Reklama

Groźny gatunek krąży wokół Wenecji. Włosi szukają metody na inwazję żebropławów

Coraz cieplejsze wody Adriatyku i Morza Śródziemnego ułatwiają ekspansję gatunkom inwazyjnym. Żerują one na rodzimych gatunkach, a nawet mogą zagrozić człowiekowi, o ile wejdzie im w drogę. Włosi szukają wyjścia z sytuacji.
Pojawienie się żarłocznych żebropławów w wodach Adriatyku to zasługa zmian klimatu i ocieplania się 

Pojawienie się żarłocznych żebropławów w wodach Adriatyku to zasługa zmian klimatu i ocieplania się mórz.

Foto: Vidar Nordli-Mathisen Unsplash

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak zmieniający się klimat wpływa na obecność inwazyjnych gatunków w wodach Adriatyku?
  • Dlaczego żebropławy zagrażają rodzimym gatunkom i ekosystemom Laguny Weneckiej?
  • Jakie adaptacyjne zachowania żebropławów umożliwiają im przetrwanie w nowych warunkach?
  • Co spowodowało gwałtowny wzrost populacji krabów błękitnych w wodach wokół Wenecji?
  • Dlaczego propozycja wykorzystania krabów błękitnych w włoskiej gastronomii spotyka się z oporem?
  • Jakie działania podejmuje UE w odpowiedzi na inwazję krabów błękitnych w Europie?

Wody Laguny Weneckiej stały się poligonem inwazyjnych gatunków morskich – przede wszystkim podobnych do meduz żebropławów oraz krabów błękitnych. Rosnące zasolenie oraz temperatura wody w Adriatyku i Morzu Śródziemnym torują drogę do niekontrolowanego rozrostu populacji tych stworzeń. Ponieważ żerują one głównie na lokalnych, słabszych gatunkach, zmiany w ekosystemie Wenecji mogą być nieodwracalne – i dosięgnąć ludzi, żyjących w tych okolicach z morza. Z tego też powodu stworzenia te uchodzą za jeden ze stu najbardziej niebezpiecznych dla przyrody gatunków.

Żebropławy-kanibale w wodach wokół Wenecji

Bezkręgowce typu Ctenophora to również jedna z najstarszych form życia na świecie, jej historię można liczyć w milionach lat. Od dawna żyły one w zachodniej części Atlantyku, wzdłuż wybrzeży zarówno Północnej, jak i Południowej Ameryki. Wody okalające Europę były dla nich zbyt zimne, by się tu zagnieździć na dłużej – choć transport morski na oceanach sprzyjał rozprzestrzenianiu się tych stworzeń po całym świecie.

Sytuacja zaczęła się zmieniać zapewne w latach 80., najpóźniej w latach 90. – to w tej drugiej dekadzie rybacy wypływający na Morze Czarne odnotowali pojawienie się i szybki wzrost populacji żebropławów: kryzys rybołówstwa w latach 90. przypisano właśnie tym drapieżnikom. Żywią się one przede wszystkim planktonem, ikrą, małżami w pierwotnych stadiach rozwoju, co finalnie przełożyło się na zagładę życia i zasobów tego akwenu.

Czytaj więcej

Pożar zniszczył jedne z najstarszych drzew świata. „Rosły przez tysiące lat”
Reklama
Reklama

Od pewnego czasu nie tylko morza południowej Europy są ich nowym terytorium łowieckim. Kilka lat temu stwierdzono też ich obecność w Morzu Bałtyckim (chodzi nie o inwazyjnego żebropława żeberkowatego) i przy okazji badań nad tamtejszą populacją dowiedziono, że żebropławy – adaptując się do lokalnych warunków – sięgają po zachowania w świecie przyrody dosyć rzadkie: kanibalizm. Otóż jeśli już spustoszą swoje otoczenie, w okresach największego głodu lub najmniej sprzyjających im warunków (np. niskiej temperatury wody w zimie), potrafią zjadać własny przychówek.

Spustoszony ekosystem Adriatyku

Nie jest to zresztą jedyna z możliwości przetrwania. Poranione, czy wręcz poszatkowane, żebropławy mogą się połączyć w jeden sprawnie działający organizm (dzieje się tak w dziewięciu na dziesięć badanych przypadków). Ba, w obliczu nieprzyjaznych warunków otoczenia, mogą też cofać się w stadiach rozwoju – np. do formy larwalnej i z powrotem.

