Kiedy wraz z początkiem nowego roku cena Coca-Coli wzrosła w związku z wprowadzeniem podatku cukrowego, reakcja społeczeństwa daleka była od aprobaty. Tymczasem cena butelki Coca-Coli mogłaby jeszcze bardziej wzrosnąć, gdybyśmy chcieli ująć rzeczywisty koszt środowiskowy produktu.

Sama butelka jest plastikowa – i o ile w krajach lepiej rozwiniętych, które radzą sobie z recyclingiem,  stanowi to problem nieco mniejszej wagi, o tyle w krajach rozwijających się (gdzie Coca-Cola rocznie sprzedaje miliardy produktów w plastikowych, jednorazowych opakowaniach), które nie wypracowały jeszcze skutecznych rozwiązań w zakresie zarządzania odpadami, przyczynia się to do zasadniczego wzrostu zanieczyszczenia. Dla lokalnych społeczności rosnące góry na wysypiskach śmieci powodują skażenie powietrza, gleby i wody, a w konsekwencji niższą jakość życia i wzrost zachorowalności na różne choroby.

Coca-Cola generuje największy ślad zanieczyszczenia plastikiem w sześciu krajach. Gigant napojów produkuje 200 000 ton plastikowych odpadów – czyli około 8 miliardów butelek – które są spalane lub wyrzucane każdego roku w sześciu krajach, jest to ilość wystarczająca na pokrycie 33 boisk piłkarskich każdego dnia.

Mimo, że producent od lat zapewnia o szeregu działań, które mają świadczyć o tym, że marka staje się coraz bardziej przyjazna środowisku, to od lat zajmuje czołowe miejsce w rankingu 10 firm najbardziej zanieczyszczających środowisko, opracowywanego przez organizację Break Free From Plastic. Współpracujący z nimi Greenpeace zidentyfikował aż 11.732 plastikowe odpady z logo Coca-Coli w trakcie akcji sprzątania terenów otwartych w 50 krajach na 6 kontynentach. Z Nestle na drugim miejscu oraz PepsiCo na trzecim, Coca-Cola została niekwestionowanym liderem zaśmiecania środowiska. Co więcej, ich odpadów było więcej niż odpadów trzech kolejnych firm razem wziętych.

Zasadniczą rolę w produkcji Coca-Coli odgrywa woda, stanowiąca główny składnik napoju i ważny element procesu jego powstawania. Firma deklaruje maksymalne starania w kwestii uzdatniania wody produkcyjnej i zwracania jej do środowiska, swoim rozlewniom narzuca restrykcje i buduje własne oczyszczalnie ścieków.

Czy te działania wystarczą, żeby zneutralizować faktyczny ślad wodny produktu? W 2008 roku holenderski naukowiec Arjen Hoekstra stworzył Water Footprint, czyli metodę obliczania ilości wody koniecznej do wytworzenia dowolnego produktu, wkrótce potem zajął się badaniami na temat śladu wodnego Coca-Coli.

Z opublikowanego przez nią w 2010 roku raportu wynikało, że do produkcji półlitrowej butelki napoju w Holandii potrzeba 35 litrów wody, z czego aż 28 było wykorzystywanych do uprawy buraków cukrowych, kolejnych 7 do produkcji plastikowej butelki PET a jedynie 0,4 do samego napoju.

Operacyjny ślad wodny, związany z samą produkcją Coca-Coli, to więc jedynie niewielki procent całego zużycia wody w procesie powstawania napoju.

Produkcja Coca-Coli wiąże się też z gigantycznym zużyciem energii. Firma od wielu lat stara się o poprawę wyników w tej kwestii, czego świadectwem jest wdrożony w 2007 roku plan redukcji śladu węglowego o 15%. W międzyczasie wzrósł też cel – Coca-Cola chwali się, że udało jej się zredukować emisję gazów cieplarnianych o 24% w porównaniu z rokiem 2010. Pomogło w tym między innymi stosowanie energooszczędnych żarówek LED-owych w lodówkach i chłodziarkach oraz wydajniejszy proces magazynowania i dystrybucji.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM