Wyniki badania zostały opublikowane w magazynie „Photochemical & Photobiological Sciences”. Jest to analiza danych z lat 2013-2022 zebranych w czterdziestu stacjach pomiarowych znajdujących się w dziewiętnastu krajach Europy. Wynika z niej, że wzrost promieniowania UV – wcześniej notowany tylko w kilku miejscach w Europie – dziś stał się zjawiskiem obejmującym praktycznie cały kontynent. „Analizy z sześciu stacji, które dysponują danymi sięgającymi połowy lat 90., wskazują, że okres znaczących statystycznie wzrostów generalnie zaczął się między 2010 a 2013 rokiem” – piszą autorzy artykułu.

Skok poziomu promieniowania jest uderzający: 26 stacji odnotowało roczne wzrosty promieniowania na poziomie od 0,46 do 2,62 proc., co w ciągu całej dekady mogło przynieść w niektórych przypadkach wzrost promieniowania nawet o jedną czwartą. 38 stacji notowało ten proces przynajmniej w jednym z miesięcy roku, a żadna nie odnotowała w ciągu wskazanej dekady spadku. Jak zauważa portal Nauka w Polsce, w badaniu uczestniczyła też stacja w Belsku na Mazowszu: notowany tam wzrost promieniowania sięgał 0,66 proc. rocznie.

Europa: Coraz mniej chmur

Niemieckie Federalne Biuro Ochrony przed Promieniowaniem (Bundesamt für Strahlenschutz) podchwyciło wyniki badania, przypominając, że promieniowanie UV jest najważniejszym czynnikiem powodującym raka skóry oraz szkodzącym oczom: w Unii Europejskiej co roku notowane jest 150 tysięcy przypadków zachorowania na czerniaka. To oczywiście nie jest nowość – bicie na alarm w sprawie odpowiedniej ochrony skóry przed rosnącymi dawkami UV zaczęło się już w latach 90.

Czytaj więcej

Zmiany klimatu zbierają śmiertelne żniwo w miastach. Wyniki badań porażają

Wówczas przypisywano jednak wzrost promieniowania rosnącej dziurze ozonowej, zwłaszcza że to ozon zatrzymuje olbrzymią część słonecznych promieni. Problem jednak w tym, że w latach 2013-2022 poziom ozonu w atmosferze był dosyć stabilny, więc jego rola w zaobserwowanym zjawisku wydaje się niezbyt znacząca.

„Największy wpływ na promieniowanie ultrafioletowe wywiera zachmurzenie” – piszą autorzy artykułu. – „Ulewne deszcze mogą zredukować je niemal do zera, ale rozproszone chmury mogą tymczasowo podnieść poziom promieniowania w porównaniu nawet do nieba bezchmurnego poprzez modyfikację rozproszenia wiązki słonecznej” – zauważają. Przy czym rozproszenie chmur coraz mniej nam grozi: za sprawą zmian klimatu coraz częściej mamy do czynienia z bezchmurnym niebem. Autorzy analizy przywołują tu również wyniki innego badania, z którego wynika, że w przypadku Europy zanieczyszczenia i aerozole trafiające do atmosfery odpowiadają za 20 proc. procesów związanych z odczuwaniem przez nas promieniowania UV. W 80 proc. wpływ ma tu zachmurzenie.

Kluczowe znaczenie niskich chmur

Ustalenia naukowców potwierdzają, że nad naszymi głowami toczy się niewidoczna walka z globalnym ociepleniem. Wiele wskazuje, że jest to walka skazana na przegraną, zwłaszcza w kluczowej pokrywie chmur bliżej powierzchni Ziemi – na wysokości do 2000 metrów. Chmury nad Europą znikają w dużej mierze z uwagi na zanik zachmurzenia nad oceanami, w tym nad Atlantykiem.

Czytaj więcej

Przez zmiany klimatu szakal opanowuje Europę. Niemcy rozkładają ręce

Proces ten będzie skutkować dalszym wzrostem temperatur. Pod koniec lipca badacze związani z uczelnią CalTech oraz Google opublikowali na łamach „Science Advances” artykuł, w którym przypuszczają, że ubywanie chmur na niskich wysokościach będzie napędzać ocieplenie tak, że będzie ono przebiegać szybciej niż zakładają autorzy większości symulacji tego procesu. „Rosnąca temperatura powierzchni wód będzie umniejszać ilość chmur, co oznacza mniej odbitych promieni słonecznych i cieplejszą planetę” – podsumowuje ich badania portal phys.org.

Z drugiej strony chmury stopniowo stają się coraz bardziej „czyste”: niosą ze sobą coraz mniej pyłów i aerozoli. To z kolei może oznaczać, że ich zdolność do odbijania promieni słonecznych będzie rosnąć. Badacze z Chin i Hiszpanii donieśli też kilka tygodni temu o odkryciu w rejonie arktycznym „fabryki cząsteczek”, która wpływa na formowanie się chmur – nad arktycznym lodem odbywa się proces, który przekłada się na powstawanie zachmurzenia. Problem w tym, że lód na Arktyce szybko znika, co zakłóca przebieg procesu i może wzmocnić efekt zaniku zachmurzenia.