Joanna Flisowska: rząd nie ma pomysłu na transformację

Udostępnij

Decyzja o zamknięciu Turowa to nie jedyny problem, jaki czeka nasz sektor energetyczny, jeśli nie zaczniemy pracować nad rozwiązaniami zgodnymi z polityką klimatyczną Unii. O następnych wyzwaniach, związanych m.in. z umową społeczną z górnikami czy inwestycjami w gaz, opowiada Joanna Flisowska, koordynatorka zespołu Klimat i Energia w Greenpeace Polska.

Jakie mogą być kolejne kroki polskich władz w sprawie Turowa po decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i czy jest szansa na porozumienie?

Nasz rząd nie bardzo ma wybór. Mamy dwie opcje – albo zastosować się do orzeczenia TSUE, albo płacić ogromne kary za niezastosowanie się do niego. Jako prawniczka opowiadam się za trzymaniem się litery prawa i postanowienia Trybunału, w skład którego, co warto przypomnieć, wchodzą także polscy sędziowie. To nie jest jakaś zła, abstrakcyjna instytucja unijna, tylko międzynarodowy sąd. Równolegle to, co najbardziej istotne to kwestia wyznaczenia realnego terminu na odejście od węgla w Turowie, jak i zresztą w całej Polsce.

Obecnie władze deklarują, że ma to być 2049 rok.

My postulujemy najpóźniej rok 2030 i być może takie postawienie sprawy, wyznaczenie konkretnego harmonogramu i zakresu czasowego na najbliższe 10 lat oraz działania mające na celu wyeliminowanie wpływu środowiskowego kopalni na stronę czeską mogłoby pomóc w znalezieniu wspólnego języka i rozwiązania. Z jednej strony jest to kwestia rozwiązania sporu na linii Polska-Czechy, z drugiej mam nadzieję, że wyrok TSUE to kubeł zimnej wody dla polskiego rządu, pokazujący co się może dziać, jeśli nadal będziemy z oślim uporem stać na stanowisku, że węglowe status quo może trwać kolejne dekady. Bo nie może – z jednej strony ze względu na kryzys klimatyczny, z drugiej – także ze względu na skutki ekonomiczne, czy politykę klimatyczną Unii Europejskiej. To wszystko będzie wymuszać na nas znacznie szybsze odchodzenie od węgla. Jeśli nie podejmiemy już teraz adekwatnych działań zaradczych, by stworzyć programy przekwalifikowania pracowników, zaplanować sprawiedliwą transformację według realnych harmonogramów, to za chwilę będzie czekać nas kolejna powtórka z Turowa, tylko gdzieś indziej.

Organizacje ekologiczne przestrzegają, że kolejne kopalnie mogą być zamykane z dnia na dzień. Jakie jeszcze problemy mogą wynikać z rozbieżności między polską polityką węglową a polityką Unii w tym zakresie?

Chciałabym bardzo mocno podkreślić, że ze strony rządowej i strony PGE jest dużo dezinformacji, która w wielu miejscach pojawia się całkowicie na serio, na temat złej Unii czy Komisji Europejskiej, które są przeciw nam w sprawie Turowa. To nieprawda – ta sytuacja to efekt wieloletniego ignorowania naszego sąsiada, Czech, i to Czesi złożyli skargę do sądu europejskiego.

Czytaj też: Nie tylko Czechy vs Polska. Sądy areną walki o klimat

Jeśli zaś chodzi o konkretne kolejne przypadki to tzw. umowa społeczna ze związkami zawodowymi górników węgla kamiennego to kolejny przypadek skazany na porażkę. W „zmowie węglowej”, jak ją nazywamy, jest podany kompletnie nierealny harmonogram zakładający, że możemy w Polsce wydobywać węgiel do 2049 roku. To po prostu fikcja. Pojawiają się głosy osób, które przez wiele lat były związane z tematem górnictwa i tutaj też nikt nie ma wątpliwości że ten węgiel skończy się w Polsce znacznie szybciej. Z drugiej strony w umowie społecznej obiecywana jest pomoc publiczna, dotacje do podtrzymywania produkcji węgla do 2049 roku i to jest po prostu niezgodne z  prawem Unii Europejskiej. Ciężko więc sobie wyobrazić by Komisja Europejska, która musi wyrazić zgodę na udzielenie pomocy publicznej, miałaby się zgodzić na dotowanie polskich kopalń przez kolejne trzy dekady. Zasady pomocy publicznej są znane od dawna, był termin kiedy można było jeszcze zgłaszać pomoc publiczną, ale ten termin również dawno minął, więc znowu będziemy mieć taką sytuację, że rząd będzie udawał wielkie zaskoczenie, a Komisja Europejska będzie prezentowana jako ta zła, która się nie zgodziła na umowę społeczną. Ale wszystkie strony powinny być świadome, że nie ma szans na dotowanie węgla przez kolejne trzy dekady.

Skoro niektóre inwestycje przez wiele lat kwestionowane są przez prawników, a ich szanse powodzenia, mimo olbrzymich środków publicznych na nie przeznaczonych – niewielkie, nasuwa się pytanie o to, o jaki elektorat takimi decyzjami walczy PiS? Kogo mają zjednać rządowi te obietnice?

