Plastik w czasach pandemii – względy sanitarne odwróciły dotychczasowy trend ograniczania produktów jednorazowych, może to jeszcze wzmocnić czwarta fala koronawirusa. Jak ten problem rozwiązać? Plastikowa zmiana – plany ambitne, ale niezrealizowane. Co oznaczało dla biznesu przedłużanie się w Polsce prac nad ustawami wdrażającymi tzw. dyrektywę plastikową (Single Use Plastics, SUP) i rozszerzoną odpowiedzialność producenta (ROP) (problemy z dostępem do recyklatów i selektywną zbiórką surowców). Pod koniec roku powinien być już znany ostateczny kształt ustawy wdrażającej dyrektywę SUP i zasady ROP. Jak te regulacje wpłyną na firmy i branże, a także na konsumentów?

To niektóre z zagadnień, o jakich rozmawiali eksperci podczas debaty „Rok plastiku", zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą" w ramach cyklu Walka o klimat.

rp.pl

System kaucyjny, ale jaki

Anna Larsson, dyrektor ds. ekonomii cyrkularnej w Reloop Europe, podkreśliła, że dla opakowań po napojach najbardziej odpowiednim, efektywnym kosztowo i również optymalnym z punktu widzenia oszczędności emisji dwutlenku węgla jest system kaucyjny, w którym konsument oddaje opakowania w jednostce handlowej. – Punkty zbiórki tego systemu powinny również przyjmować butelki wielorazowe, dokładnie tak, jak ma to miejsce w innych krajach – powiedziała Anna Larsson.

– W kontekście innych opakowań wiemy już dzisiaj, że nie mają sensu systemy oparte na odpowiedzialności organizacyjno-finansowej, gdzie producenci sami zbierają swoje odpady. Logicznym jest, że emisji będzie więcej, jeśli do jednego gospodarstwa domowego – tak jak to się dzieje na przykład w Austrii – przyjedzie dwóch operatorów: jeden po frakcję opakowaniową, a drugi po odpady gminne: resztkowe i bio – argumentowała ekspertka. – Nie sprawdzają się też szwedzkie systemy gniazd recyklingu, niewygodne dla konsumenta. W 2020 r. w Szwecji poddano recyklingowi materiałowemu tylko 15 proc. odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych – dodała.

– Widzimy więc, że najlepszym systemem dla pozostałych opakowań jest model zbiórki gminnej finansowanej przez przemysł – oceniła Anna Larsson.

Brak szczegółów

Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych (PZPTS), mówił o skali oddziaływania planowanych przepisów. – Dyrektywa SUP wydaje się dotyczyć grupy przedsiębiorców wytwarzających niektóre produkty jednorazowe, jakie będą wykluczone z rynku. Ale dotyczy także produktów, których ilość kraje UE powinny ograniczyć, jak opakowania do dań na wynos czy butelki PET. Z kolei ROP wpływa na wszystkich producentów opakowań – zauważył.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Dodał, że w Polsce, podobnie jak w całej UE, opakowania stanowią ok. 40 proc. ogółu zużycia tworzyw sztucznych. – Liczba przetwórców tworzyw sztucznych to według GUS ok. 7,5 tys. firm. Wobec tego jest to istotna branża przemysłu w gospodarce, zatrudniająca ok. 150 tys. osób – podał przedstawiciel PZPTS.

Zwrócił uwagę, iż mimo że dyrektywa SUP obowiązuje w UE od 3 lipca, to w Polsce ciągle nie ma przepisów krajowych w tej sprawie i branża pozostaje w zawieszeniu. – Znamy projekt implementacji, jednak nie wiemy, jak się przygotować, gdyż w kluczowych zagadnieniach odsyła on do rozporządzeń, których nie opublikowano. Nie wiemy też, w jakim stopniu konsultacje publiczne wpłyną na ostateczny kształt regulacji – podkreślił Robert Szyman.

Dodał, że w wyniku braku przepisów rynek traci znaczne ilości surowca, szacunkowo ok. 100 tys. ton rPET rocznie. Obecnie odzyskuje się w Polsce ok. 50 proc. butelek PET, a systemy kaucyjne na butelki jednorazowe w krajach UE powodują, że odzysk butelek przekracza 90 proc.

Uniknąć problemów

Dr inż. Andrzej Gantner, wiceprezes zarządu, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, zwrócił uwagę, że opóźnienie obowiązywania przepisów nie jest korzystne, gdyż rynek czeka konieczność spełniania nowych, znacząco wyższych niż obecnie poziomów zbiórki, recyklingu oraz użycia surowców wtórnych w opakowaniach. Biznes musi mieć czas, żeby się do tego przygotować, ale czeka również środowisko i konsumenci.

Jednocześnie „tworzenie oderwanych częściowo od siebie aktów prawnych dotyczących gospodarki odpadami opakowaniowymi może owocować licznymi problemami".

– Wskazujemy na przykład, że jeśli w ustawach o SUP, ROP i systemie depozytowo-kaucyjnym nie będzie mechanizmu kompensacji opłat, to może to skutkować potrójnym opodatkowaniem producenta za to samo opakowanie. W ten sposób stworzylibyśmy najdroższy na świecie system gospodarki odpadami opakowaniowymi i najgorszą z możliwych rozszerzonych odpowiedzialności producenta – ostrzegał Andrzej Gantner. Dodał, że ostatnio Ministerstwo Klimatu i Środowiska dostrzegło ten problem.

Czego po nowych przepisach spodziewa się biznes? – Jako producenci tworzyw sztucznych, czyli podmioty na początku tego łańcucha, mamy bardzo proste oczekiwania wobec regulacji. Przede wszystkim chcielibyśmy, by były spójne i zgodne z regulacjami europejskimi – zaznaczyła dr inż. Anna Kozera-Szałkowska, dyrektor zarządzająca Plastics Europe Polska.

– Prawidłowo skonstruowany system ROP jest narzędziem, dzięki któremu będziemy mogli osiągnąć wyśrubowane cele recyklingu dla odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych. A ambicją jest 55 proc. do 2025 r. Efektywny system ROP pozwoli znacząco dofinansować system gospodarki odpadami, tak żeby zaczął on działać rzeczywiście efektywnie – mówiła ekspertka.

Jej zdaniem kluczowa jest dostępność surowca do recyklingu. Ale żeby recyklerzy mieli do niego dostęp, potrzebny jest skuteczny system zbierania i przygotowywania surowca do recyklingu. Przypomniała, że mimo trwających już niemal dekadę prób budowy sprawnego systemu gospodarowania odpadami poziom selektywnej zbiórki tworzyw sztucznych przekracza zaledwie 15 proc. – Ten pierwszy i podstawowy element, pozyskanie surowca do recyklingu, cały czas jest najsłabszym ogniwem – oceniła Anna Kozera-Szałkowska.

Kto za co zapłaci

Katarzyna Borucka, dyrektor ds. korporacyjnych i zrównoważonego rozwoju, Coca-Cola HBC Polska i kraje bałtyckie, wskazała kilka kluczowych kwestii, które powinny się znaleźć w przepisach.

– Podstawowym założeniem ROP jest to, że my, producenci, bierzemy odpowiedzialność za opakowania, które wprowadzamy na rynek. To oznacza, że finansujemy też ich zbiórkę i recykling. W związku z tym musi być zachowana bardzo ważna zasada: żebyśmy płacili rzeczywiście za te opakowania, które wprowadzamy na rynek, żeby to było sprawiedliwe obciążenie i sprawiedliwe finansowanie. I żeby było to robione w myśl art. 8a dyrektywy odpadowej, zasady kosztu netto. Czyli koszty zbiórki i przetwarzania odpadów opakowaniowych, które wprowadzamy na rynek, pomniejszone są o przychody ze sprzedaży surowca – wskazała Katarzyna Borucka.

– Musimy mieć narzędzia do tego, by się wywiązać zarówno z narzuconych, jak i przyjętych przez nas poziomów zawartości recyklatu w nowych opakowaniach. Zgodnie z dyrektywą SUP już w 2025 r. powinniśmy mieć 25 proc. recyklatu w opakowaniach typu PET. Ale na przykład Coca-Cola poszła dalej: chcemy mieć 35 proc. w 2025 r. i 50 proc. w roku 2030. Nie będziemy w stanie tego zrobić bez narzędzi do stworzenia jak najbardziej efektywnego kosztowo systemu, służącego zarówno producentom, jak też konsumentom i środowisku – podkreśliła Katarzyna Borucka.

Rewolucja dla rynku

Andrzej Grzymała, dyrektor zarządzający i wiceprezes RLG w Polsce, zgodził się z postulatami koordynacji ustaw. Podkreślił, że nowe rozwiązania oznaczają zmianę rewolucyjną, którą odczują wszyscy interesariusze.

– Dlatego trzeba to zrobić w sposób przemyślany. W przypadku systemu depozytowo-kaucyjnego bardzo ważne jest podejście strategiczne, zaplanowanie zmiany w sposób, który pozwoli docelowo zmniejszyć koszty zarówno ekonomiczne, jak i środowiskowe całego systemu – postulował dyrektor zarządzający i wiceprezes RLG.

– Musimy wziąć pod uwagę, jak wygląda struktura handlu w Polsce. Przy założeniu, że mamy ok. 110 tys. sklepów, z tego 100 tys. to sklepy małe i średnie. Zaczynają się one obawiać, że będą musiały zbierać te opakowania, a nie mają na nie miejsca. Trzeba wziąć więc też pod uwagę możliwości logistyczne. Dla efektywności systemu kaucyjnego kluczowe jest też sprawne zarządzanie wszystkimi jego procesami, tak aby mieć dostęp do danych i móc na bieżąco w oparciu o ich analizę optymalizować wszystkie procesy. To jest korzystne dla wszystkich uczestników systemu i możliwe dzięki technologii smart DRS – dodał.

Jego zdaniem nowy system powinien objąć jak najwięcej rodzajów opakowań. – Dlatego że średnio koszt systemu zostanie podzielony na wszystkie rodzaje opakowań i wtedy będzie niższy dla konsumenta. A to on finalnie pokryje wszystkie koszty systemu – podkreślił Andrzej Grzymała. Dodał, że system powinien być elastyczny, aby w przyszłości łatwo można go było rozszerzyć o ewentualne inne opakowania czy produkty.

Szeroka zachęta do zbiórki opakowań

Zdaniem Konrada Nowakowskiego, prezesa Polskiej Izby Odzysku i Recyklingu Opakowań (PIOIRO), zapisy w ustawie o ROP nie powinny promować jednego rodzaju opakowań, ale powinny zachęcać do zbiórki i recyklingu jak najszerszej grupy opakowań z tworzyw sztucznych.

– Rynek opakowań z PET jest dosyć duży, według szacunków to nawet 20 proc. rynku opakowaniowego. Jednak mamy jeszcze pozostałe 80 proc. Więc oczywiście tworzenie systemu kaucyjno-depozytowego dla opakowań po napojach jest rzeczą ważną. Dziś jest to jedyny obowiązek prawny stosowania recyklatu w opakowaniach. Jednak ma on też takie konsekwencje, że jest możliwy do zrealizowania, ponieważ są już technologie i systemy zbiórki, które umożliwiają zawracanie surowca do produkcji opakowań do żywności przy zachowaniu odpowiednich reżimów – powiedział prezes PIOIRO.

– Ale mamy duże problemy i duże wyzwania, żeby coś podobnego wykonać dla polipropylenu czy polietylenu. Dziś jest to bardzo trudne. Więc wprowadzenie prostego nakazu legislacyjnego, że w każdym opakowaniu do każdego produktu mają być zawarte recyklaty, nie jest takie proste i technologicznie możliwe, mając na uwadze dbałość o bezpieczeństwo żywności, czyli tak naprawdę o nasze bezpieczeństwo – podkreślił Konrad Nowakowski.

opinie partnerów

Odpady z plastiku: zbiórka to dopiero pierwszy krok

Krzysztof Baczyński, prezes Związku Pracodawców EKO-PAK

materiały prasowe

Nie będzie wysokiego poziomu recyklingu bez skutecznej i efektywnej zbiórki odpadów opakowaniowych. To wiemy wszyscy, niezależnie, czy mowa o zbiórce pojemnikowej, czy kaucyjno-depozytowej. O tym szeroko wypowiadali się uczestnicy debaty, więc nie ma co ich słusznych spostrzeżeń powielać.

Użycie surowca wtórnego z tworzyw sztucznych (recyklatu) w opakowaniach do kontaktu z żywnością wymaga spełnienia określonych kryteriów formalnych. Reguluje to rozporządzenie Komisji (WE) nr 282/2008 z 27 marca 2008 r., które przewiduje wnikliwą procedurę weryfikacyjną stosowanej technologii recyklingu oraz wydawanie dwustopniowej zgody. Najpierw o danym procesie recyklingu opinię wydaje Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Na podstawie tej opinii stosowną zgodę na wykorzystanie technologii wydaje Komisja Europejska.

Zgodnie z powyższym rozporządzeniem ESFA ma pół roku na wydanie opinii. Potem, już bez wskazanego terminu, zgodę wydaje Komisja. A jak to wygląda w praktyce?

EFSA rozpatruje wnioski wręcz latami, wciąż przekładając terminy wydania opinii. Powody są różne: brak kadr, pandemia, przeładowanie zadaniami itp. Powody zrozumiałe, ale skutek prosty: recykling tworzyw do kontaktu z żywnością utknął w biurokratycznym wąskim gardle. Obecne moce recyklingowe są niewystarczające, aby zapewnić regranulat choćby dla branży napojowej tak, aby ta mogła wypełnić obowiązki wynikające z dyrektywy, a uruchomienie nowych linii recyklingowych bez opinii ESFA jest niemożliwe. Komisja Europejska nic w tej sprawie nie robi, a krajowe odpowiedniki EFSA twierdzą, że to nie ich sprawa (ich podstawową rolą jest przekazanie wniosku dalej). Skutek, i to już niedługo, może być opłakany: systemy kaucyjno-depozytowe zbiorą doskonałej jakości materiał, z którym nie będzie wiadomo, co zrobić. Oczywiście, można z zebranych w systemie depozytowym butelek PET produkować bluzy polarowe, ale dla branży napojowej nie jest to żadne rozwiązanie.

Powtórzmy więc: grozi nam wąskie gardło w systemie recyklingu tworzyw sztucznych do kontaktu z żywnością, które może zadławić wszystkie nowo tworzone systemy kaucyjno-depozytowe. I nie tylko w Polsce, ale i w całej Unii Europejskiej.

Sytuacja jest tym smutniejsza, gdy weźmie się pod uwagę kurczowe przywiązanie Komisji Europejskiej do obecnej „strefy komfortu". W proponowanej zmianie rozporządzenia 282/2008 (ogłoszonej 6 grudnia br.) Komisja chce, aby podstawową formą przetwarzania tworzyw pozostawał właśnie recykling mechaniczny. Owszem, dopuszczone mogą być całkowicie nowe technologie, ale po jeszcze bardziej rozbudowanej procedurze weryfikacyjnej. Mowa tu np. o recyklingu chemicznym, czyli depolimeryzacji tworzywa do chemicznych wiązań pierwotnych (monomeru) w celu dowolnego odtworzenia wiązań polimerowych. Ma to być przyszłość recyklingu tworzyw i technologia na miarę XXI w.

Tylko co nam po tym, skoro unijne machiny nie radzą sobie nawet z wnioskami dotyczącymi tradycyjnych technologii?

 

Tworzywa sztuczne – zrównoważony materiał przyszłości

dr inż. Anna Kozera-Szałkowska, dyrektor zarządzająca, Plastics Europe Polska

Tworzywa sztuczne są obecne niemal wszędzie we współczesnym życiu: są kluczowe dla strategicznych sektorów, takich jak opakowania, budownictwo i konstrukcje, mobilność, produkcja energii odnawialnej, sprzęt medyczny czy sport.

Potrzebujemy ich, by sprostać wielu globalnym wyzwaniom, do których należy zapewnienie dostaw żywności dla rosnącej populacji świata, rozwój miast przyjaznych mieszkańcom czy rozwijanie nowych form mobilności. Mając świadomość wartości, jaką wnoszą tworzywa, podnosząc dobrobyt społeczny i zaspokajając podstawowe potrzeby, jak choćby dostęp do czystej wody czy bezpieczeństwo higieniczne, które tak ważne okazało się w czasach pandemii, trudno pogodzić się z myślą, że ta wartość jest marnowana – w sytuacji, gdy nie potrafimy sobie poradzić z problemem odpadów tworzyw sztucznych czy konsekwencjami, także zdrowotnymi, jakie przynieść może niewłaściwe postępowanie z tworzywami lub ich odpadami.

Choć już od jakiegoś czasu tworzywa sztuczne występują jako negatywny bohater i główny oskarżony o zanieczyszczenie środowiska, zwłaszcza morskiego, to należy pamiętać, że problemu nie stanowi plastik sam w sobie, ale jego niewłaściwe użytkowanie i niezagospodarowane odpady.

Przemysł tworzyw sztucznych jednoznacznie potępia zaśmiecanie środowiska odpadami, wskazując, że należy niezwłocznie w skali globalnej poprawiać systemy zagospodarowania odpadów i wprowadzać reguły gospodarki obiegu zamkniętego. Jako mieszkańcy naszej planety nie możemy sobie bowiem pozwolić na marnowanie potencjału, jaki mają w sobie tworzywa i wyroby z nich wykonane. Jak zatem korzystać z tworzyw sztucznych w sposób zrównoważony?

Nowe podejście do tworzyw sztucznych, promowane w strategiach europejskich i globalnych, łączy funkcjonalność, bezpieczeństwo i cyrkularność tworzyw sztucznych postrzeganych jako materiał do zrównoważonych zastosowań. Jednocześnie uwzględnia ono wszystkie korzyści socjoekonomiczne i środowiskowe w połączeniu z maksymalnym wykorzystaniem możliwości, jakie oferuje innowacyjny przemysł.

Podejście to musi być oparte na całym cyklu życia produktów wytworzonych z tworzyw sztucznych – począwszy od użytych surowców poprzez projektowanie, użytkowanie i zawracanie do obiegu. Opracowanie wysokiej jakości i wydajnych produktów i rozwiązań, które spełniają założenia zrównoważonego rozwoju, to proces bardzo złożony i wymaga innowacyjnych technologii (takich jak na przykład ekoprojektowanie czy recykling chemiczny), ogromnego wysiłku badawczego i współpracy wszystkich interesariuszy.

Tworzywa sztuczne zgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju muszą oferować odpowiednią wydajność i funkcjonalność (tj. lekkość, wytrzymałość mechaniczną), stymulować otwieranie nowych rynków i modeli biznesowych, a ich produkcja na skalę przemysłową powinna w jak najmniejszym stopniu wpływać na środowisko. To wszystko musi być wsparte odpowiednimi inwestycjami i wymaga zwiększenia świadomości społeczeństwa i edukacji konsumentów.

 

System depozytowo-kaucyjny powinien objąć także puszki

Andrzej Gantner, wiceprezes zarządu, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności

Jednym ze sposobów realizacji rozszerzonej odpowiedzialności producentów jest system depozytowo-kaucyjny na opakowania po napojach. Celem systemu jest znaczące zwiększenie poziomu zbiórki i recyklingu opakowań PET i puszek, przy jednoczesnym zachowaniu systemów kaucyjnych na butelki zwrotne.

Docelowo system proponowany przez organizacje producentów ma zebrać ponad 13 mld opakowań rocznie. Podstawą systemu jest nadanie wartości opakowaniom po napojach poprzez pobranie kwoty depozytu w momencie zakupu. To ma motywować konsumentów do oddawania pustych opakowań w punktach sprzedaży detalicznej, a zarazem zniechęcić ich do zaśmiecania terenów publicznych, mieszania z innymi odpadami czy palenia opakowań PET w piecach. W systemie depozytowo-kaucyjnym opakowania stają się surowcem wtórnym, który można użyć do produkcji kolejnych opakowań.

Minimalny poziom recyklatu PET w każdej nowej butelce ma już w roku 2025 wynosić minimum 25 proc. i będzie sukcesywnie rosnąć. System depozytowo-kaucyjny jest najbardziej efektywną ekonomicznie i środowiskowo metodą realizacji ROP. Stosowany jest już w 18 krajach UE, kolejne planują wprowadzić system już w 2022 r., np. Słowacja. Dobrze skonstruowany system depozytowy, a za taki uważamy system producencki, jeden powszechny i obowiązkowy dla wszystkich wprowadzających, przyniesie korzyści również samorządom, zdejmując z nich obowiązki związane ze zbiórką opakowań objętych systemem, jednocześnie pozwalając im na zaliczenie zebranych opakowań do realizacji własnych, gminnych poziomów. Dużo mniej odpadów trafi również do koszów i terenów zielonych, a więc gminy znacząco mniej wydadzą na ich sprzątanie. Sprawny i powszechny system depozytowy oznacza również rozwój sektora recyklingowego poprzez zapewnienie stałego i jednorodnego strumienia surowca do recyklingu. System powinien zapewnić również, że recyklat wytworzony z zebranych w Polsce opakowań będzie dostępny dla działających w Polsce przedsiębiorstw. W przeciwnym razie mimo opłat ponoszonych przez przedsiębiorców będą oni zmuszeni kupować recyklat za granicą po wyższych niż krajowe cenach.

Za jedną z kluczowych zasad, pozwalających na poprawne funkcjonowanie sytemu depozytowo-kaucyjnego w Polsce, wprowadzający uważają zasadę kompensacji. Oznacza to, że opakowania zebrane w systemie depozytowym powinny zmniejszyć opłaty ma rzecz ROP i SUP. W przeciwnym razie przedsiębiorcy będą płacić dwa lub trzy razy za to samo opakowanie, co skutecznie zniechęci ich do inwestowania w system depozytowy.

System w zakresie opakowań jednorazowego użytku powinien objąć obok wymienionych już w założeniach ustawy butelek PET również puszki po napojach, gdyż jest to najefektywniejszy i najpewniejszy sposób na zapewnienie obiegu zamkniętego tego materiału.

Puszka stanowi ok. 1/3 opakowań napojowych na rynku, wyłączenie tego typu opakowania znacząco osłabiłoby system. Prawie wszystkie funkcjonujące systemy depozytowe w Europie obejmują puszkę. Obecnie funkcjonujący system zbiórki puszki w Polsce nie ma charakteru systemowego i jest oparty wyłącznie na wysokości ceny aluminium oraz przypadkowych osobach, dorywczo zbierających tego typu odpady opakowaniowe. Obecnie stosowany sposób zbiórki nie ma również żadnego potencjału do zwiększenia jego efektywności, co w perspektywie zwiększających się systematycznie wymagań dotyczących poziomów zbiórki i recyklingu puszek aluminiowych negatywnie wpłynie na możliwość realizacji tych zobowiązań przez firmy wprowadzające tego typu produkty na rynek, a co za tym idzie – konieczność ponoszenia wysokich kar.

System depozytowy zapewni systemową zbiórkę puszek aluminiowych po napojach na bardzo wysokim poziomie, ok. 90 proc., czyli wyższym o ok. 10 pkt proc. od obecnie osiąganych poziomów, co przekłada się na ok. 400 mln puszek rocznie więcej zebranych i poddanych recyklingowi, niż ma to miejsce dziś. Jednocześnie puszka z opłatą depozytową będzie instrumentem pomocnym małym sklepom w utrzymaniu lojalności konsumentów.

Wskaźnik cywilizacyjny

Szymon Dziak-Czekan, prezes zarządu Stowarzyszenia „Polski Recykling"

materiały prasowe

Dążymy do zamknięcia obiegu gospodarki, ale do tego trzeba współpracy wszystkich uczestników rynku.

Wprowadzający opakowania do obiegu od 2002 r. są zobligowani do odzysku i recyklingu odpadów, ale przez lata ich kontrybucja tylko symbolicznie nawiązywała do zasady „zanieczyszczający płaci". Dziś płacą jedynie ok. 150 mln zł rocznie, kilkanaście razy mniej niż np. w Niemczech i Austrii.

Przewlekanie ustawy o ROP powoduje straty dla gospodarki i środowiska naturalnego. Zbyt wiele odpadów trafia na składowiska lub do spalarni, a za mało do recyklingu. Tylko pilne wdrożenie ROP sprawi, że wprowadzający wezmą na siebie finansową odpowiedzialność za opakowania. Rozpoczęcie prac od nowa to brak szans na ROP od 2023 r. System ROP obejmie przedsiębiorców produktów opakowaniowych kosztami przygotowania do recyklingu i samego procesu.

Ustawa da wiele korzyści wprowadzającym, nie tylko w CSR. Konsument wybierze produkt od tego, kto dba o środowisko. Tak można pozyskać nowych, proekologicznych odbiorców. Nowe wytyczne o wykorzystaniu recyklatu wzmocnią wprowadzających i przemysł recyklingowy, dostarczą stabilnego źródła surowca dla wprowadzających opakowania i innych producentów wyrobów.

Stowarzyszenie „Polski Recykling" podkreśla, że system powinien wspierać finansowo przetwarzanie odpadów zarówno poprzemysłowych, jak i komunalnych z gospodarstw domowych. Liczymy, że ministerstwo to uwzględni i zaczniemy bazować na realnym recyklingu.

W Polsce w 2018 r. zebrano prawie 2 mln ton tworzyw sztucznych pochodzenia pokonsumenckiego, z czego recyklingowi poddaje się niecałe 30 proc. Aby sprostać celom narzuconym przez UE, musimy przetwarzać 55 proc. do 2025 r. i 65 proc. do 2035 r. Nie uda się to bez zwiększenia mocy przerobowych. Podatek od plastiku to 800 euro za każdą 1 tonę tworzyw niepoddanych recyklingowi. Nawet po odliczeniu ulgi, jaką dla Polski przewidziała UE, co roku zapłacimy do budżetu Unii nawet 2 mld zł. Aby uniknąć tej opłaty brakuje nam wydajności na 1,5 mln ton odpadów z tworzyw sztucznych, a żeby uzupełnić taką lukę – należałoby zainwestować 7,5 mld zł w budowę 37 zakładów recyklingu przetwarzających po 40 tys. ton tworzyw. Aby wykonać 55 proc. recyklingu w 2025 brakuje nam 25 takich zakładów, a do 2035 powinno być wybudowane co najmniej pięć kolejnych.

Bariery naszej branży to słaba selektywna zbiórka odpadów, wiele surowców zamiast do odpowiedniej frakcji trafia do odpadów zmieszanych. Z tego strumienia do recyklingu trafi tylko ok. 5 proc. surowców, natomiast z odpadów zebranych selektywnie odzyskuje się ponad dziesięć razy więcej.

Brakuje ekomodulacji, która promuje opakowania nadające się do recyklingu przez obniżenie opłat za ich wprowadzenie. Jest problem z pozyskaniem do przetworzenia odpadu dobrej jakości.

Rozwojowi branży nie służy niestabilne prawo. Budowa zakładu recyklingu to wielomilionowa inwestycja, a po noweli ustawy o odpadach z 2018 r. uzyskanie decyzji jest żmudne i długotrwałe – wiele firm już ponad półtora roku czeka na rozpatrzenie wniosków przez urzędy marszałkowskie czy starostwa powiatowe. Zakłady recyklingu przetwarzające powyżej 10 ton na dobę są uznane za znacząco oddziałujące na środowisko, podczas gdy dla spalarni odpadów takim kryterium jest już przekroczenie 100 ton na dobę. Branża od dłuższego czasu postuluje o przepisy, które nie będą hamować rozwoju.

Aby odpady przerabiać na miejscu trzeba zbierać śmieci selektywnie. W 2020 r. zebrano tak już ok. 5 mln ton odpadów komunalnych, to o 25 proc. więcej niż w 2019 r. Sama zbiórka to początek, potrzeba strumienia finansowego, żeby odpady przesortować w profesjonalnej instalacji, a następnie poddać recyklingowi. Musimy podwoić moce przerobowe, żeby przetworzyć odpady w następnych latach.

Nowe unijne cele recyklingu to 65 proc. dla odpadów opakowaniowych i 50 proc. w opakowaniach z tworzyw sztucznych. Dyrektywa Single Use Plastics obliguje do recyklingu 77 proc. butelek PET w 2025 r. i aż 90 proc. odpadów z opakowań w 2029. Nowy system ma kosztować 20 razy więcej niż dotąd.

Ilość odpadów rośnie i wzrasta nasza świadomość. To, jak sobie z nimi radzimy, pokazuje, jak cywilizowanym krajem jesteśmy.

ReFlex na odpady

Magdalena Dziczek, dyrektor Biura Zarządu członek Zarządu Związek Pracodawców EKO-PAK

materiały prasowe

Mitem jest, że opakowania po chipsach czy przyprawach nie nadają się do recyklingu. Mitem jest, że mogą być wyłącznie spalane, bo nie ma co z nimi zrobić. Nie ma odpadów „trudnych", potrzeba tylko chęci działania.

Projekt ReFlex to pierwsze w Polsce przedsięwzięcie mające na celu zwiększenie zbiórki i recyklingu elastycznych odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych oraz odpadów opakowaniowych wielomateriałowych z przewagą tworzyw sztucznych, takich jak folie po chipsach, przyprawach czy płatkach śniadaniowych, tak aby tych odpadów jak najwięcej wysortowywać i przekazywać do odpowiedniego przetworzenia. Inicjatywa ta w całości finansowana jest przez Nestle Polska oraz PepsiCo Polska, a jej celem jest nie tylko obalenie przytoczonych powyżej mitów, ale przede wszystkim dalszy rozwój gospodarki obiegu zamkniętego.

Odpady te stanowią niewielki udział we wszystkich opakowaniach z tworzyw sztucznych wprowadzanych na polski rynek, ale do recyklingu przekazuje się ich wciąż za mało, głównie ze względu na ich niewielki rozmiar, który utrudnia wydzielenie tego rodzaju odpadów podczas sortownia w instalacjach komunalnych. Tymczasem odpowiednio zebrane i wysortowane mogą otrzymać drugie życie i znaleźć zastosowanie w przemyśle budowlanym, transportowym czy meblarskim w postaci np. płyt izolacyjnych, mat wygłuszeniowych czy elementów konstrukcyjnych mebli. Ambicją inicjatorów projektu jest zawrócenie uzyskanego surowca wtórnego do produktów mających zastosowanie w ich fabrykach, by w pełni domknąć obieg surowców.

Ważnym komponentem projektu jest edukacja, czyli dostarczanie mieszkańcom informacji o prawidłowym postępowaniu z tego typu odpadami opakowaniowymi, aby odpady po opakowaniach elastycznych trafiały tam, gdzie powinny i żeby instalacje mogły wysortowywać ich więcej z przysłowiowego żółtego pojemnika dla zakładów recyklingu. Im więcej dobrze posortowanych opakowań, tym lepszej jakości surowce wtórne, które można ponownie wykorzystać w obiegu gospodarczym. To jest właśnie priorytet zarówno dla Nestle Polska i PepsiCo Polska, jak i dla Związku Pracodawców EKO-PAK.

ReFlex to także doskonały przykład realizacji rozszerzonej odpowiedzialności producenta. To dowód, że producenci chcą i potrafią przeprowadzać z własnej inicjatywy ważne przedsięwzięcia zwiększające poziom recyklingu ponad ich zobowiązania prawne. Dzięki takim projektom korzyści odnoszą wszyscy, a największe środowisko, na którym wszystkim nam powinno najbardziej zależeć.

W 2022 roku projekt będzie dalej rozwijany – zainteresowanie nowych partnerów jest duże, co daje znakomity potencjał do realizacji coraz ambitniejszych celów. Najważniejszy był jednak pierwszy krok i udowodnienie, że można. Nestle Polska i PepsiCo Polska wytyczyły drogę, stając się liderami zmiany. Gdy dołączą inne firmy, w nieodległej perspektywie możliwe będzie poddanie recyklingowi nawet połowy wprowadzanych na rynek plastikowych czy wielomateriałowych opakowań elastycznych, co jest naszym celem, który zamierzamy osiągnąć, bazując na współpracy w całym łańcuchu wartości. W sporcie mówią na to: „game changer".

Recykling – sporo do zrobienia

Jakub Tyczkowski, prezes Zarządu Rekopol Organizacja Odzysku Opakowań SA

materiały prasowe

Pojawia się wiele prawdziwych, ale i sporo informacji wprowadzających w błąd na temat opakowań, w tym także tych z tworzyw sztucznych. Czasami funkcjonujemy w świecie powtarzanych mitów.

Odpady opakowaniowe, czyli to, co powstaje z opakowań towarzyszących produktom, które my, konsumenci, zdejmujemy z półek sklepowych i wyrzucamy, stanowią nieco ponad 20 proc. masy odpadów komunalnych. Reszta to odpady organiczne, wielkogabarytowe, tekstylia i inne. Odpady z tworzyw sztucznych stanowią ok. 5 proc. odpadów komunalnych. Odpady te są widoczne w środowisku, ale tylko wtedy, kiedy my w tym środowisku je pozostawimy. Dzisiaj w Polsce mamy system gospodarki odpadami komunalnymi oparty na zbiórce selektywnej i tam wszelkie odpady opakowaniowe powinniśmy kierować.

Jako kraj UE mamy osiągać coraz wyższe poziomy recyklingu, w tym odnośnie opakowań z tworzyw sztucznych. Dzisiaj w Polsce realizujemy nieco poniżej 35 proc. recyklingu. W 2025 ten wymóg będzie już wynosił 50 proc., a za kolejne 5 lat 55 proc. Jest to ogromne wyzwanie. Abyśmy mogli zrealizować ten cel, powinniśmy się zastanowić, czy w sposób właściwy działają wszystkie ogniwa łańcucha opakowaniowo-odpadowego.

Na początku mamy produkcję opakowania. Coraz więcej mówi się o eco designie sprzęgniętym ze stawką modulowaną, jaką będą płacić firmy wprowadzające produkty w opakowaniach. Różnicowanie tej stawki ma być zależne od tego, czy opakowanie do recyklingu się nadaje, czy jest w nim zawartość recyklatów, czy można je łatwo wysortować itp. Jest to oczekiwane rozwiązanie i na pewno będzie eliminować te opakowania, które są uciążliwe w dalszym wykorzystaniu. Powinniśmy natomiast sobie zadać pytanie, dlaczego w innych krajach Unii Europejskiej osiągane są dużo wyższe poziomy recyklingu? Czy dlatego, że tam są inne opakowania z tworzyw sztucznych? Tak nie jest. Opakowania w poszczególnych krajach są do siebie podobne, a lepsze wyniki innych krajów są efektem sprawniej działającego systemu gospodarki odpadami.

Opakowania z tworzyw sztucznych to bardzo szeroki wachlarz produktów różniących się pod względem składu chemicznego (różne polimery), wielkości, wagi, kształtu itd. Wiele z nich świetnie się do recyklingu nadaje. Niektóre mogłyby być przetwarzane, ale ze względu np. na swoją wielkość, ich wyodrębnienie ze strumienia selektywnie zebranego jest technologicznie skomplikowane. Są też opakowania, które mogłyby być kierowane do recyklingu, ale ze względu na zanieczyszczenia mogą trafić tylko do spalenia w odpowiednich instalacjach. Zanieczyszczenia te biorą się z naszych zachowań – nas, mieszkańców. Jeśli wrzucimy do żółtego worka czy pojemnika na odpady organiczne wiadro z farbą, to zawartość tego worka do recyklingu nie pojedzie.

Ciężkim grzechem gospodarki odpadami na poziomie gospodarstw domowych jest również ich spalanie. Niestety, część smogu, jaki wdychamy, stanowią puszczone przez komin śmieci. Tworzywa sztuczne, w odróżnieniu od szkła, świetnie się palą. Zbiórka selektywna to właśnie kolejny etap łańcucha. Jeśli będzie źle prowadzona, to najlepiej zaprojektowane opakowanie nie będzie się do recyklingu nadawało. Dobrym przykładem jest butelka PET. Dlatego poddajemy recyklingowi ok. 50 proc. tych opakowań.

Kolejny etap to sortowanie. Z całą pewnością musimy sporo zrobić na tym etapie, również w wymiarze inwestycyjnym. Wiele sortowni nie jest przystosowanych do oddzielnego sortowania frakcji ze zbiorki selektywnej, inna jest technologia do sortowania tej frakcji, a inna do odpadów zmieszanych. Wydajności niektórych instalacji są za niskie, a osprzętowanie pozwala na sortowanie tylko niektórych frakcji. Odpady są czasami mieszane ze sobą.

Kolejny etap to recykling. Wbrew temu, co się powszechnie mówi, ta branża jest całkiem dobrze rozwinięta. Nie znaczy to oczywiście, że w perspektywie najbliższych lat nie będzie musiała się rozwijać. Powinniśmy natomiast zadać sobie kolejne pytanie: dlaczego niektórzy recyklerzy tworzyw sztucznych importują te odpady? Dlaczego obecnie ceny za te odpady osiągają astronomiczne poziomy, a wzrost ten nastąpił w ciągu roku? Czy dlatego, że mamy za małe moce przerobowe? Nie. Dlatego, że na polskim rynku jest za mało odpadów z tworzyw sztucznych. Są one w naszych śmietnikach lub są zbyt niskiej jakości i nie spełniają wymogów recyklerów.

Czas to zmienić!

klimat.rp.pl