Badania jezior w Polsce, na Litwie i na Łotwie potwierdziły, że jest w nich mikroplastik, udało się także zbadać, jak tam trafia. To doprowadziło naukowców do ważnych wniosków, jak można zapobiec rosnącemu stężeniu mikroplastiku w wodach jezior,także tych ważnych dla turystów.

Okazuje się (co może nie jest zaskakujące), że im mniej zabudowane jest dane jezioro infrastrukturą turystyczną czy przemysłową, tym lepiej. 

Mikroplastik znaleziono w każdym z 10 jezior przebadanych w ramach projektu Lakes Connect w regionie Morza Bałtyckiego, badanie przeprowadzili badacze z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Łotewskiego Instytutu Ekologii Wodnej w Rydze. Naukowcy w badaniu opisanym w Serwisie Naukowym UW przeanalizowali próbki wody i osadów z dziesięciu jezior w Polsce, na Litwie i na Łotwie, porównując zbiorniki silnie użytkowane turystycznie z tymi, gdzie obecność człowieka jest minimalna.

Czym jest mikroplastik?

Mikroplastik to drobne cząstki plastiku – zwykle mniejsze niż 5 milimetrów, powstają one głównie w wyniku rozpadu większych elementów wykonanych z tego tworzywa. Sęk w tym, że mikroplastik nie jest obojętny dla środowiska – trafia do organizmów, może je uszkadzać i przenosić szkodliwe substancje. Skala problemu od połowy XX wieku wzrosła gigantycznie, bo w 1950 produkowano jedynie 2 mln ton plastiku, dziś – 400 mln ton rocznie, a to przekłada się na zanieczyszczenie środowiska.

Czytaj więcej

Europa ociepla się najszybciej na świecie. Upały i coraz mniej chłodnych dni

– Wciąż nie do końca wiemy, jakie są jego długoterminowe skutki dla całych ekosystemów – pisze w analizie  dr Ewa Babkiewicz z Wydziału Biologii UW, jedna z autorek badania.

W jeziorach dominują przede wszystkim włókna pochodzące głównie z prania ubrań i ścieków (ok. 40 proc. cząstek). Jedna trzecia znalezionych mikrowłókien to drobne fragmenty z rozpadu opakowań (ok. 30 proc. cząstek).

Badania są istotne dla ludzi i dla jezior, ponieważ te zbiorniki wodne są szczególnie wrażliwe na zanieczyszczenia – woda krąży w nich wolniej niż w rzekach, a zarazem spływają do nich zanieczyszczenia z okolicy.

Jak wyglądało badanie? Eksperci wybrali 10 jezior i pobrali próbki z wody i z dna – w trzech okresach ruchu turystycznego, w maju, sierpniu i październiku. Analiza spektroskopowa FTIR pozwoliła rozpoznać rodzaj tworzywa sztucznego i wykluczyła pomyłkę z np. rośliną, glonem czy bawełną. Jak się okazuje, to, co zatruwa jezioro, zależy od pory roku. Latem dominują włókna z ubrań czy ścieków, wiosną najwięcej jest fragmentów lekkich tworzyw, jak styropian.

Zanieczyszczenie mikroplastikiem jezior w Polsce

Tu w zrozumieniu problemu pomógł wskaźnik SUI, czyli Shoreline Urbanization Index, wskaźnik urbanizacji brzegów, który mierzy, jak bardzo przekształcony przez człowieka jest brzeg jeziora – przez zabudowę, drogi czy sztuczne nawierzchnie. Ten indeks pozwolił wyjaśnić przyczyny nawet 70 proc. zróżnicowania stężeń mikroplastiku.

Zdaniem badaczy to oznacza, że problem wynika głównie z lokalnych decyzji i codziennych praktyk okolicznych mieszkańców. – Zaskoczeniem była dla nas skala tego związku oraz to, jak szybko konkretne działania – jak np. zmiana materiałów używanych w infrastrukturze – mogą ograniczyć emisję mikroplastiku do środowiska – mówi dr Ewa Babkiewicz z Wydziału Biologii UW.

Czytaj więcej

Sezon pylenia w Europie się zmienia. Zła wiadomość dla alergików

Głównymi źródłami mikroplastiku okazały się drogi i parkingi, zużywające się materiały, jak opony i nawierzchnie, odpady związane z turystyką oraz rozpadające się stopniowo wokół jezior plastikowe butelki czy folie. Najwyższe stężenia mikroplastiku występują w jeziorach płytkich, na nizinach i obszarach silnie przekształconych przez człowieka – zwłaszcza blisko miast i terenów uprzemysłowionych. Największe ilości mikroplastiku są w osadach na dnie jezior, dominuje tam polietylen, polipropylen i PET, czyli materiały używane m.in. w opakowaniach.

Co ważne, badanie dało podstawy do opracowania rozwiązań, bo na ich podstawie zaczęto zmieniać zagospodarowanie otoczenia jezior – stosowano mniej materiałów podatnych na degradację, jak np. styropianowe tratwy dla pływających wysp. Uporządkowano też strefy rekreacyjne, zaczęto też kontrolować ilość zanieczyszczeń trafiających do wody.

– Kolejnym krokiem naszych badań jest lepsze zrozumienie losów mikroplastiku w środowisku oraz jego wpływu na organizmy żywe. To wciąż obszar, w którym wiedza naukowa jest niepełna – zauważa dr Ewa Babkiewicz.

– Duża część zanieczyszczeń wynika z działalności człowieka, a więc mamy realny wpływ na ich ograniczanie. Istotne są nie tylko rozwiązania technologiczne, ale także współpraca między naukowcami, decydentami i lokalnymi społecznościami oraz podejmowanie decyzji w oparciu o rzetelną wiedzę – podsumowuje swoje badania dr Ewa Babkiewicz w analizie opublikowanej w Serwisie Naukowym UW.