Jak podkreślają naukowcy z Uniwersytetu w Padwie oraz włoskiego Narodowego Instytutu Oceanografii i Geofizyki Stosowanej, mniej więcej dekadę temu stwierdzono gwałtowny przyrost populacji tych stworzeń w Adriatyku. Opublikowana przez nich niedawno analiza sytuacji w Lagunie Weneckiej nie pozostawia większych wątpliwości, że dla tego akwenu inwazja żebropławów stanowi śmiertelne zagrożenie. – Obecność wielkich populacji może w konsekwencji zwiększyć poważne ryzyko dla funkcjonowania całego ekosystemu Laguny – cytuje portal EuroNews Valentinę Tirelli, jedną z badaczek z Instytutu i współautorkę publikacji.

Czytaj więcej

Topniejące lodowce przyciągają turystów. „Apokaliptyczny" trend stał się modny

Zjawisko jest szczególnie widoczne późną wiosną i wczesną jesienią, gdy żebropławy zaczynają swoje „gody”. Panują wówczas optymalne dla nich temperatury i zasolenie, jest też pod dostatkiem pożywienia, jakiego dostarczają inne obecne tam – jeszcze – gatunki. W tym momencie zaczyna się również polowanie na ikrę i larwalne, planktoniczne stadia rozwoju małż. – Wyniki naszych badań wskazują, że od pojawienia się tego gatunku (w pobliżu Wenecji – red.) nastąpił ponad 40-procentowy spadek połowów gatunków, po które wyprawiali się rybacy – twierdzi Tirelli.

Wenecja i „amerykański najeźdźca” w Adriatyku

Ale to nie jedyny problem Wenecjan. W lokalnych wodach doszło w ciągu ostatnich kilku lat do gwałtownego wzrostu populacji krabów błękitnych. Zwykle określa się je jako „gigantyczne” (ich rozmiary mogą sięgać dwudziestu kilku centymetrów) i w rodzimych stronach – głównie na południowych wybrzeżach USA, w Luizjanie czy Maryland – stanowią część szeroko rozumianego rynku owoców morza.

Reklama
Reklama

Do Europy kraby błękitne miały trafić już u schyłku lat 40. poprzedniego stulecia w zbiornikach balastowych okrętów pokonujących transatlantyckie szlaki. Ich obecność była w kolejnych dekadach zauważalna, ale nie budziła niepokoju, bo temperatura i zasolenie wody nie były przychylne temu gatunkowi – aż do niedawna. Włoscy rybacy odnotowali nie tylko znaczne zwiększenie się populacji tych zwierząt, ale też większą żarłoczność poszczególnych okazów.

Czytaj więcej

Eksperci: Baleary padną ofiarą zmian klimatu. Turyści już głosują nogami

Przy temperaturze wody utrzymującej się niemal przez cały rok powyżej 10 stopni Celsjusza kraby wyrastają na większe, chętniej się rozmnażają, więcej jedzą. Duże osobniki – choć zwykle nie stanowią zagrożenia np. dla ludzi – potrafią przeciąć szczypcami sieć rybacką, nie przepuszczają małżom, ostrygom. I zgodnie z ostrzeżeniami włoskich naukowców, mogą w szybkim tempie spacyfikować lokalne populacje innych organizmów morskich – zarówno na adriatyckim wybrzeżu Włoch, jak i np. w zatoce Ortobello w Toskanii.

Jak odnotowuje EuroNews, włoskie stowarzyszenie przemysłu rolno-spożywczego Coldiretti sugeruje, żeby zacząć wykorzystywać kraby błękitne w gastronomii i przemyśle spożywczym Włoch, tak jak robią to Amerykanie (np. w Maryland krab błękitny jest jednym z filarów lokalnej branży spożywczej). Ale w kraju tak przywiązanym do własnych tradycji kulinarnych adaptacja do „amerykańskiego menu” przychodzi z wielkim trudem i propozycje stowarzyszenia, póki co przynajmniej, są odrzucane. Być może do momentu, w którym Wenecjanom pozostaną tylko kraby i żebropławy.

Włochom nie pomoże też Bruksela. Jesienią ubiegłego roku włoscy eurodeputowani domagali się od UE, by krab błękitny został wpisany na listę inwazyjnych gatunków – postulat został jednak odrzucony ze względu na fakt, że stworzenie to jest jadalne, a w niektórych miejscach występowania w Europie rzeczywiście zostało włączone do lokalnego menu lub jest częścią lokalnej gospodarki. To nie wiąże rąk samym Włochom, jeśli zechcą walczyć z intruzem.

Planeta
Zmiany klimatu uderzają w produkcję kawy. Raport pokazuje skalę problemu
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Planeta
Morze Aralskie wraca do życia. Kazachscy eksperci mówią o przełomie
Planeta
Izrael kolejną ofiarą zmian klimatu. Eksperci ostrzegają przed burzami pyłowymi
Planeta
Duże statki niszczą Bałtyk. Eksperci z Niemiec ujawnili skalę problemu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama