Jak donosi brytyjski „Guardian”, państwa członkowskie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) są podzielone na dwa obozy w kwestii terminu publikacji kolejnego raportu klimatycznego. Sytuacja może potencjalnie grozić paraliżem prac zespołu.
Raport IPCC zagrożony. Koalicja blokująca czterech państw
W ramach najnowszego przeglądu, IPCC zamierza opublikować trzy główne raporty dotyczące przyczyn i zakresu zmian klimatu, podatności na zagrożenia i adaptacji oraz opcji ograniczenia dalszego ocieplenia. Każdy z nich miałby zostać zatwierdzony do września 2028 r., a ich ustalenia miały być omówione w listopadzie, podczas szczytu klimatycznego COP33.
Raporty IPCC stanowią fundament negocjacji klimatycznych ONZ i są kluczowe dla monitorowania postępów w realizacji porozumienia paryskiego, w ramach którego niemal 200 państw zobowiązało się do ograniczenia wzrostu globalnej temperatury do poziomu znacznie poniżej 2°C w stosunku do poziomów przedindustrialnych, a najlepiej do 1,5°C.
Czytaj więcej
Gdy wiosną klimatolodzy zaczynali ostrzegać, że w tym roku świat doświadczy wyjątkowo silnego zjawiska nazywanego El Niño, na bazie tych przestróg...
Jednak podczas spotkania w ramach 65. sesji IPCC w Addis Abebie w Etiopii, które rozpoczęło się 12 października, część krajów oświadczyła, że raport powinien ukazać się dopiero w 2029 r. Arabia Saudyjska, Rosja, Indie i Chiny przekonują, że naukowcy potrzebują więcej czasu, aby rzetelnie wykonać swoją pracę. Argumentują też, że wydłużenie procesu przygotowywania raportu byłoby sprawiedliwe wobec ekspertów z krajów rozwijających się, a co za tym idzie, doprowadziłoby do bardziej reprezentatywnej oceny naukowej, uwzględniającej perspektywy krajów bardziej wrażliwych na pogłębiający się kryzys klimatyczny.
Późniejsza publikacja raportu jest jednak ryzykowna, ponieważ na szczycie COP33 w 2028 r. planowana jest ocena działań podejmowanych przez rządy w celu redukcji emisji gazów cieplarnianych, zgodnie z założeniami Porozumienia paryskiego, zakładającymi ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej. Bez zaktualizowanych ocen państwa mogą mieć problem w zakresie podejmowania decyzji dotyczących finansowania działań klimatycznych oraz ustalania krajowych celów redukcji emisji. Zdaniem Claudio Angelo z brazylijskiej organizacji Observatório do Clima, powoływanie się na kwestię sprawiedliwości przez niektóre duże kraje rozwijające się, często stanowi broń polityczną. Zamiast zwiększać inkluzywność, pozwala pod pozorem szlachetnej postawy spowalniać tempo globalnych działań klimatycznych.
Koalicja przeciw sojuszowi państw naftowych
Przeciwko stanowisku petrokrajów wystąpiła tzw. Koalicja Wysokich Ambicji, zrzeszająca ponad 30 krajów z Europy, Ameryki Łacińskiej i małych państw wyspiarskich. Wydała oświadczenie, w którym apeluje o jak najszybsze udostępnienie „najnowszej wiedzy naukowej”, co według sygnatariuszy stanowi jedyną szansę na „sprawiedliwe, równe i oparte na faktach podejście do największego wyzwania naszych czasów”, jakim są antropogeniczne zmiany klimatu.
„Alternatywą byłoby kierowanie się interesami grup, których cele są sprzeczne z redukcją emisji gazów cieplarnianych. Społeczności najbardziej narażone na skutki zmian klimatu polegają na tym, że rządy podejmują decyzje polityczne w oparciu o analizy IPCC.” – czytamy w deklaracji, pod którą podpisy złożyli nie tylko ministrowie krajów takich jak Polinezja Francuska, Republika Wysp Marshalla czy Nepalu, ale również unijny komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra.