Badacze zaznaczają, że pozbawienie ich aparatury monitorującej procesy zachodzące w morzach i oceanach może mieć niezwykle poważne konsekwencje. Ostrzeżeń tych wydaje się nie brać jednak poważnie Donald Trump. Polityk – negujący naukowe ustalenia dotyczące globalnego ocieplenia, określając je mianem „oszustwa” i wycofując USA z międzynarodowych porozumień klimatycznych – po raz kolejny podjął bowiem decyzję, która nie podoba się naukowcom.
Trump likwiduje system monitoringu oceanów
Administracja Donalda Trumpa podjęła decyzję o likwidacji Ocean Observatories Initiative (OOI) – finansowanego przez Amerykańską Narodową Fundację Nauki (NSF) systemu obserwacji oceanów w czasie rzeczywistym. Składa się on z sieci ponad 900 instrumentów rozmieszczonych na dnie morskim i w toni wodnej, które nieprzerwanie monitorują parametry fizyczne, chemiczne, biologiczne oraz geologiczne oceanów oraz dna morskiego.
Wart 368 mln dolarów system, o którym mowa, od dekady dostarczał danych wykorzystywanych w badaniach klimatu, ekosystemów morskich i prądów oceanicznych. Zdaniem naukowców zakończenie jego działania może oznaczać utratę cennych informacji dotyczących zmian klimatycznych oraz funkcjonowania oceanów. System rozpoczął działalność w 2016 r. i pierwotnie zakładano, że będzie funkcjonował przez 25 lat. Jak podkreślił w rozmowie z dziennikiem „The New York Times” meteorolog morski Jim Edson, który kierował inicjatywą, to „najbardziej zaawansowany na świecie system ciągłej obserwacji oceanów”.
Czytaj więcej
W ciągu ostatnich dwóch dekad ponad 56 proc. oceanów na świecie zmieniło kolor w stopniu, który znacznie przekracza naturalne procesy – wynika z no...
Amerykańska Narodowa Fundacja Nauki (NSF) poinformowała, że statki – mające rozpocząć usuwanie ponad setki instrumentów rozmieszczonych u wybrzeży Oregonu, stanu Waszyngton, Alaski i Karoliny Północnej, a także na Morzu Irmingera pomiędzy Grenlandią a Islandią – zostaną wysłane na morze już w czerwcu.
Eksperci zaznaczają, że dane zbierane przez system OOI pozwalały naukowcom analizować sposób, w jaki oceany pochłaniają gazy cieplarniane z atmosfery, oceniać wpływ zmian temperatury wód – w tym morskich fal upałów – na rybołówstwo oraz identyfikować sygnały świadczące o szerszych zmianach klimatycznych. Wykorzystywano je również do badania zagrożeń związanych z powodziami przybrzeżnymi na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.
Szczególne znaczenie miała stacja zlokalizowana na Morzu Irmingera – umożliwiała ona bowiem obserwację zmian w Atlantyckiej Południkowej Cyrkulacji Wymiennej (AMOC), czyli systemie prądów oceanicznych transportujących wodę na ogromne odległości. Część badaczy obawia się, że prąd ten może słabnąć w wyniku ocieplenia klimatu, a jego załamanie mogłoby wywołać poważne skutki pogodowe. Zamocowane tam urządzenia znajdują się na dnie morskim na głębokości około 2800 metrów i stanowią część międzynarodowego programu badawczego poświęconego funkcjonowaniu AMOC.
Naukowcy są oburzeni. „USA oddają pozycję lidera światowej nauki”
Rzecznik NSF Michael England wyjaśnił, że decyzja o likwidacji systemu wpisuje się w szerszą strategię instytucji. „Decyzja ta jest zgodna z szerszą strategią NSF zakładającą bardziej elastyczne podejście do ustalania priorytetów badawczych, wspierania nowych technologii oraz odpowiedzialnego zarządzania cyklem życia infrastruktury badawczej” – powiedział, cytowany przez „The New York Times”.
Decyzja spotkała się z ostrą krytyką części naukowców. Craig McLean, który podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa pełnił obowiązki głównego naukowca amerykańskiej Narodowej Administracji Oceanicznej i Atmosferycznej (NOAA), uznał ją za kolejny przykład lekceważenia znaczenia badań naukowych. „To pokazuje dalszy brak zrozumienia dla wartości i znaczenia nauki przez obecną administrację. Likwidując taki system, Stany Zjednoczone ponownie oddają pozycję lidera światowej nauki” – stwierdził McLean. Jego zdaniem roczny koszt utrzymania sieci, wynoszący 48 mln dol., był niewielki w porównaniu z wartością danych wykorzystywanych do badania oceanów i klimatu.
Czytaj więcej
Na przestrzeni lat 2003–2022 ponad jedna piąta światowych oceanów stała się ciemniejsza – wynika z nowego badania. Naukowcy obawiają się, że trend...
Hilary Palevsky – profesor nauk o Ziemi i środowisku w Boston College, która od dekady wykorzystuje dane z instrumentów rozmieszczonych na Morzu Irmingera do badań nad pochłanianiem dwutlenku węgla przez oceany – podkreśliła natomiast, że możliwość pobierania danych zdalnie pozwalała uniknąć kosztownych, trudnych i niebezpiecznych wypraw badawczych na otwarte morze. „Demontaż urządzeń bez planu ich przechowywania lub kontynuacji zbierania danych jest bardzo pochopny” – oceniła. Badaczka dodała również, że stworzenie i utrzymanie systemu wymagało ogromnej wiedzy technicznej. „Jedną z największych tragedii tej sytuacji jest to, że skuteczne zbieranie danych w tym miejscu stanowiło ogromne wyzwanie inżynieryjne. To nie jest coś, co można po prostu przekazać kolejnej osobie w formie notatek. Istnieje realne ryzyko utraty unikalnych kompetencji” – zaznaczyła.
USA: Likwidacja kluczowego systemu monitoringu oceanów
Koszt funkcjonowania systemu wynosił około 48 mln dol. rocznie. Administracja Trumpa wielokrotnie próbowała zakończyć jego działalność, proponując redukcję finansowania o 80 proc. zarówno w 2025 r., jak i w 2026 r. Kongres za każdym razem przywracał jednak środki.
W celu ograniczenia wydatków zarządzający systemem wyłączyli część instrumentów i zmniejszyli zakres zbieranych danych. Mimo tych działań NSF zdecydowała o rozpoczęciu procesu likwidacji infrastruktury systemu. Sam demontaż może potrwać około 15 miesięcy. Jedynie instrumenty sejsmiczne rozmieszczone wokół aktywnego podmorskiego wulkanu u wybrzeży Oregonu mają działać do 2028 r.
Czytaj więcej
Choć badania wskazują, że morza i oceany ocieplają się obecnie w dużo szybszym tempie, niż jeszcze dwie dekady temu, okazuje się, że na przestrzeni...
Eksperci zaznaczają, że poszczególne stacje działające w ramach systemu dostarczały informacji wykorzystywanych nie tylko w badaniach klimatycznych. Obserwatorium u przylądka Hatteras w Karolinie Północnej monitorowało prądy przybrzeżne wpływające na pogodę i komercyjne rybołówstwo na wschodnim wybrzeżu USA.
Mike Muglia z East Carolina University korzystał z tych danych podczas analiz fal, prądów morskich i życia biologicznego na potrzeby morskiego ośrodka testowego energii odnawialnej w Nags Head.
Z kolei urządzenia rozmieszczone u wybrzeży Oregonu i stanu Waszyngton rejestrowały temperaturę, kwasowość oraz poziom tlenu w wodzie. Dane te były wykorzystywane do prognozowania zmian środowiskowych związanych z klimatem oraz oceny kondycji regionalnego sektora rybołówstwa. Dodatkowa stacja działała również w centralnej części Zatoki Alaska, około 1000 kilometrów od wybrzeża.