom na zachodnie stoły. A mogą się na nich pojawić również produkty, których ludzkość do tej pory w ogóle nie znała: zmienione przez bioinżynierię brokuły (mogą rosnąć w chłodniejszym klimacie, co pozwala przeprowadzić część upraw z regionów zagrożonych suszami i pożarami), kernza (uzyskane pierwszy raz w 2019 r. ziarno pozyskane z wieloletniej pszenicy pośredniej), ultrabataty (odporniejsze na ekstrema pogodowe, dające obfitsze plony i bogatsze w mikroelementy), kolokazja jadalna, zwana też taro (warzywo z Afryki i Azji, które dziś pojawia się na polach Ameryki Południowej, a wkrótce może i Północnej oraz Europy).
AMOC przykuwa uwagę
Temat staje się palący, bo katastrofalne dla rolnictwa prognozy i scenariusze pojawiają się niczym grzyby po deszczu. Weźmy Atlantycką Południkową Cyrkulację Wymienną (AMOC, Atlantic Meridional Overturning Circulation). To, ujmując problem lapidarnie, cyrkulacja prądów oceanicznych na obszarze północnej części Oceanu Atlantyckiego. Prądy oceaniczne, które współtworzą to zjawisko, są odpowiedzialne za przenoszenie ciepła na północ, w kierunku bieguna. „AMOC jest napędzana delikatną równowagą między temperaturą oceanu a poziomem jego zasolenia” – opisywali ten mechanizm brytyjscy badacze Laura Jackson i Richard Wood, specjaliści Met Office Hadley Centre. – „I tej równowadze zagraża ocieplający się klimat” – dodawali w opinii opublikowanej na stronach Carbon Brief.
AMOC przykuwa uwagę badaczy, bo wyraźnie reaguje na zmiany klimatu. Siła tej cyrkulacji jest dziś najsłabsza od tysiąca lat, straciła 10-20 proc. impetu sprzed kilku dekad i „dołek” ten wciąż się pogłębia, naukowcy zakładają, że może w przyszłości dojść do sytuacji, kiedy cyrkulacja całkowicie ustanie.
Czytaj więcej
W ciągu ostatnich kilkunastu lat w Europie doszło do szybkiego wzrostu poziomu promieniowania UV. Naukowcy, którzy zajęli się tym zjawiskiem, są pr...
Wraz z pogłębianiem się tego zjawiska rosną ryzyka klimatyczne. Wcześniejsze obliczenia i symulacje skupiały się na warunkach atmosferycznych, jakie ściągnęłaby na świat – czy właściwie kontynenty oblewane przez Atlantyk – zanikająca cyrkulacja atlantyckich prądów. Z nich wynikało, że np. w Europie zimy stałyby się znacznie mroźniejsze, z kilkudziesięciostopniowymi mrozami w Londynie i Oslo oraz niewiele mniej siarczystymi w głębi kontynentu.
Teraz naukowcy przyglądają się potencjalnej reakcji łańcuchowej: 60-procentowy spadek cyrkulacji AMOC oznacza przesunięcie średnich temperatur północnej półkuli, które dla wielu popularnych upraw będzie wyniszczające. Symulacja dla upraw pszenicy, kukurydzy i ryżu pokazuje spadek globalnych plonów o statystyczne 5,3 proc. – tyle że w poszczególnych regionach świata może to być odsetek znacznie wyższy, np. w Niemczech i Ukrainie (co oddaje też sytuację położonej między nimi Polski) spadek plonów zbóż sięgałby 19 proc. W Kanadzie spadek sięgałby poziomu 12 proc. Katastrofa może być łagodzona lub pogłębiana poprzez inne lokalne czynniki, np. deficyt wody, który w Polsce – na tle Europy – jest olbrzymi. A za nią idą kolejne konsekwencje, w zależności od lokalizacji – wzrost cen żywności, kryzysy humanitarne, zwiększenie się migracji.
Zagłada ekosystemów
A przecież nie jest to jedyna taka złowieszcza prognoza. Na początku 2026 roku niemało szumu na Wyspach wywołał raport połączonych brytyjskich służb wywiadowczych, zatytułowany „Global biodiversity loss, ecosystem collapse and national security. A national security assessment”. Szum wziął się nie tylko z tego, co w raporcie było, ale w sporej też mierze – z tego, co z niego „wyredagowano”: pod presją polityków usunięto najczarniejsze prognozy, złagodzono język raportu, ciut wygładzono konkluzje.
Czytaj więcej
Giną na drogach i torach, a także z rąk kłusowników. Coraz częściej na szkody powodowane przez żubry narzekają polscy rolnicy. – Zwierzętom należy...
Finalna wersja była zatem wersją złagodzoną. Wynika z niej, że autorzy uznają, iż istnieje „wysokie prawdopodobieństwo” degradacji i załamania się globalnych ekosystemów. Stanowi to zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego Wielkiej Brytanii (i reszty świata): widoczne dziś spadki ilości plonów będą się pogłębiać, do czego w coraz większej mierze będą się dokładać katastrofy naturalne oraz rozprzestrzenianie się chorób infekcyjnych, którym drogę torują wyższe temperatury. „Wysokie prawdopodobieństwo” dotyczy także zjawisk takich jak deficyt wody, zapaść rybołówstwa, ograniczenia areału ziemi uprawnej, zmiany w schematach pogodowych, nowe i migrujące wirusy oraz bakterie, uwalnianie CO i metanu z „wiecznej” zmarzliny, ubytek zasobów mających znaczenie dla branży farmaceutycznej.
„Wszystkie państwa są wystawione na ryzyko upadku ekosystemów, zarówno we własnych granicach, jak i poza nimi” – konkludują eksperci, nie przesądzając jednak o szczegółowym przebiegu tego procesu. – „Niektóre będą na nie wystawione wcześniej od innych i zapewne będą postępować tak, by zabezpieczyć swoje interesy, zwłaszcza w obszarze dostępu do wody i żywności (…) Jest nieprawdopodobne, by Wielka Brytania była w stanie utrzymać bezpieczeństwo żywnościowe, jeśli upadek ekosystemów doprowadzi do rywalizacji o żywność” – dorzucają autorzy raportu.
Bilans minionego lata
Przy czym ponure scenariusze przyszłości w dużej mierze pomijają fakt, że z wieloma z opisywanych zjawisk mamy do czynienia już dzisiaj – choć są one traktowane jako przejściowe kłopoty danego rynku, a nie permanentny stan kryzysowy. Weźmy herbatę. „Delikatna równowaga smaków w dobrej herbacie zależy od stabilności temperatur i opadów” – pisali eksperci organizacji Christian Aid w opublikowanym kilka miesięcy temu raporcie. – „Wzrost upałów jest powiązany z bardziej gorzkim i cierpkim smakiem, podczas gdy chaotyczne deszcze rozcieńczają głębię i charakter herbaty. Ekstrema takie jak susze i powodzie zakłócają chemię rośliny jeszcze na poziomie liści. Coraz trudniej zagwarantować znany nam smak tego napoju” – kwitowali.
Kłopoty dotyczą wielu innych rynków. W połowie września Francja poluzowała przepisy dotyczące zawartości alkoholu w szampanie, co było reakcją na ostatnie plony – fale upałów i susze sprawiły, że we francuskich winnicach obrodziło wyjątkowo słodkimi gronami, co oznaczało z kolei, że w procesie fermentacji będzie powstawać mocniejszy trunek.
W zeszłym roku zachwiał się rynek bananów, doszło do kilkuprocentowych wzrostów cen. – Bardzo gorące dni, nawet w krótkim okresie podczas całego sezonu dojrzewania, mogą na koniec sezonu wywołać wielkie straty w plonach, które zbiera się z danego areału – tłumaczył to w tygodniku „Time” Andrew Hultgren, profesor University of Illinois. Pogoda utorowała też drogę rzadko wcześniej spotykanym chorobom bananowców, co w sumie – wraz z likwidacją subwencji dla farm czy problemami w łańcuchach dostaw – może przyczynić się do redukcji areału upraw, nawet o 60 proc. w skali 20-30 lat.p
Na początku tego tygodnia Unia Europejska podsumowała tegoroczne straty w rolnictwie wywołane wysokimi temperaturami, brakiem deszczu, pożarami i innymi ekstremami. – Szacujemy je na 14 do 17 miliardów euro – ocenił komisarz UE ds. rolnictwa Christophe Hansen w trakcie poniedziałkowej konferencji prasowej. Ostateczna kwota będzie znana, gdy sezon żniw dobiegnie końca. Zwrócił on także uwagę, że problem ma więcej oblicz: oprócz roślin, które trafiają na nasze stoły, straty widać było też na łąkach – wysychanie lub niewystarczający wzrost trawy stał się utrapieniem hodowców bydła. Hansen doradzał, by władze – centralne i lokalne – w krajach Unii włożyły więcej pracy w zapewnienie strategicznych zasobów wody, a rolnikom zalecał ubezpieczanie swoich upraw (obecnie ubezpieczone jest mniej więcej 12 proc. produkcji rolniczej w UE). Ale obie te rady to zaledwie wierzchołek góry lodowej: docelowo dyskusja o zmianie struktury upraw i preferowanych gatunkach, którą suflują naukowcy w swoich opracowaniach, wydaje się nieuchronna.