29,7 stopnia Celsjusza – jak poinformowali naukowcy z unijnego Copernicus Climate Change Service, taką temperaturę na początku października miały osiągnąć wody Pacyfiku w monitorowanej strefie znanej jako Niño 3.4. Padł zatem rekord, znacząco wyższy niż w poprzednich dekadach (silne El Niño notowano m.in. w latach 1982-1983, 1997-1998 czy 2015-2016). – To rekord wszech czasów. Wynik ten podkreśla wyjątkową intensywność tegorocznego El Niño – skwitowano sucho w komunikacie, zastrzegając, że „wciąż nie można jeszcze powiedzieć, by obecne El Niño było najsilniejsze spośród kiedykolwiek zaobserwowanych”.

Problem nie ogranicza się do jednej, ściśle kontrolowanej strefy na Pacyfiku. Japońskie służby meteorologiczne podały z kolei, że okalające ten wyspiarski kraj wody były o 4 stopnie cieplejsze niż wynosiła dotychczasowa średnia. We wrześniu padł też – podbity przez El Niño – rekord globalnej temperatury oceanów i mórz. Sięgnęła ona 21,05 st. C, przewyższając odnotowaną w 2023 r. – 20,92 st. Celsjusza. Symptomy i potencjalne konsekwencje zjawiska – które można w lapidarny sposób opisać jako wysoką temperaturę wód powierzchniowych w równikowej strefie Pacyfiku – są jednak odczuwalne na całym świecie.

Bywa pięknie – jak na chilijskiej pustyni Atacama, która zakwitła kwiatami. Ale bywa też niebezpiecznie, jak w Tokio, gdzie przez 35 dni z rzędu padał deszcz. Brytyjczycy przygotowują się na możliwość wystąpienia na Wyspach błyskawicznych powodzi, globalny gigant logistyki Maersk ostrzega przed zakłóceniami w łańcuchach dostaw, a Program Rozwojowy ONZ (UNDP) zalicza El Niño do trzech kluczowych czynników – obok wzrostu cen energii wywołanego wojną w Zatoce Perskiej oraz gwałtownego wzrostu kosztów pożyczania przez państwa pieniędzy – które mogą w nadchodzących miesiącach zepchnąć wiele rozwijających się krajów na krawędź kryzysu humanitarnego.

Nadchodzi Super El Niño

El Niño to zjawisko klimatyczne polegające na okresowym wzroście temperatury wód powierzchniowych w okolicach równikowego Pacyfiku. Pojawia się co kilka lat i wpływa na pogodę w wielu regionach świata. Tegoroczne ma być wyjątkowo intensywne. „Bardzo silne El Niño może sprawić, że skutki klimatyczne mocniej odczują konsumenci niż same statystyki PKB” – czytamy w opublikowanej analizie Allianz Trade. – „W 2027 r. zjawisko to może obniżyć światową produkcję o 451 mld dol. ale jeszcze wyraźniejszy może być jego wpływ na ceny żywności. W Polsce wzrost inflacji cen żywności związany z kanałem temperaturowym szacowany jest na 2,35 pkt proc., a inflacji ogółem na 1,48 pkt proc.” – dodają eksperci. Jak uzupełniają, PKB względem poziomu bazowego może się przy tym obniżyć o około 0,4 proc.

Czytaj więcej

Marnowanie jedzenia w Europie. Nowe dane Eurostatu: wyrzucamy coraz więcej

Zauważają oni, że zmiany klimatu dotychczas nie były w Polsce zbyt dotkliwie odczuwalne. Ale pod względem utraconego za sprawą upałów PKB nasz kraj jest w europejskiej pierwszej dziesiątce, a szereg branż – produkcja, logistyka, budownictwo, „prace wykonywane na zewnątrz” – doświadcza wynikających z pogodowych ekstremów trudności. „Polska jest jednym z krajów, w których warunki pogodowe zmieniły się względem 1980 r. szczególnie mocno. W rankingu anomalii temperatury Polska przesunęła się w górę o 135 miejsc, a odchylenie od średniej z lat 1950-1970 sięgnęło w 2025 r. plus 2,10 st. C” – podkreślają analitycy Allianz Trade. Co zresztą dotyczy całego naszego regionu.

Szok klimatyczny. Koszt – 7 bilionów dolarów

Wspomniane wyżej 451 mld dol. strat w globalnej produkcji (przekładające się na 0,24 proc. prognozowanego PKB) ma być szacunkiem stosunkowo ostrożnym. Impet klimatycznego szoku ma być najbardziej odczuwalny w Chinach, Indiach i Stanach Zjednoczonych, które w sumie odpowiadają w tych szacunkach za 60 proc. szacowanych strat brutto. „To wyłącznie efekty zmian temperatury. Szacunek nie uwzględnia ewentualnych dodatkowych strat spowodowanych powodziami, suszami, pożarami i innymi ekstremalnymi zdarzeniami” – czytamy. W ogólnym bilansie Europa i tak wypada stosunkowo nieźle, w UE łączną stratę netto prognozuje się na 24 mld dol. – głównie ze względu na umiarkowany i lokalnie zróżnicowany klimat, sprawiający, że straty w jednych krajach kompensują wzrosty w kilku innych, gdzie ocieplenie może nieco poprawić zbiory. Polska będzie jednak należeć do tej pierwszej grupy. – „Największe straty kwotowe w UE mogą ponieść Włochy, Polska i Niemcy, odpowiednio około 7 mld dol., 6,7 mld dol. i 6,3 mld dol.” – piszą eksperci.

Czytaj więcej

Park narodowy nad Odrą wysycha. Niemcy: Kanały wodne praktycznie zniknęły

Właściwie moglibyśmy uznać, że szacunki Allianz Trade są powściągliwe. „El Niño może ściągnąć globalną gospodarkę w dół o prawie bilion dol. Albo o co najmniej 7 bilionów” – napisali w lipcowym opracowaniu analitycy waszyngtońskiego Peterson Institute for International Economics. Ten dosyć abstrakcyjny, astronomiczny poziom strat dla świata pojawił się w trakcie próby przełożenia wcześniejszych opracowań na realia tegorocznego El Niño. W 2023 r. pojawiła się bowiem analiza danych z lat 1960-2019, w których wpływ zjawiska na gospodarki oceniano nie tylko z punktu widzenia roku (czy właściwie lat) wystąpienia, ale w dłuższych – pięcioletnich – cyklach. A zawarta w tytule alternatywa, między bilionem a siedmioma, to oczywiście nawiązanie do potencjalnej gospodarczej profilaktyki, którą należałoby pilnie wdrożyć.

Fundusze inwestycyjne grają na wzrost temperatur

Oczywiście, podawanie dziś konkretnych kwot czy wskaźników wpływu na inflację jest w dużej mierze intelektualnym ćwiczeniem z modelowania, a nie precyzyjną prognozą. El Niño uderza bezpośrednio przede wszystkim na antypodach, a wywołany tym zjawiskiem ciąg wydarzeń może „po drodze” ulec jeszcze wielu rozmaitych procesom, które mogą jego konsekwencje złagodzić lub zaostrzyć. Polska wciąż korzysta tu ze swojego położenia i dotychczasowych warunków klimatycznych – które jednocześnie jednak „usypiają” naszą czujność. „Bieżące wskaźniki stresu klimatycznego pozostają relatywnie niskie. Taki okres daje przestrzeń na dostosowanie budynków, infrastruktury, organizacji pracy i systemów zarządzania ryzykiem, zanim częstsze zagrożenia wymuszą działania w trybie kryzysowym” – przestrzegają analitycy Allianz Trade. Innymi słowy, mamy możliwość bycia mądrymi przed szkodą i zbudowania odporności klimatycznej, zanim zostaniemy nimi w pełni dotknięci.

Cóż, co jest kataklizmem dla jednych, dla innych może oznaczać szansę – jak wspomnieliśmy nawet w Europie są kraje, które najprawdopodobniej z ocieplenia skorzystają. Na pewno ze zjawiska chciałaby skorzystać część inwestorów. Jak jeszcze latem donosił dziennik „Financial Times” firma inwestycyjna Moreton Capital Partners zaczęła zbierać od inwestorów pieniądze na fundusz hedżingowy mający zarabiać na El Niño: pomysł na ten zarobek jest zapewne dosyć prosty – inwestować w te produkty i surowce, których deficyt możemy wkrótce odczuć za sprawą pacyficznego zjawiska pogodowego.

