W 2023 r. Kanada doświadczyła ekstremalnych pożarów lasów. Powierzchnia szkód wyrządzonych przez płomienie ponad siedmiokrotnie przekroczyła średnią roczną z ostatnich 40 lat. Naukowcy szacują, że spłonęło wówczas ok. 15 mln ha, czyli ok. 4 proc. kanadyjskich lasów. Ponad 200 tys. osób zostało ewakuowanych, a miliony ucierpiały z powodu fatalnej jakości powietrza.

Według danych z kanadyjskiego Narodowego Raportu Inwentaryzacyjnego w wyniku pożarów do atmosfery trafiła niemal 1 gigatona emisji CO2, co stanowi znacznie więcej niż całkowite emisje ze wszystkich innych źródeł w Kanadzie. Co więcej, są to dane niekompletne, gdyż obejmują one jedynie lasy, tymczasem pożary trawiły również inne obszary, takie jak torfowiska.

Fotowoltaika ofiarą pożarów lasów

Poza szeregiem fatalnych konsekwencji dla ludzi oraz środowiska dym z kanadyjskich pożarów negatywnie wpłynął również na produkcję energii. Jak wynika z badania opublikowanego niedawno na łamach czasopisma „Nature”, z powodu pożarów spadek produkcji energii słonecznej w Ameryce Północnej i Europie wyniósł ok. 6,38 terawatogodzin (TWh) w ciągu pięciu miesięcy, czyli mniej więcej 2,8 proc. Koszty tej redukcji oszacowano na 1,9 mld dol., a koszty środowiskowe na ok. 2,1 megaton emisji CO2, gdyż braki w energii z OZE były rekompensowane produkcją energii z ropy, gazu oraz węgla.

Czytaj więcej

Rekord temperatury mórz będzie mieć katastrofalne skutki. Ekspert o scenariuszu dla Polski

Zdaniem naukowców spadek produkcji energii słonecznej był skutkiem obecności cząsteczek znajdujących się w dymie, które blokowały lub rozpraszały światło słoneczne, zanim dotarło ono do paneli słonecznych.

W oparciu o ceny energii elektrycznej z 2023 roku, autorzy badania obliczyli, że w wyniku pożarów Ameryka Północna straciła 711 milionów dol., czyli sporo mniej niż Europa, której straty oceniono na niemal 1,17 mld dolarów. Różnice wynikają głównie z wyższych cen energii w Europie oraz z faktu, że większość paneli fotowoltaicznych znajduje się w południowych i zachodnich stanach, do których dym dotarł w mniejszym stopniu.

Dymy z pożarów w Kanadzie dotarły do Europy

Jeden z autorów badania, Iulian-Alin Roșu z Politechniki Kreteńskiej w Grecji, ostrzega, że w tym roku dym z kanadyjskich lasów również dotarł do Europy, choć jest jeszcze za wcześnie, by ocenić jego skutki.

– Musimy lepiej zrozumieć fakt, że pożary mogą wpływać praktycznie na wszystko: na poziom zanieczyszczeń, zdrowie, pogodę, a nawet na produkcję czystej energii – mówi naukowiec.

Dym z kanadyjskich pożarów doprowadził też do obniżenia na całej półkuli temperatur o niemal 1°C, co nie wpłynęło na fakt, że 2023 został okrzyknięty najcieplejszym rokiem w historii. Niewiele jednak czasu spędził na szczycie rankingu, gdyż rekord został pobity już w 2024 r.

Dane kanadyjskiego ministerstwa federalnego Natural Resources Canada potwierdzają, że do początku sierpnia w Kanadzie spłonęły ponad 3 miliony hektarów.

Również Europa w tym roku wyjątkowo boleśnie odczuła skutki pogłębiającego się kryzysu klimatycznego – pożary lasów strawiły ponad 550 tys. hektarów. Naukowcy z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu (PIK) obliczyli, że do 2100 r. w krajach Unii Europejskiej powierzchnia spalonych gruntów wzrośnie o 39 proc. – ale jedynie w sytuacji, w której wdrożone zostaną różne działania na rzecz klimatu, w tym odejście od paliw kopalnych. Bez nich do końca stulecia każdego roku płonąć będzie o 192 proc. więcej terenów.