Egipt jest pierwszym od sześciu lat krajem rozwijającym się będącym gospodarzem szczytu klimatycznego ONZ. W związku z tym eksperci spodziewają się, że tematem przewodnim rozmów będzie realizacja potrzeb klimatycznych krajów, które w największym stopniu odczuwają ich skutki, jednocześnie w niewielkim stopniu przyczyniając się do ocieplania się planety.

Rośnie presja poszkodowanych

Mijający rok obfitował w poważne kryzysy klimatyczne, wśród których należy wymienić m.in. potężną powódź w Pakistanie, która zatopiła co najmniej jedną trzecią kraju, czy wielomiesięczną suszę w Afryce Wschodniej, przez którą w krajach takich jak Somalia ok. 40 proc. ludności jest narażone na głód. Tegoroczny gospodarz szczytu klimatycznego zapowiedział, że COP27 będzie konferencją „implementującą”, w trakcie której dojdzie do wywiązania się ze złożonych wcześniej obietnic klimatycznych. Prezydent COP27 Sameh Shoukry podkreślił, że szczyt odbywa się w „krytycznym momencie kaskadowego ryzyka i nakładających się kryzysów”.

Najbardziej narażone na ekstremalne wydarzenia pogodowe kraje oczekują pomocy w radzeniu sobie ze skutkami pogłębiającego się kryzysu klimatycznego. Chcą też, aby kraje rozwinięte zapłaciły za klimatyczne straty i szkody oraz wsparły je w zakresie przejścia na czystsze źródła energii.

Nie ulega wątpliwości, że podjęty zostanie temat zobowiązań takich jak obiecane w 2009 roku w trakcie szczytu klimatycznego COP15 w Kopenhadze 100 miliardów dolarów rocznie na finansowanie działań klimatycznych w krajach rozwijających się. Środki miały być przekazywane przez najbogatsze kraje od 2020 roku, tymczasem według danych OECD do tej pory udało się uzbierać ok. 83,3 miliarda dolarów rocznie. Szacuje się, że obietnicę uda się zrealizować najwcześniej w przyszłym roku.

Czas na konkrety

Dotychczas w trakcie rozmów klimatycznych nacisk kładziono zazwyczaj na kwestie dotyczące łagodzenia zmian klimatu. Koncepcja finansowania klimatycznych strat i szkód była wcześniej pomijana przez największych zanieczyszczających, wygląda jednak na to, że w obliczu nacisku biedniejszych krajów oraz coraz częstszych ekstremalnych wydarzeń pogodowych stanowisko bogatych gospodarek powoli ulega zmianie. O konieczności podjęcia tego tematu wspomniał tuż przed rozpoczęciem szczytu klimatycznego w Egipcie John Kerry, amerykański specjalny wysłannik ds. klimatu.

O reparacjach klimatycznych nie zamierza z kolei rozmawiać brytyjski premier Rishi Sunak. Jego rzecznik prasowy oświadczył, że „ani reparacje, ani odpowiedzialność nie są przedmiotem dyskusji na COP27, chodzi o współpracę w celu wspierania krajów podatnych na klimat”. Wielka Brytania obiecała z kolei potrojenie środków na przystosowanie się do zmian klimatu. Kwota z tego tytułu ma do 2025 roku wzrosnąć z 500 mln funtów do 1,5 mld funtów. 65 mln funtów ma z kolei zasilić Fundusz Inwestycyjny ds. Przyrody, Ludzi i Klimatu, wspierający społeczności leśne.

Według sekretarza generalnego ONZ Antónia Guterresa nie można dłużej odkładać tematu klimatycznych strat i szkód, który jest „papierkiem lakmusowym tego, jak poważnie rządy traktują rosnące żniwo klimatyczne w najbardziej narażonych krajach”.

Stanowisko to podziela przewodnicząca grupy 46 najsłabiej rozwiniętych krajów na COP27 Madeleine Diouf Sarr, która podkreśla, że nie można pozwolić sobie na kolejny szczyt klimatyczny, skupiający się na rozmowach, ale pozbawiony działania.