Czytaj więcej

Letnie upały uderzają w hodowców. Mniej tłuszczu w mleku, bardziej kruche jajka

Firma ta nie jest odosobniona w swoich działaniach, choć inni inwestorzy zareagowali szybciej – i dyskretniej. Ceny kawy i kakao rosną już od wielu miesięcy (a od maja, kiedy to zaczęto ogłaszać oficjalny początek super El Niño, ze znacznie większą dynamiką), a powoli zjawisko to rozlewa się na kolejne produkty. „Odkąd producenci kakao w zachodniej Afryce stanęli w obliczu podwyższonego zagrożenia suszą, ceny tego składnika czekolady wzrosły o 37 proc. (między czerwcem a sierpniem – red.)” – analizuje „FT”. Choć na kakao lista się nie kończy, w zależności od regionu są na niej m.in. pszenica czy cukier.

Problem dotyczy bowiem tych dóbr, które można stosunkowo długo przechowywać, gdyż El Niño zaczęło się późną wiosną bieżącego roku, ale potrwa zapewne co najmniej do wiosny roku przyszłego i to przyszłoroczne plony będą nim najbardziej dotknięte. I sięga dalece poza produkcję żywności, gdyż pogodowe ekstrema – gwałtowne, ulewne deszcze, susze, pożary – mogą zakłócić działanie innych sektorów, w tym wydobycie surowców (paliw kopalnych, metali), zwłaszcza w kopalniach odkrywkowych. Susza może obniżyć poziom wody w globalnych „przepustach” takich jak Kanał Sueski czy Panamski. Skądinąd, giełdowa gra „na pogodę” też nie jest novum w gospodarce – przed kryzysem finansowym, który spadł na świat w 2008 r. na rynkach nie brakowało papierów wartościowych bazujących na niepewności co do pogody, tzw. derywatów pogodowych. Straciły na popularności po kryzysie, ale być może wkrótce wrócą na jeszcze większą niż niegdyś skalę.

Jak zbudować odporność?

Prawidłowość, o której wspominaliśmy już, cytując przewidywania Allianz Trade – czyli brak klarownego przełożenia zjawiska klimatycznego na wskaźniki gospodarcze i konkretne liczby – może prowadzić do jego lekceważenia. W końcu, jak zauważają eksperci banku Morgan Stanley, historycznie wpływ El Niño na indeksy giełdowe był właściwie żaden. Ale też nie dominują na nich dziś przedsiębiorstwa z branż najbardziej dotkniętych wzrostem temperatury wody w morzach i oceanach. Za to w kilkudziesięciu krajach na pierwszej linii klimatycznego frontu, z wybrzeżami pacyficznymi, konsekwencje gospodarcze zjawiska mogą być znaczące.

Kilka tygodni temu naukowcy i analitycy związani z hiszpańskim Institute for Economic Analysis oraz brytyjskimi Centre for Economic Policy Research i tamtejszym MSZ (UK Foreign Office) opublikowali globalną mapę przyszłości rolnictwa – w perspektywie 2100 r. Jak zauważają, dziś 15 proc. globalnej populacji żyje na terytoriach, których rolniczy potencjał spadł o 5 proc. w stosunku do początku bieżącego stulecia. Wraz z przebiciem progu 2,1 st. C globalnego wzrostu temperatur, w połowie stulecia – okresie 2041-2060 – w podobnej sytuacji będzie połowa ludności świata. Tylko w ostatniej dekadzie jedna szósta terenów uprawnych straciła około 10 proc. swojego potencjału produktywności.

Polska na tej mapie wciąż pozostaje miejscem, w którym zmiany zachodzą stosunkowo łagodnie. Ale stopniowe zaczerwienianie się poszczególnych regionów – oznaczające wysychanie czy też jałowienie gleb wywołane zmianami klimatycznymi – wyraźnie widać: na Pomorzu, Żuławach, Małopolsce, Podkarpaciu i Lubelszczyźnie czy na pograniczu z Czechami. I w tym przypadku możemy wzruszyć ramionami: nie dość, że mapę opracowali naukowcy z odległych krajów, to jeszcze dotyczy ona abstrakcyjnej przyszłości i – jak wiele innych scenariuszy pisanych przez specjalistów – może się nie spełnić. Taka reakcja oznacza jednak negowanie trendu, który od lat już obserwujemy w konkretnych danych z bieżących obserwacji. Trendu, który El Niño zwykł potęgować. I tak zapewne stanie się w nadchodzących miesiącach.