Wstępne ustalenia badaczy wskazują, że przyczyną tragicznej powodzi na granicy Nepalu i Tybetu było zawalenie się części lodowca. Siła uderzenia mas lodu i skał była tak duża, że została zarejestrowana jako wstrząs o magnitudzie 5,2. Katastrofa, w której zginęło już co najmniej ponad 500 osób – a liczba ofiar wciąż rośnie – ponownie zwraca uwagę na coraz szybsze zmiany zachodzące w lodowcach Himalajów. 

Wstrząs o sile 5,2 wywołał rozpadający się lodowiec

Naukowcy, z którymi rozmawiała stacja BBC, zwracają uwagę, że katastrofalna powódź błyskawiczna na granicy Nepalu i Tybetu uwidacznia zagrożenia związane z gwałtownymi zmianami zachodzącymi w lodowcach Himalajów.

Początkowo pojawiły się informacje o trzęsieniu ziemi. Doprowadziło to do przypuszczeń, że wstrząs spowodował osunięcie gleby, które następnie wywołało powódź. United States Geological Survey (USGS) wyjaśnił jednak później, że źródłem zarejestrowanego sygnału był rozpad lub zawalenie się lodowca bądź przynajmniej jego części.

Według danych USGS oraz naukowców analizujących katastrofę uderzenie mas lodu o dno doliny było tak silne, że zostało zarejestrowane jako zdarzenie o magnitudzie 5,2. Dr Simon Cook – ekspert zajmujący się lodowcami na University of Dundee – powiedział w rozmowie z BBC, że jego zespół wykrył zawalenie się dolnej części lodowca w Nepalu, w pobliżu szczytu Langtang Lirung. Miejsce to znajduje się około 15 kilometrów na zachód od obszaru dotkniętego powodzią. Według Cooka lodowiec najpierw osunął się w kierunku północno-zachodnim, a następnie jego pozostałości przemieszczały się w dół doliny na zachód.

Czytaj więcej

Topniejące lodowce przyciągają turystów. „Apokaliptyczny" trend stał się modny

Ściana wody i skał w 30 minut. Poziom rzeki wzrósł o 9 metrów

Analiza Międzynarodowego Centrum ds. Zintegrowanego Rozwoju Obszarów Górskich (ICIMOD) wskazuje, że mogło dojść do lawiny lodowo-skalnej, która rozpoczęła się wysoko w górach.

Duża ilość lodu oraz skalnego rumoszu dostała się do rzeki Lende Khola będącej dopływem Bhote Koshi. Doprowadziło to do gwałtownej fali, która niosła w dół rzeki wodę, osady i wielkie głazy. Według ICIMOD poziom rzek położonych niżej wzrósł w ciągu zaledwie 30 minut o siedem do dziewięciu metrów. Część stacji monitorujących poziom wody została zniszczona lub uszkodzona.

Profesor Mike Searle z University of Oxford, specjalizujący się w naukach o Ziemi, zaznacza, że cały proces prowadzący od osunięcia mas skalnych i lodowych do powodzi mógł trwać kilka godzin, a nawet kilka dni. – Ogromna fala rumowiska sugeruje, że najpierw mogło dojść do osuwiska. Woda zaczęła się gromadzić, rzeka została zablokowana, a następnie wszystko przerwało się, powodując jedną ogromną powódź – powiedział BBC. 

Skalę katastrofy mogła dodatkowo zwiększyć rzeźba terenu – naukowiec wskazał bowiem, że Langtang Lirung znajduje się na grzbiecie wysokich Himalajów, a po obu stronach góry rozciągają się niezwykle strome doliny. Mogły one działać jak naturalny lejek, przyspieszając spływ wody.

Czytaj więcej

Tegoroczne upały to „bezszelestna” katastrofa lodowców. „30 może zniknąć do końca lata”

Dlaczego lodowiec się zawalił? Naukowcy wskazują na dwa procesy

Wciąż nie wiadomo dokładnie, co bezpośrednio doprowadziło do zawalenia lodowca. Profesor Searle zwrócił jednak uwagę, że Langtang Lirung – podobnie jak pozostała część Himalajów – przez długi czas stopniowo się wypiętrza w wyniku ruchów tektonicznych. Jedna płyta napiera na drugą i unosi góry. – To tak, jakby podłożyć pod samochód podnośnik i stopniowo go podwyższać – wyjaśnił naukowiec. Jak dodał, lodowce znajdują się na coraz bardziej stromych zboczach, dlatego odrywanie się ich fragmentów jest nieuniknione. Zazwyczaj jednak są to znacznie mniejsze części lodu, które mogą na pewien czas zablokować rzekę, lecz później zostają stosunkowo łatwo wypłukane.

Tym razem sytuacja miała być zupełnie inna. – Wygląda na to, że cały lodowiec zawalił się za jednym razem. To bardzo nietypowe – powiedział ekspert. – Takie powodzie zdarzają się cały czas, ale nie na taką skalę – zaznaczył.  Zdaniem badacza katastrofa była prawdopodobnie wynikiem nałożenia się dwóch procesów: ruchów tektonicznych powodujących dalsze wypiętrzanie Himalajów oraz zmiany klimatu, a co za tym idzie, coraz wyższymi temperaturami i topnieniem lodowców. – Wszystko to łączy się i prowadzi do katastrofalnych zdarzeń, które obecnie obserwujemy coraz częściej – powiedział Searle.

Czytaj więcej

Naukowcy zajrzeli do wnętrza „lodowca zagłady”. Jak zatrzymać rozpad giganta?

Niepokojące tempo znikania kriosfery

Naukowcy od lat ostrzegają, że w Himalajach pod wpływem zmiany klimatu topnieją lodowce oraz wieczna zmarzlina, czyli grunt, który pozostaje zamarznięty przez bardzo długi czas i może stabilizować górskie zbocza.

Jedna z analiz ICIMOD opublikowanych w 2026 r. wykazała, że lodowce Himalajów i Hindukuszu tracą obecnie lód w tempie dwukrotnie większym niż na początku 2000 r. Proces ten zwiększa między innymi ryzyko powodzi. Dr Simon Cook przypomniał, że podobne katastrofy związane z zawaleniem się lodowców – i późniejszymi powodziami lub osunięciami ziemi – występowały w ostatnich latach między innymi w Indiach, Szwajcarii i we Włoszech.

W 2021 r. ogromny fragment himalajskiego lodowca runął do doliny Chamoli w północnych Indiach. Masa skał, lodu i wody przemieściła się w dół doliny, zabijając około 200 osób. Także region obecnej katastrofy już wcześniej doświadczał podobnych zagrożeń. Rok wcześniej doszło tam do powodzi wywołanej gwałtownym opróżnieniem jeziora polodowcowego w Tybecie.

Mohd Farooq Azam z ICIMOD zwrócił uwagę, że skutki zmian zachodzących w kriosferze, czyli zamarzniętych częściach Ziemi, stają się coraz bardziej dostrzegalne. – Rosnąca częstotliwość zagrożeń w kriosferze jest bardziej widoczna niż kiedykolwiek wcześniej. Tempo zmian jest naprawdę szybkie – powiedział.

Naukowcy zaznaczają, że nie można jednoznacznie przypisać pojedynczego zdarzenia zmianie klimatu. Dr Cook podkreśla jednak, że znaczenie ma szerszy obraz coraz częściej obserwowanych katastrof. – Kiedy przyglądamy się schematowi tych zdarzeń, łatwo wysnuć wniosek, że zmiana klimatu może mieć na nie wpływ – powiedział.

Jak wyjaśnił, ocieplająca się planeta oznacza kurczenie się lodowców i coraz większe ilości topniejącego śniegu. Jednocześnie ogrzewa się i rozmarza wieczna zmarzlina, która częściowo stabilizuje niektóre zbocza górskie. – Dlatego będziemy obserwować więcej osuwisk, spływów rumowiska, wód roztopowych, przerwań jezior polodowcowych i zawaleń lodowców, ponieważ ocieplenie klimatu destabilizuje środowiska wysokogórskie – powiedział Cook.

Czytaj więcej

Bliska połowa lodowców na świecie zniknie. „Nie jest za późno, by działać”

Zagrożone życie 1,9 miliarda ludzi. Alarmujące raporty klimatyczne

Obecna katastrofa wpisuje się w zagrożenia, przed którymi ICIMOD ostrzegało już w raporcie dotyczącym lodowców Himalajów i Hindukuszu opublikowanym w 2023 r.. Badacze wskazywali wówczas, że bez znacznego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych lodowce tego regionu mogą do końca XXI wieku stracić nawet 80 proc. swojej objętości. Jednocześnie przewidywano, że powodzie i lawiny będą prawdopodobnie w kolejnych dekadach występować coraz częściej.

Ma to ogromne znaczenie dla mieszkańców Azji. Lód i śnieg Himalajów oraz Hindukuszu zasilają wielkie systemy rzeczne, między innymi Ganges, Irawadi, Indus, Jangcy i Mekong. Rzeki przepływające przez 16 krajów zapewniają wodę około 240 milionom ludzi mieszkających w regionach górskich oraz 1,65 miliarda osób żyjących w niżej położonych częściach ich dorzeczy. Eksperci zwracali uwagę, że społeczności zamieszkujące te obszary w niewielkim stopniu przyczyniły się do globalnego ocieplenia, a jednocześnie są szczególnie narażone na jego skutki i bez dodatkowego wsparcia mogą mieć problemy z przystosowaniem się do zachodzących zmian.

Topnienie lodowców oznacza przy tym nie tylko zagrożenie dla dostaw wody pitnej. Może wpływać również na bezpieczeństwo żywnościowe i produkcję energii elektrycznej oraz zwiększać ryzyko wielkich powodzi. W opisywanym wówczas raporcie zwracano także uwagę na uwalnianie z topniejącego lodu nagromadzonych zanieczyszczeń oraz zagrożenie związane z ekstremalnymi zjawiskami.

Punkt krytyczny kriosfery. Procesy, których nie da się już odwrócić

Jednym z najważniejszych wniosków raportu ICIMOD z 2023 r. było ustalenie, że od 2010 r. lodowce Himalajów topiły się o 65 proc. szybciej niż wcześniej. „Badania wykazały, że aż 200 jezior polodowcowych w tych górach uważa się za niebezpieczne, a region może odnotować znaczny wzrost liczby powodzi polodowcowych do końca wieku” – wskazano. Naukowcy podkreślali również, że procesy zachodzące w Himalajach i Hindukuszu są wyjątkowo poważne. „Zmiany w lodowcach, śniegu i wiecznej zmarzlinie w regionie Himalajów i Hindukuszu spowodowane globalnym ociepleniem są bezprecedensowe i w dużej mierze nieodwracalne” – zaznaczono.

Skutki tych procesów już wówczas były widoczne. Eksperci wskazywali między innymi na sytuację w indyjskim mieście Joshimath, którego mieszkańcy musieli zostać przesiedleni po pojawieniu się problemów związanych z osiadaniem terenu. Pam Pearson, dyrektorka International Cryosphere Climate Initiative, podkreślała w rozmowie z agencją Reutera, że odwrócenie zmian zachodzących w kriosferze jest niezwykle trudne. – Kiedy lód stopi się w tych regionach, bardzo trudno będzie przywrócić go do zamrożonej postaci – mówiła. Jak wyjaśniała, kiedy duże lodowce Himalajów zaczynają tracić masę, potrzeba bardzo dużo czasu, aby sytuacja ponownie się ustabilizowała.

Eksperci dlatego zwracali uwagę na konieczność znacznego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, przynajmniej w stopniu pozwalającym na osiągnięcie celów Porozumienia Paryskiego. Autorzy raportu zauważali jednocześnie, że państwa odpowiadające za największe emisje nie traktują tych zobowiązań wystarczająco poważnie, podczas gdy w kriosferze już zachodzą zmiany, których w dużej mierze nie będzie można odwrócić.