Z tego artykułu dowiesz się:
- Co wyróżnia nową pięcioletnią strategię Chin w dziedzinie energetyki i klimatu?
- W jaki sposób kształtują się cele dotyczące redukcji intensywności emisji CO2 w najnowszym planie?
- Z jakich przyczyn Chiny zachowują "okienko" dla potencjalnego wzrostu emisji, pomimo szybkiego rozwoju zielonych technologii?
- Jakie znaczenie ma rozwój odnawialnych źródeł energii dla chińskiego wzrostu gospodarczego?
- Co stoi za utrzymującymi się inwestycjami w energetykę węglową w Chinach?
- Jakie główne czynniki wpływają na obecne podejście Chin do transformacji energetycznej?
Władze w Pekinie nie przepadają za rewolucjami. Dotyczy to też planów pięcioletnich, które kiedyś stanowiły świadectwo ambicji państw socjalistycznych. Taki był cel pierwszej „pięciolatki”, przyjętej przez Chiny w 1953 roku.
Ta epoka dobiegła końca, na długo zanim Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych przyklepało najnowszą, piętnastą odsłonę narodowej strategii. Od lat 90. plany przybrały inny charakter. – Minęły dni, kiedy w planach wyliczano tysiące ton stali czy buszele zbóż – podsumowuje Bert Hofman, ekspert berlińskiego ośrodka Mercator Institute for China Studies (MERICS). – Obecnie plan należy rozumieć jako strategiczny przewodnik dla partii, rządu i narodu. To narzędzie komunikacji dla przywództwa partii pozwalające koordynować działania w gospodarce – kwituje.
Mimo bardziej deklaratywnego charakteru dokumenty chińskich władz obejmują jednak garść liczb i deklaracji, które analitycy próbują odczytywać jako sygnały zmian w polityce (lub podtrzymania wcześniejszych jej kierunków). Nie inaczej jest w przypadku polityki klimatycznej i energetycznej, która traktowana jest jako zarys scenariusza dla poziomu globalnych emisji, ze względu na to, jak duży udział w nich ma ChRL.
Gospodarka Chin: Stopniowy spadek emisji
Pod tym względem eksperci musieli przełknąć gorzką pigułkę: piętnasty plan pięcioletni, pomimo sformułowań o wadze problemów wynikających ze zmian klimatycznych, nie zawiera niczego, co można byłoby nazwać przełomem. W pięciolatce zadeklarowano wsparcie dla branż „zielonych” – od pojazdów elektrycznych po produkcję urządzeń i instalacji OZE – a także wsparcie dla poszukiwania alternatywnych paliw, jak wodór, czy magazynowania energii.
Pekin wydaje się więcej wagi przywiązywać do szans dla swojego przemysłu kreowanych przez zieloną transformację niż do samej transformacji. Kluczowy tu wskaźnik redukcji intensywności emisji CO2 – skądinąd, jedna z niewielu konkretnych liczb, jakie pojawiają się dla tego obszaru w kolejnych pięciolatkach – został zmniejszony: z 18 proc. do 17 proc. (stosuje się je w odniesieniu do jednego procenta PKB, co przy odpowiednio wysokim wzroście gospodarczym dałoby też wzrost samych emisji). W sumie „intensywność” emisji ma w 2030 r. być niższa o 65 proc. niż w 2005 r.
Czytaj więcej
Analitycy od lat przepowiadali światu wojny o wodę. Półwysep Arabski i Zatoka Perska to podręcznikowy przykład miejsc, w których taki scenariusz mó...
Przyczyna odnotowanej redukcji wskaźnika intensywności może być dosyć prosta. Chiny przyznają, że wskaźnika 18-procentowego nie udało im się w trakcie poprzedniej pięciolatki osiągnąć, choć miało zabraknąć niewiele: 17,7 proc. Inna sprawa, że zdaniem eksperta Asia Society i analityka Centre for Research on Energy and Clean Air (CRECA), Lauriego Myllyvirty, realne ograniczenie „intensywności” emisji w okresie 2021-2025 nie przekroczyło 12 proc. Tak czy inaczej, zarówno w odniesieniu do poprzedniej pięciolatki, jak i tej właśnie się rozpoczynającej, specjaliści uważają, że cięcia poziomu emisji mogłyby być głębsze – poziom 20-procentowej redukcji emisji jest w zasięgu ręki.
Ale z perspektywy partii to byłby już hazard. Władza wydaje się preferować posiadanie bezpiecznego bufora, która pozwalałby jej na elastyczne reagowanie w razie kłopotów – doskonale widać to w dyskusji, która toczyła się już w ubiegłym roku: czy Chiny osiągnęły już szczyt emisji. Dane statystyczne sugerują, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy ilość CO2, jakie Państwo Środka emituje do atmosfery wyrównała się, a może nawet spadła. Ale Pekin w tej sprawie zachowuje postawę powściągliwą, jeśli nie milczącą: szczyt emisji został przez partię zaplanowany na 2030 rok – i tego się trzymamy.
Czytaj więcej
Nowe ustalenia naukowców wskazują, że poziom mórz na świecie może być wyższy, niż dotychczas zakładano. To bardzo niepokojące – problem ten już dzi...
Innymi słowy, nawet jeśli cel udało się osiągnąć, Pekin chce zachować do końca obecnej pięciolatki „okienko” dla potencjalnego ponownego wzrostu emisji. W końcu w planie zapisano, że wzrost gospodarczy Państwa Środka ma sięgać 5 procent, warto zachować w odwodzie narzędzia, które pozwolą go osiągnąć, jeśli gospodarka by przyhamowała. Temu samemu celowi służą zmiany w metodologii liczenia owej „intensywności” czy w „zaszeregowaniu” poszczególnych branż – takich jak przemysł chemiczny, cementownie czy budowlanka – co pozwala im, póki co, omijać konieczność transformacji i równoważenia swojej działalności. Jak twierdzi Myllyvirta, efekt jest taki, że przy obecnej metodologii Chiny mogłyby sobie pozwolić na wzrost emisji rzędu 3 do 6 proc., podczas gdy przy pierwotnie stosowanej metodologii musiałaby zadbać o ścięcie dodatkowych 2 proc.
Strategia gospodarcza Chin: I OZE, i PKB
Jak podkreśla „Financial Times”, podczas ostatniego Zgromadzenia opublikowano oficjalne dane, z których wynika, że w sektorach przemysłu i energetyki odnotowano spadek emisji rzędu 0,3 proc., ale ani nie zasugerowano, by należało się spodziewać kontynuacji tego trendu.
Analitycy są zgodni, że wypłaszczenie krzywej emisji – czy potencjalny spadek w dłuższej perspektywie – to zasługa rozwoju sektora energetyki odnawialnej. Tyle że przyjęta właśnie pięciolatka nie wykracza poza cele nakreślone już w czasie prac nad poprzedniczką: podwojenia mocy OZE, którymi dysponowano już u progu czternastej pięciolatki. Warto doda, że ten cel już osiągnięto. – Obecny plan to stracona szansa. Choć mocno podkreśla wagę rozwoju sektora czystej energii, to powinien iść dalej – komentowała Norah Zhang, ekspertka Climate Action Tracker. – W 2025 roku produkcja elektryczności ze źródeł odnawialnych rosła w Chinach szybciej od zapotrzebowania, co pozwalało redukować produkcję ze źródeł opartych na węglu oraz obniżać emisje CO2 w energetyce. Nowy plan nie aktualizuje jednak celu wyznaczonego na 2030 rok dla nowo instalowanych źródeł solarnych i wiatrowych. A cel ten Chiny osiągnęły w 2024 roku – wskazywała.
Czytaj więcej
W związku z organizacją zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City, Amerykanie planują podniesienie poziomu wody w Wielkim Jeziorze Słonym. Cel...
Nie ma wątpliwości, że sektor czystych technologii w ChRL kwitnie. Według portalu Carbon Brief w latach 2022-2025 „zielone” branże w Chinach niemal podwoiły wartość, tylko w zeszłym roku ich udział w PKB kraju sięgał ponad 2 bilionów dolarów – bez OZE zaplanowany 5-procentowy wskaźnik wzrostu gospodarczego byłby znacznie niższy (3,5 proc.) od oczekiwań partii.
Rozwoju tego rynku zatem nikt dziś nie śmie w Państwie Środka blokować czy sabotować, co przekłada się też na jego znaczenie w systemie energetycznym. W tym roku moc „dużych” źródeł fotowoltaicznych, czyli farm różnej wielkości, ma tam dobić do 574 GW, a gdyby dorzucić indywidualną fotowoltaikę zakładaną przez gospodarstwa domowe, zapewne liczba ta mogłaby być prawie dwa razy większa (1063 GW). Podsumowanie ogłaszanych przez firmy z tego sektora planów inwestycyjnych wskazuje, że w ciągu kilku lat do systemu dołożone zostanie kolejne 800 GW.
Chiny nie rezygnują z węgla
Dlaczego śladów tego boomu trudno dopatrzyć się zatem w planach władz? Kilka miesięcy temu think tank CRECA szacował, że w poprzednim roku władze w Pekinie uruchomiły budowę nowych inwestycji węglowych o szacowanej docelowej mocy około 95 GW, co przekłada się też na szacunek, że ponad 90 proc. nowych inwestycji w węgiel na całym świecie realizowanych jest właśnie w Chinach. Nowy pięcioletni plan rozwoju nie stawia tamy tym planom.
Kalkulacja kryjąca się za tą miłością do węgla jest stosunkowo prosta: nowa pięcioletnia strategia podkreśla, że Chiny chcą rozwijać wszystkie perspektywiczne sektory gospodarki, a pod wieloma względami deklarują zmierzanie w kierunku, który niegdyś marzył się Mao Zedongowi: samowystarczalności. Pekin nie ma zamiaru wypadać z gry o rynki nowych technologii, czy globalny handel. A to oznacza wzrost popytu na energię, który może przyspieszyć wraz z rozwojem np. AI. Do tego możemy się spodziewać wzrostu popytu wywołanego zmianami klimatu, choćby szybkiego przyrostu zużycia energii na potrzeby systemów klimatyzacji.
Tymczasem już ubiegły rok przyniósł Państwu Środka blackouty (tłumaczone przez władze nie dorastającą do poziomów produkcji i konsumpcji efektywnością sieci przesyłowych oraz dystrybucyjnych). Emisje emisjami, transformacja transformacją, ale rynek ma hulać bez względu na to, ile kopalin pójdzie przy tym do atmosfery.
Dodatkowy czynnik to polityczne znaczenie węgla dla bezpieczeństwa kraju. Zarówno rosyjska inwazja na Ukrainę, jak i wojna USA i Izraela z Iranem pokazały, że kryzys na rynkach surowców energetycznych może wybuchnąć z dnia na dzień, co dla gospodarek oznacza szok o trudnej do przewidzenia skali. Bezpiecznikiem pozostają OZE, ale tradycyjnie jest nim węgiel, jedyny surowiec, którego w Chinach nie brakuje.
Eksperci zauważają, że udział węgla w chińskim miksie znacząco spadł w ciągu poprzedniej dekady, ale surowiec ten wciąż odpowiada za mniej więcej połowę generacji (w przypadku energii elektrycznej). Rozwój rynku OZE może zniwelować zapotrzebowanie na nowe moce, a z czasem zastąpić tradycyjną energetykę. Ale do tego celu – przy obecnym, dosyć ambiwalentnym podejściu władz – wiedzie długa droga. Może następna pięciolatka, która zbiegnie się z upłynięciem terminu realizacji tych przyjętych przed laty, wytyczy nowy trend w chińśkiej gospodarce. Choć z drugiej strony – być może to jednak nadmierny optymizm.