Wśród priorytetów obecnego Plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin znalazło się jedno kluczowe zadanie: opracowanie fundamentów kolejnego 5-letniego planu rozwoju kraju.
Mogłoby się wydawać, że tego typu dokumenty są reliktem czasów słusznie minionych, ale tych, które powstają za Wielkim Murem, nie sposób lekceważyć: co najmniej kilkakrotnie wywróciły one do góry nogami globalną gospodarkę. W latach 80., dzięki „polityce otwarcia” Chiny stały się fabryką świata, półtorej dekady temu – wyrywając się z „pułapki średnich dochodów” – postawiły na branże takie jak elektromobilność czy produkcja paneli solarnych, a w ostatnich pięciu latach gwałtownie rozwijały cyfrowy front swojej gospodarki, czego przejawem był pochód TikToka, Huawei czy pojawienie się DeepSeek.
Eksperci dosyć zgodnie zakładają, że nie czekają nas niespodzianki: Chiny ponownie postawią na nowe, cyfrowe i inteligentne, najlepiej jakością przewyższające zachodnie technologie. Przy czym konsekwencją tego kursu będą kolejne skoki zapotrzebowania na energię. I tu pojawia się większa zagadka: czy Państwo Środka, które dziś jest globalną lokomotywą branży OZE (jak obrazowo wyliczono: co sekundę Chińczycy instalują sto paneli solarnych), a zarazem ostatnim bastionem emisjogennej energetyki węglowej – nadal będą balansować między tymi skrajnościami, czy raczej postawią już na zieloną energię? Jak łatwo się domyślić, decyzja w tej sprawie – o ile zapadnie – będzie miała gigantyczne znaczenie dla bilansu globalnych emisji CO2.
Chiny: Rekordowe inwestycje węglowe, mniejszy udział węgla w miksie
Jak przypominają na stronach organizacji Carbon Brief analitycy ośrodka Centre for Research on Energy and Clean Air (CRECA), Lauri Myllyvyrta i Qi Qin, w ubiegłym roku Chiny rozpoczęły budowę inwestycji w moce węglowe rzędu 95 GW. Jednocześnie odpowiadało to 93 proc. globalnych inwestycji tego typu, co oznaczałoby, że – poza Chinami – decyzje o budowie nowych elektrowni niemal nie zapadają.
Czytaj więcej
Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) poinformowała, że wzrost poziomu CO2 w atmosferze w latach 2023–2024 był największym rocznym skokiem o...
W niczym nie zniechęca to Państwa Środka: w ciągu pierwszych miesięcy tego roku zdecydowano o budowie kolejnych 21 GW mocy węglowych, co oznacza, że tempo rozwoju energetyki węglowej, co najwyżej nieco zwolniło.
Inaczej wygląda to z perspektywy miksu energetycznego. W 2016 roku z węgla produkowano 75 proc. dostarczanej odbiorcom energii elektrycznej w kraju. Dziś ten udział spadł prawdopodobnie do poziomu około 50 proc. – Pekin doszedł do wniosku, że stary paradygmat rozwoju oparty na paliwach kopalnych wyszedł z użycia i nie pasuje do realiów XXI wieku – zapewniają eksperci instytutu Ember w opublikowanym w tym roku raporcie. – Władze chcą ustanowić nową „ekologiczną cywilizację”, która jednocześnie realizuje gospodarcze, społeczne i środowiskowe cele, wpisane od 2018 r. do konstytucji – dodają.
W jakimś stopniu potwierdzają to subtelne zabiegi o wejście w buty lidera zielonej transformacji na świecie. Chiny nie potwierdzają – ani nie zaprzeczają – że jeszcze w tym roku mogą osiągnąć punkt, za którym emisje zaczną spadać. Prezentują się jako lider pod względem know-how związanego z technologiami odnawialnymi. Wyhamowały inwestycje dewastujące środowisko naturalne i dynamicznie zalesiają olbrzymie połacie kraju. Oczyściły powietrze w wielu metropoliach i uruchomiły stosunkowo efektywne – przynajmniej w porównaniu do tego, co działo się wcześniej – systemy gospodarki komunalnej.
Cel: Nie drażnić „chińskiego Śląska”
W tym kontekście ów węgiel prezentuje się jak kula u nogi. Eksperci CRECA wskazują jednak, że u progu obecnej dekady doszło w Chinach do blackoutów, które popchnęły – przede wszystkim władze lokalne – do decyzji o jak najszybszym zapewnieniu stabilności systemu poprzez dobudowanie elektrowni węglowych. Ale też zastrzegają, że przerwy w dostawach prądu nie wynikały z tego, że zawiodła produkcja: to sieci przesyłowe i dystrybucyjne okazały się zbyt mało wydolne dla ilości energii, jaką nimi rozprowadzano. Innymi słowy, nie bezpieczeństwo i stabilność systemu są przyczyną węglowych inwestycji.
