Mocno osłabiono założenie definitywnego odejścia od paliw kopalnych, które ostatecznie ujęto jako stopniową redukcję. Stany Zjednoczone wraz z Unią Europejską zablokowały pomysł stworzenia funduszu wsparcia dla mniej zamożnych krajów, dzięki któremu uzyskałyby wsparcie na zarządzanie kryzysowe związane ze zmianami klimatu. Podpisane porozumienie w sprawie nowych przepisów dotyczących rynku uprawnień do emisji dwutlenku węgla wyeliminowało niektóre luki, ale drzwi pozwalające na obejście systemu przez firmy, pozostały niedomknięte.

Czytaj więcej

Greta Thunberg rozczarowana COP26: bla bla bla a nie realna zmiana

Należy jednak docenić takie osiągnięcia, jak zobowiązanie ponad 100 krajów do zakończenia wylesiania do 2030 roku czy podpisanie Global Methane Pledge, zakładające ograniczenie emisji metanu o co najmniej 30 proc. do końca dekady. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że ten wyjątkowo groźny gaz cieplarniany, wielokrotnie silniejszy od dwutlenku węgla, z reguły pomija się w dyskusji na temat ocieplania się klimatu.

Jednak mimo, że zdaniem brytyjskiego Komitetu ds. Zmian Klimatu szczyt klimatyczny COP26 stanowił istotny krok w walce z kryzysem klimatycznym, eksperci oraz aktywiści podkreślali, że trudno mówić o satysfakcjonujących osiągnięciach. Szwedzka aktywistka Greta Thunberg nazwała go „festiwalem greenwashingu”, a jego uczestników oskarżyła o brak konkretnych deklaracji i porażkę w zakresie gwarancji ograniczenia ocieplenia planety o 1,5°C. Krytyczny wobec efektów szczytu klimatycznego był również sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres, który ostrzegał, że „nadszedł czas, by przejść na tryb awaryjny”, a postanowienia COP26 nazwał „niewystarczającymi i pełnymi sprzeczności”.

Ambitne cele z ubiegłego roku powinny być zrealizowane już w listopadzie, w trakcie szczytu COP27, który odbędzie się w egipskim Sharm el Sheikh. Tymczasem szereg wydarzeń na arenie międzynarodowej stawia osiągnięcie porozumienia klimatycznego pod znakiem zapytania.

W trakcie ubiegłorocznego szczytu, Stany Zjednoczone złożyły wraz z Chinami wspólne zobowiązanie do podjęcia „wzmożonych działań na rzecz klimatu”. Obecnie jednak rozmowy w tym zakresie uległy zawieszeniu przez Pekin, w efekcie wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi na Tajwanie. Brak współpracy klimatycznej pomiędzy największymi gospodarkami świata (i czołowymi emitentami) na kilka miesięcy przed szczytem w Egipcie, może wzbudzać niepokój. Mimo, że Chiny planują osiągnięcie neutralności emisyjnej do 2060 roku, nie zdecydowały się na przystąpienie do Global Methane Pledge, choć są największym światowym emitentem tego gazu.

Agresja Rosji na Ukrainę pociągnęła za sobą ograniczenie przepływu rosyjskiego gazu, co z kolei doprowadziło kilka krajów do uruchomienia nieaktywnych elektrowni węglowych. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen apelowała do krajów unijnych o wytrwanie w swoich dążeniach do zmniejszenia zależności od paliw kopalnych, trudno jednak ocenić, na ile kryzys energetyczny da się Europie we znaki, kiedy temperatury spadną i jakie kroki zostaną w związku z nim podjęte. Atak Rosji na Ukrainę zagroził również odporności łańcuchów dostaw żywności, co w połączeniu z intensywnymi suszami, z którymi w ciągu ostatnich miesięcy zmagało się wiele krajów, budzi obawy o bezpieczeństwo żywnościowe.

Przewodniczący COP27, egipski minister spraw zagranicznych Sameh Shoukry w rozmowie z Bloomber News przyznał, że ma świadomość, że konferencja odbędzie się „w trudnej sytuacji geopolitycznej, gdy świat stoi przed wyzwaniami energetycznymi i żywnościowymi”. Zapewnił jednocześnie, że ambicją Egiptu jest zagwarantowanie, że uczestnicy szczytu nie wycofają się z obietnic złożonych wcześniej.

