W najbliższych latach Unia Europejska mocno przyspieszy odchodzenie od paliw kopalnych. Dotyczy to nie tylko energetyki i węgla – czyli tego, co dotychczas było w centrum dekarbonizacji. Teraz walka z ociepleniem klimatu ma rozegrać się tam, gdzie potencjał redukcji emisji szkodliwych gazów cieplarnianych jest największy, a jednocześnie czyste technologie są już powszechnie dostępne. Tam też efekty będą relatywnie najłatwiejsze do osiągnięcia.

Główny wysiłek ma być skierowany na budynki i transport, które odpowiadają odpowiednio za ponad 40 proc. i 30 proc. unijnego zużycia energii. Produkcja i zużycie energii w tych sektorach oraz w przemyśle odpowiada za trzy czwarte łącznych emisji w Unii Europejskiej.

Zielone domy i podróże

Zmiany obejmą budynki, w których mieszkamy, pracujemy, robimy zakupy i spędzamy czas wolny. Chodzi przede wszystkim o zmianę źródeł produkcji prądu i ciepła zużywanego w budynkach na odnawialne, a także o to, aby energia była konsumowana bez szkód dla środowiska i naszych portfeli. Potencjał tego sektora dla efektywności energetycznej i zielonej zmiany jest ogromny.

W drugim przypadku chodzi o transport drogowy. Pakiet przyjęty przez Komisję Europejską ma spowodować, że szybko i masowo przesiądziemy się do samochodów elektrycznych. Aby tak się stało, ich cena oraz koszty użytkowania muszą być konkurencyjne wobec dotychczas użytkowanych diesli.

Pozostałe obszary, które w dalszej kolejności będą przedmiotem dużych, zielonych zmian, to przemysł, rolnictwo oraz transport morski i lotniczy. Już teraz muszą przygotowywać się do transformacji.

Sector coupling, czyli wiatr napędzi samochód

W unijnym żargonie przyjęty kierunek zmian nazywany jest łączeniem sektorów energii, czyli tzw. sector coupling. Polega on przede wszystkim na przełączaniu poszczególnych obszarów – np. transportu czy ogrzewania budynków – na urządzenia zasilane energią elektryczną pobieraną z odnawialnych źródeł energii, np. farm wiatrowych czy fotowoltaiki. Kiedy samochody elektryczne będą w zasięgu znacznej części społeczeństwa, a napędzająca je energia będzie pochodziła z odnawialnych źródeł, ich użytkowanie stanie się tańsze niż tankowanie diesla czy benzyny. W przypadku domów, już teraz zasilane elektrycznie pompy ciepła w połączeniu z panelami fotowoltaicznymi są w stanie dostarczyć zieloną energię. Takie domy nie szkodzą ani klimatowi, ani naszemu zdrowiu. To niezwykle istotne w kontekście rosnącej liczby Polaków zmagających się z alergiami. W polskich warunkach nie można też nie wspomnieć o jakości powietrza. A zelektryfikowanie wytwarzania ciepła zimą i chłodu latem pozwoli również zwalczyć emisje powodujące smog. Uzupełniającą rolę do zielonej elektryfikacji mają odegrać technologie wodorowe, które będą miały zastosowanie przede wszystkim w procesach przemysłowych czy transporcie ciężkim.

Unia postawiła poprzeczkę ambicji wysoko. Udział odnawialnych źródeł w energii wykorzystywanej przez budynki na terenie wspólnoty ma wynieść w 2030 roku 49 proc. W latach 2025–2050 dostawy ciepła do domów mają stać się całkowicie bezemisyjne, co oznacza duże zmiany w powszechnych w Polsce lokalnych systemach ciepłowniczych. Z kolei emisje w nowych samochodach mają zmniejszyć się o 55 proc. do końca tej dekady wobec poziomu z 2021 roku. Do 2035 roku wszystkie nowe samochody, które będą rejestrowane w Unii, mają być bezemisyjne. Tego typu normy przyjmowania nowych technologii, choć trzeba przyznać, że wyśrubowane, to też przykład, jak Unia stara się niejako automatycznie spowodować zmniejszenie emisji w trudnych sektorach. Jeżeli w toku negocjacji zostaną one rozwodnione lub osłabione, poszczególne państwa będą musiały samodzielnie wymyślić, jak doprowadzić do redukcji. A dla przykładu w Polsce, pomimo miliardów łożonych na zazielenianie transportu od wejścia do Unii, emisje z tego sektora tylko rosną.

Dla zielonych marchewki...

Największym wyzwaniem związanym z pakietem „Fit for 55" jest zyskanie akceptacji społeczeństw i konsumentów dla planowanych działań. Uda się ją zdobyć, jeśli pompy ciepła, panele fotowoltaiczne, magazyny energii oraz elektryczne samochody staną się powszechnie dostępne dla obywateli oraz małych i średnich firm. Ich zakup i użytkowanie musi być też tańsze od niezielonych alternatyw. Zyskają więc te firmy, które potrafią produkować takie urządzenia i dostarczać powiązane z nimi usługi, czyli np. efektywne wentylacje z odzyskiem ciepła, systemy optymalizujące zużycie energii w domach i biurach, ładowarki do samochodów elektrycznych. Zyskają też ci, którzy będą w stanie dostarczyć usługi instalacji, obsługi i serwisowania tych urządzeń.

Co ważne, poprzez odpowiednie dyrektywy UE obliguje państwa, by zapewniać możliwość odpowiednich szkoleń dla zawodów związanych z OZE oraz efektywnością energetyczną. To oznacza, że dostawcy usług czy audytów energetycznych, eksperci ds. zarządzania energią, instalatorzy elementów budynków i systemów grzewczych wykorzystujących odnawialne źródła energii mogą być spokojni o pracę.

Dodatkowo, czyste technologie mają mieć preferencje w projektach finansowanych z unijnego budżetu. Co więcej, normy efektywności energetycznej i kwestie klimatyczne będą musiały być uwzględniane w zamówieniach publicznych, tak aby środki publiczne nie wspierały inwestycji, które byłyby przeciwskuteczne dla unijnego pakietu.

A dla brudnych kije

Wśród największych przegranych „Fit for 55" będą paliwa kopalne, począwszy od najbardziej szkodliwych dla środowiska i klimatu – węgla i ropy naftowej, a w późniejszym okresie także gaz ziemny. W konsekwencji, pakiet negatywnie dotknie tych, którzy nie odejdą w porę od urządzeń bazujących na tych paliwach. Będą one bowiem coraz droższe i trudniej dostępne. Już teraz duże przedsiębiorstwa muszą pokazywać wpływ swojej działalności na środowisko i klimat. Towary i usługi, których wytworzenie będzie przyczyniać się do spalania paliw kopalnych, będą coraz droższe i coraz mniej akceptowalne przez partnerów biznesowych i klientów.

Na emisyjne paliwa kopalne w transporcie i budynkach zostaną nałożone dodatkowe obciążenia podatkowe oraz opłaty za emisje dwutlenku węgla w systemie ETS. Dotychczas takie opłaty musieli ponosić duzi emitenci, głównie elektrownie, ciepłownie i przemysł. Kosztami emisji obciążeni będą dostawcy paliw, co odczują indywidualni odbiorcy ciepła wytwarzanego z węgla czy kierowcy w czasie tankowania paliwa na stacji benzynowej. Zgodnie z propozycją KE te koszty mają pojawiać się stopniowo i zaczną obciążać dostawców paliw od 2026 roku.

Środki łagodzące

Realizacja unijnych planów będzie możliwa pod warunkiem, że pakiet zyska szeroką akceptację i nie sprawi, że bogatsza część kontynentu odskoczy i ucieknie całej reszcie. Dlatego przewidziano szereg funduszy, na czele z nowo powołanym funduszem społecznym na rzecz działań w dziedzinie klimatu. Jego uruchomienie będzie kluczem do tego, by beneficjentami zmian nie byli jedynie najzaradniejsi i najbogatsi obywatele, którzy będą w stanie podjąć właściwe decyzje inwestycyjne. Polska jako największy beneficjent ma otrzymać prawie 13 mld euro w latach 2025–2032. Grupami, które mają być objęte wsparciem, będą zagrożone wysokimi kosztami transformacji energetycznej gospodarstwa domowe, mikroprzedsiębiorstwa i użytkownicy transportu drogowego. Te dodatkowe pieniądze mają wspomagać np. renowację budynków, dekarbonizację systemów ogrzewania i chłodzenia, ale również stanowić tymczasowe, bezpośrednie wsparcie dla szczególnie zagrożonych gospodarstw domowych.

Zwiększeniu środków na transformację będzie również służyć zmiana w sposobie wydatkowania przez państwa dochodów ze sprzedaży uprawnień do emisji w systemie EU ETS. Obecne zasady wskazują, że państwa powinny co najmniej 50 proc. tych środków przeznaczać na transformację klimatyczną. W praktyce często rozpływają się one w budżecie krajowym. Zmiana wprowadzi obowiązek przeznaczania wszystkich środków ze sprzedaży uprawnień do emisji na inwestycje proklimatyczne. Znacznie zwiększy to publiczne środki dostępne w polskim budżecie na wspieranie zielonych inwestycji w ramach programów „Czyste powietrze", „Mój prąd" lub podobnych.

Czy te zmiany wydarzą się bez unijnej legislacji? Zdecydowanie tak, gdyż są one spójne z trendami rozwoju technologii, ich dostępności i tym, jakie decyzje podejmują konsumenci. Widać to wyraźnie w tym, jak rozwija się rynek dla tych technologii oraz jak postępują państwa poza Unią – choćby Brytyjczycy czy Amerykanie, którzy już realizują bardzo podobne plany. Regulacje mają jedynie stymulować i przyspieszyć te procesy, a także zagwarantować, że będą przebiegały w sposób spójny w całej Unii. To ważne, by wszystkie państwa Unii mogły masowo korzystać z zielonych technologii, przy okazji rozwijając nowoczesne firmy i miejsca pracy.

Paweł Wróbel, założyciel i szef Gate Brussels