Na szczycie klimatycznym ONZ w Glasgow z inicjatywy Wielkiej Brytanii 40 krajów podpisało deklarację o odejściu od węgla w latach 30 i 40. Polska zadeklarowała, że będzie odchodziła od tego paliwa za 20 lat, a datą graniczną jest rok 2049 r. Proces dekarbonizacji będzie zatem rozłożony na 30 lat. Postpandemiczny kryzys energetyczny pokazał, że stabilna podstawa w wytwarzaniu energii elektrycznej, odporna na wahania pogody i zależności importowe, pozwala ograniczyć jego skutki. Ceny energii elektrycznej w Polsce w 2021 r. były najwyższe w historii notowań giełdowych. W III kwartale tego roku za sprawą drogiego gazu były one jednak niższe niż na Zachodzie. Jednocześnie ten rok charakteryzował się jednym z najniższych wskaźników wietrzności. Węgiel kamienny i brunatny jeszcze przez lata będzie stabilizował polską energetykę, choćby na wypadek takich kryzysów jak ten w 2021 r. Jednak ta perspektywa dobiega końca. Im więcej węgla w podstawie miksu energetycznego, tym proces dekarbonizacji będzie trwał dłużej. Trendu jednak nie odwrócimy i będziemy podążać drogą innych krajów.

Śladem Niemiec

Proces transformacji energetycznej trwa dekady. Dla Polski przykładem może być inna gospodarka węglowa, a więc Niemcy. W gospodarce naszego zachodniego sąsiada proces ten rozpoczął się jeszcze pod koniec lat 90. Polska zdaje się nieśmiało, ale jednak iść tą samą drogą. Pod koniec maja 2021 r. polski rząd oraz związki zawodowe podpisały umowę o zakończeniu wydobycia węgla kamiennego w Polsce do 2049 r. Zaraz po podpisaniu umowy rozpoczął się także proces jej notyfikacji w Komisji Europejskiej. Zgoda Brukseli jest konieczna, aby ta zaakceptowała pomoc publiczną dla restruktryzowanej branży. Do czasu zakończenia wydobycia węgla kamiennego kopalnie objęte umową społeczną miałyby korzystać z systemu wsparcia w postaci dopłat do redukcji zdolności produkcyjnych zgodnie z programami operacyjnymi przyjętymi w odniesieniu do poszczególnych kopalń. Oznacza to, że państwo za zgodą Komisji miałoby dopłacać do wydobycia węgla w kopalniach, które po 2040 r. mają zakończyć działalność. W sumie dotyczy to ośmiu kopalń. Eksperci przypominają, że takie rozwiązania były już stosowane w Unii Europejskiej, ale nie dotyczyły tak długiego okresu wsparcia, czyli 30 lat. Podobne rozwiązania przyjęto w przypadku Niemiec w 1998 r. Komisja Europejska zgodziła się wówczas na pomoc dla niemieckich kopalń węgla kamiennego. Niemcy zobowiązali się wówczas do redukcji rocznego wydobycia węgla do 37 mln ton w 2002 r. oraz redukcję zatrudnienia o 30 000 z 56 000 pracowników zatrudnionych w sektorze węgla kamiennego. A ten zamknięto ostatecznie w Niemczech pod koniec 2018 r., a więc 20 lat po decyzji Komisji. Rodzą się jednak wątpliwości, czy Komisja Europejska zgodzi się na polski plan. W 2020 r. w Polsce wydobyto ponad 54 mln ton „czarnego złota", a branża zatrudniała ok. 80 tys. osób. Niemcy zobowiązały się do ograniczenia wydobycia, podając daty i terminy przejściowe. W polskiej umowie społecznej podpisanej w tym roku jednak żadnych wskaźników dojścia nie podano. To budzi wątpliwości, czy Komisja zgodzi się na tak ogólny w zarysach plan odejścia od węgla.

Szybki rozwód z węglem brunatnym

Struktura produkcji energii elektrycznej w Polsce wskazuje, że wysoko emisyjny węgiel brunatny odpowiadał w 2020 r. za 24,3 proc. produkowanej w kraju energii. Jednak już za dziesięć lat udział ten spadnie do ledwie paru procent. Za tak duży udział tego surowca w produkcji energii odpowiada największa elektrownia w Polsce – Bełchatów. Z węgla brunatnego produkowano w ub. roku ponad 38 TWh, z czego aż blisko 25 TWh pochodziło z kompleksu w województwie łódzkim. Elektrownia ta po 2030 r. będzie wygaszana, bo zabraknie już węgla w okolicach kopalni, a nowa odkrywka w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów Złoczewie nie powstanie. Generalny dyrektor ochrony środowiska (GDOŚ) uchylił decyzję środowiskową , która jest konieczna do wydania koncesji. Polska Grupa Energetyczna, właściciel elektrowni w Bełchatowie, nie zamierza się od tej decyzji odwołać i sama nie planuje wydobycia w tamtym regionie. Koncern uważa, że polityka klimatyczna, uwarunkowania finansowe i logistyczne nie pozwalają na jej uruchomienie. Na początku lat 30. elektrownia będzie więc stopniowo wyłączana, a teren kopalni będzie rekultywowany. PGE przygotowuje wyrobiska kopalni węgla brunatnego Bełchatów do zalania wodą. Powstałe w ten sposób jeziora będą miały powierzchnię 4000 ha. Powstaną na terenie eksploatowanych obecnie wyrobisk Pola Bełchatów i Pola Szczerców. Bełchatów nadal ma być centrum produkcji energii, ale bazującym już na OZE. Już teraz na szczycie pobliskiej góry Kamieńsk znajduje się farma wiatrowa składająca się z 15 turbin, każda o mocy 2,08 MW. Farma ta jest wzorem wykorzystania energii wiatru na wzgórzu powstałym w ramach rekultywacji przeprowadzonej przez kopalnię węgla brunatnego i w sąsiedztwie nowoczesnej elektrowni konwencjonalnej. Ponadto PGE planuje, że na szczycie bliźniaczej góry ma powstać farma fotowoltaiczna. Koncern planuje zbudować kilka dużych farm fotowoltaicznych na terenach pokopalnianych wokół Bełchatowa do końca 2024 r. Rozważa również uruchomienie w pobliżu nowych elektrowni wiatrowych. Bełchatów jest także brany pod uwagę jako lokalizacja drugiej elektrowni jądrowej, która ma powstać w Polsce w latach 30.