Aby zapobiec katastrofie klimatycznej, konieczne jest wyznaczenie przez kraje ambitnych celów klimatycznych i konsekwentne dążenie do ich realizacji. Swój Krajowy Plan Klimatyczny (NDC) dopasował niedawno do wymogów Postanowienia Paryskiego gospodarz tegorocznego szczytu. Egipski plan zakłada m.in. redukcję emisji w sektorze produkcji energii o 33 proc. oraz w sektorze transportu o 7 proc. do 2030 roku w stosunku do poziomów z 2015 roku. Kraj planuje również ograniczyć do końca dekady emisje w sektorze ropy i gazu o 65 proc.

Nowy plan przedłożyła również Australia, od lat coraz bardziej dotknięta konsekwencjami zmian klimatu. Rosnące temperatury, ekstremalne susze, coraz dłuższe i bardziej intensywne sezony pożarowe to tylko część efektów globalnego ocieplenia, z którymi się zmaga. Jej najnowszy cel klimatyczny zakłada redukcję emisji o 43 proc. w stosunku do poziomu z 2005 roku, co oznacza 15 proc. postęp w odniesieniu do wcześniejszej deklaracji, mocno krytykowanej przez ekspertów klimatycznych. Do 2050 roku kraj planuje osiągnięcie zerowej emisji netto. Mimo zauważalnej korekty celów klimatycznych, nadal nie odpowiadają one faktycznym potrzebom. W myśl ustaleń płynących z raportu IPCC, Australia do 2030 roku powinna ograniczyć emisje o 75 proc. w stosunku do poziomów z roku 2005, a pięć lat później osiągnąć emisyjność zerową netto.

Bardziej ambitny cel zadeklarowały niedawno również Indie, będące czwartym co do wielkości emitentem CO2 na świecie. Do 2030 roku kraj planuje zmniejszyć intensywność emisji swojego produktu krajowego brutto o 45 proc. w odniesieniu do poziomów z 2015 roku. Wcześniejszy plan zakładał redukcję o 33-35 proc. Do końca dekady Indie zamierzają również zagwarantować, aby co najmniej połowa miksu energetycznego pochodziła ze źródeł innych niż paliwa kopalne. Nieoficjalnie kraj dąży do wytwarzania 500 GW z czystej energii. Emisyjność zerową netto planuje natomiast osiągnąć dopiero w 2070 roku. Nawet po zmianach, plany klimatyczne Indii zostały ocenione przez Climate Action Tracker jako „niewystarczające”.

Fakt, że tegoroczny szczyt klimatyczny ONZ odbędzie się w Afryce, po raz pierwszy od sześciu lat, ma szczególny wymiar w kontekście konsekwencji globalnego ocieplenia, z powodu których cierpi kontynent.

Kraje afrykańskie generują ok. 2-3 proc. globalnych emisji dwutlenku węgla, jednocześnie ponosząc nieproporcjonalne konsekwencje zmian klimatu, do którego przyczyniają się w nieznacznym stopniu. W sytuacji, gdy cel utrzymania ocieplania się planety na poziomie 1,5°C nie zostanie osiągnięty, do połowy stulecia Afryce grozi wzrost temperatur do 3°C. To poważne zagrożenie nie tylko dla zdrowia i życia jej mieszkańców, ale również dla gospodarki. Według ekspertów, w Afryce Subsaharyjskiej produkt krajowy brutto może wówczas spaść o nawet 3 proc. do 2050 roku.

Wydaje się, że jednym z głównych celów, na którym będzie się koncentrować tegoroczny szczyt klimatyczny ONZ, będzie uzyskanie funduszy dla krajów rozwijających się, aby wesprzeć ich adaptację do zmieniającego się klimatu. Można się spodziewać nacisku na zamożne kraje, aby spełniły swoją obietnicę złożoną kilkanaście lat wcześniej podczas szczytu w Kopenhadze, aby od 2020 roku wspierać kraje rozwijające się kwotą 100 mld dolarów rocznie. Środki uzgodnione w trakcie COP15 miałyby zostać przeznaczone na redukcję emisji oraz adaptację do zmian klimatu.

Trudno jednak ocenić, czy najbogatsi będą chętnie sięgać do kieszeni, biorąc pod uwagę napięcia związane z rosnącymi kosztami energii, skutki pandemii COVID-19 oraz szereg gospodarczych konsekwencji rosyjskiej agresji na Ukrainę.