Mało tego, mocy przybywa, tymczasem zużycie węgla w energetyce spada: przykładowo, od grudnia ubiegłego roku przez kolejne pół roku było ono co miesiąc coraz niższe – mimo że startowały kolejne nowe elektrownie. „Nie ma korelacji między nowymi mocami a zmianą w poziomie produkcji z węgla czy powiązanymi z tym emisjami” – kwitują analitycy CRECA.
Czytaj więcej
Z nowego raportu Global Tipping Points wynika, że Ziemia osiągnęła pierwszy katastrofalny punkt krytyczny klimatu. „Nie możemy już mówić o punktach...
Wyjaśnienia można szukać w innym obszarze: gospodarce odpadami. Przed kilkunastoma laty w gwałtownym tempie zaczęło przybywać w Chinach śmieci: bogacące się społeczeństwo zaczęło więcej konsumować oraz częściej i chętniej wymieniać posiadany dobytek na nowsze wersje. Wybudowano wówczas wiele spalarni (dobijając w sumie do ok. tysiąca takich zakładów), które dziś nie mają zbyt wiele pracy. Być może podobnie będzie z elektrowniami węglowymi: postawione pospiesznie w odpowiedzi na stosunkowo krótkoterminowy problem pozostaną raczej rzadko używanym zapleczem produkcyjnym.
Jeszcze innej przyczyny można doszukiwać się w polityce wewnętrznej Państwa Środka. „Chińskim Śląskiem” jest prowincja Shanxi: zaledwie (jak na Chiny) niespełna 35 mln ludności, za to blisko 2 tysiące kopalń węgla z roczną produkcją 1,27 mld ton (w 2024 r.). „Gdyby Shanxi było osobnym państwem, byłoby drugim na świecie producentem węgla po Chinach” – napisał reporter brytyjskiego dziennika „The Guardian”.
Po pierwsze, demonstruje to, że węgiel jest w zasadzie jedynym rodzimym surowcem energetycznym, którego Chiny mają stosunkowo duże zasoby. A po drugie, Shanxi – tradycyjny region górniczy, bez alternatyw dla miejscowej ludności, za to z dosyć dużym poczuciem samodzielności i buńczucznymi nastrojami (które można było zaobserwować podczas protestów po częstych niedawno katastrofach w kopalniach) – warto dopieszczać, zapewniając rynek zbytu dla wydobywanego surowca.
Chiny i „węglowa dyplomacja”
Do tego można też dodać aspekty regionalne. Przykładowo, węglowe know-how jest produktem eksportowym: to chińscy specjaliści zbudowali większość elektrowni węglowych w państwach Azji Południowo-Wschodniej, ostatnio – w Indonezji. Tylko pod indonezyjskim miastem Cilegon działa aż sześć takich obiektów, w tym potężna Java 7. W tej chwili na terytoriach archipelagu jest w planach lub w budowie 17 kolejnych jednostek generacji opartych na węglu. Kolejne państwa dostają propozycje budowy lub wsparcia budowy w ramach „pakietu usług” zachęcającego do przystąpienia do Inicjatywy Pasa i Szlaku, czyli reaktywacji Jedwabnego Szlaku we współczesnej postaci. I to pomimo że cztery lata temu chiński przywódca Xi Jinping zarzekał się, że oferty wsparcia rozbudowy potencjału węglowego nie będą już składane.
Inny z chińskich sąsiadów – Mongolia – jest z kolei niebagatelnym dostawcą surowca. Tylko we wrześniu dostarczył Chinom ponad 9 mln ton węgla, bijąc handlowy rekord wszech czasów w ujęciu miesięcznym. Owszem, nie jest to ilość, która odgrywałaby strategiczną rolę w chińskiej energetyce, ale przekłada się na zyski, z których władze w Ułan Bator zapewne nie zechcą zrezygnować. Być może testem siły tej dźwigni będą tu wydarzenia nadchodzących miesięcy: zgodnie z doniesieniami zza Wielkiego Muru władze w Pekinie podjęły w ostatnim czasie próby siłowego zintegrowania mniejszości mongolskiej z chińskim społeczeństwem. Nie oznacza to jeszcze, że Mongołowie są dziś w Chinach „nowymi Ujgurami” czy „Tybetańczykami”, ale wyzwanie w obustronnych relacjach jest spore.
„Nadchodzący plan pięcioletni będzie krytycznym testem rządowych priorytetów w energetyce. Jeśli rzeczywiście będzie chciał tu polityki zgodnej ze swoimi długoterminowymi klimatycznymi i energetycznymi celami, to może rozważać wprowadzenie skalowalnych zmian w obszarze wygaszania konsumpcji węgla i ograniczania tworzenia nowych mocy produkcyjnych” – dywagują eksperci CRECA. Ale o tym przekonamy się dopiero za kilka miesięcy, bowiem cokolwiek uzgodnią uczestnicy Plenum, nie dowiemy się wcześniej niż na początku przyszłego roku.