W latach 30. nadal będzie działać inna elektrownia na węgiel brunatny leżąca na Dolnym Śląsku w Turowie. Ma ona pracować najdalej do początku lat 40. W tym regionie planowane są tożsame inwestycje jak w Bełchatowie.

Z węglem kamiennym najpierw w separacji

Znacznie dłużej będzie trwać pożegnanie węgla kamiennego. W 2020 r. krajowa energetyka opierała się na tym surowcu w ponad 45 proc., a wyprodukowano dzięki niemu ponad 75 TWh energii. Zastąpienie tak dużego wolumenu energii nawet w przeciągu kilku lat wydaje się bardzo trudnym przedsięwzięciem. Warto zauważyć ponadto to, że z roku na rok udział węgla spada o 4–5 proc., a jego wydobycie zmniejsza się o 1–2 mln ton rok do roku. Decyduje głównie o tym ekonomia spalania oraz samego fedrowania. Zasoby surowca, który można wydobyć w sposób bezpieczny i opłacalny, kurczą się. Opłacalność spalania węgla kamiennego zależy od ceny uprawnień do emisji CO2. Zgodnie z Polityką Energetyczną Polski do 2040 r. za dziesięć lat udział węgla (głównie kamiennego) w wytwarzaniu energii elektrycznej ma nie przekraczać 56 proc. Patrząc jednak na tempo spadku rok do roku (nie licząc 2021 r.), sięga ono 4–5 proc. Udział węgla może więc w 2030 r. wynieść poniżej 50 proc. Wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 przełożyć się mogą na wyraźny spadek produkcji energii z tego źródła w latach 2020–2040. Z bieżących ok. 90 TWh energii elektrownie węglowe wyprodukują jedynie 11 TWh w roku 2040. Zgodnie ze strategią energetyczną są dwa scenariusze odchodzenia od węgla. Jego udział w produkcji energii ma wynieść 37–56 proc. w 2030 r. i 11–28 proc. w 2040 r. w zależności od tego, czy ceny uprawnień do emisji będą rosnąć szybciej czy wolniej. Konsumpcja węgla kamiennego wyniesie ok. 11,1 mln ton węgla lub 19,1 mln ton. W scenariuszu miarkowanym ceny uprawnień do emisji CO2 miały wynosić 40 euro za tonę za 20 lat. W scenariuszu drugim wysokich cen jest to już 60 euro. Tymczasem ceny już teraz wahają się w przedziale 60–70 euro za tonę. Oznaczać to może znacznie szybsze odejście od węgla, niż zakłada to strategia. Zdecyduje ekonomia. W perspektywie średnioterminowej węgiel zostanie zastąpiony przez gaz. Udział „błękitnego paliwa" w miksie energetycznym ma sięgnąć 17–33 proc. w 2030 r. Będzie to paliwo pomostowe transformacji dające moce regulacyjne systemowi elektroenergetycznemu. W efekcie działań na rzecz odejścia od węgla, ograniczenie emisji CO2 do 2030 r. wyniesie 30 proc. (w stosunku do 1990 r). W dłuższej perspektywie węgiel kamienny ma zastąpić atom. W 2033 r. uruchomiony ma zostać pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy ok. 1–1,6 GW. Kolejne bloki mają być budowane co dwa–trzy lata, a cały program jądrowy zakłada budowę sześciu bloków.

Kryzysy mogą opóźnić tempo transformacji

Pozostaje otwartym pytanie, czy tempo odejścia od węgla w Polsce jest zbyt wolne czy zbyt szybkie. Prostej odpowiedzi na to pytanie nie ma, a jej uzyskanie skomplikował tegoroczny kryzys energetyczny. Jeszcze przed pandemią wydawało się, że węgiel to same problemy i należy od niego odejść jak najszybciej. Jednak rekordowo drogi gaz skłaniał do poszukiwania tańszej alternatywy. Tą okazał się węgiel. Jesienią Polska pierwszy raz od czterech lat stała się eksportem energii elektrycznej netto. Prąd, drogi w kraju, był i tak tańszy niż za granicą. Energia z węgla pomogła stabilizować energetykę europejską. To krótkoterminowe zjawisko pokazuje, że odejście od węgla wymaga czasu.