Wydaje mi się, że jest tu kilka wątków. Z jednej strony wciąż istnieje przeświadczenie o mocy górniczych związków zawodowych, które w mojej ocenie też nie prezentowały konstruktywnego stanowiska. Walka toczyła się o harmonogram, o odprawy, natomiast nie było walki o pracownika i jego los, czyli programy rekwalifikujące, wsparcie w szukaniu nowej pracy itd. Rozwiązania, które widzimy teraz w zmowie węglowej, to tak naprawdę te same, które mieliśmy pod koniec lat 90. za rządu Jerzego Buzka. Z jednej strony statystycznie można powiedzieć że ta reforma wówczas się udała, bo Śląsk jest dalej drugim województwem z najmniejszym bezrobociem, rozwija się, nie było jakiegoś drastycznego upadku całego regionu. Z drugiej strony mamy miejscowości na Śląsku, które się nie podniosły z tego procesu restrukturyzacji pod koniec lat 90. i to jest bardziej problem natury społecznej, osoby nie dostały odpowiedniego wsparcia i narzędzi by przejść przez proces transformacji.

Co najmniej od lat 90. politycy boją się bardziej górników niż inteligentów. Strach klasy politycznej przez tą grupą zawodową jest nadal mocny?

Wydaje mi się, że to coś co pokutuje wśród polityków, historycznie. Jestem jednak przekonana, że wielu górników zdaje sobie sprawę z tego, jaka jest sytuacja sektora i nie oszukujmy się, praca w kopalniach jest bardzo ciężka, niebezpieczna. Wiadomo, że inaczej reaguje człowiek bez alternatywy, żyjący obietnicami tego, że będzie dobrze i nic się nie zmieni przez kolejne dekady, a inaczej zachowuje się człowiek, któremu da się te narzędzia i alternatywy, który otrzymuje możliwość pracy z dobrym wynagrodzeniem, która byłaby bezpieczniejsza. Nie wydaje mi się, żeby groziły nam protesty o takiej sile jak kiedyś.

Z drugiej strony jest też inny element. Jeśli rząd powiedziałby „musimy odchodzić od węgla znacznie szybciej, musimy wyznaczyć stosowany harmonogram”, to by oznaczało, że bierze odpowiedzialność żeby przeprowadzić tą transformację – zaplanować odpowiednie działania czy to w sektorze energetycznym, czy to działania związane ze zmianą społeczna, a łatwiej jest udać że tego wszystkiego nie widzimy, może ten gorący kartofel spadnie na kogoś innego i wtedy będzie można z wygodnej pozycji krytykować to wszystko. Więc myślę, że z jednej strony brakuje odwagi żeby wziąć na siebie tę odpowiedzialność, i brakuje pomysłu, jak to wszystko pogodzić i zrobić. Nie ma prawdziwego pomysłu na to jak przeprowadzić transformację energetyczną w Polsce a tej bardzo pilnie potrzebujemy.

Ze strony Unii, ale też innych międzynarodowych organizacji płynie sugestia, by odchodzić nie tylko od inwestycji węglowych, ale też od gazowych. Tymczasem UOKiK wydał niedawno decyzję zezwalającą na budowę elektrowni Ostrołęka C – tym razem gazowej. Losy tej inwestycji jak na razie też wydają świadczyć o lukach w polityce energetycznej rządu. 

Węglowa Ostrołęka C była w dużej mierze projektem wyborczym ministra Tchórzewskiego, więc to był taki przykład lokalnego i partykularnego interesu ministra, który nie bacząc na nic zdecydował, że możemy wydać miliardy złotych na coś co nie ma sensu, tylko po to by móc się sprzedać w regionie. Jak to się skończyło wszyscy wiemy. Teraz mamy etap tworzenia w Ostrołęce wielkiej elektrowni gazowej. Z punktu widzenia ochrony klimatu powinniśmy odchodzić od gazu zaraz po węglu, więc inwestowanie w wielkie bloki gazowe jak w przypadku Ostrołęki też nie ma sensu. Musimy odchodzić od tego modelu energetycznego który jest oparty o wielkie, wytwórcze jednostki, tzn. węgiel czy gaz, w stronę systemu rozproszonego, który będzie elastyczny, oparty o odnawialne źródła energii. To po prostu zupełnie inny system energetyczny. Warto zwrócić uwagę, że nigdzie w Europie nie buduje się wielkich jednostek gazowych, bo to jest po prostu pod tym względem technologia przestarzała, i presja na gaz będzie narastać, bo został przyjęty nowy wyższy cel klimatyczny dla Unii Europejskiej – co najmniej 55% do 2030 rok. Ceny emisji CO2 będą rosnąć, tak naprawdę jest pytanie o to gdzie jest sufit gdzie ta cena może dobić i wikłanie się w inwestycje w gaz jest nieprzyszłościowe, bo to wciąż jest paliwo kopalne, które z jednej strony ma emisje związane z samym spalaniem, ale z drugiej strony też z transportem, wydobyciem, wyciekaniem metanu. Tak naprawdę wszystko zbiera się w potężną ilość emisji, więc nie jest tak że gaz jest czystym paliwem, to paliwo kopalne które napędza kryzys klimatyczny. Już teraz powinniśmy widzieć, że są czynniki ekonomiczne, będzie również rosła presja ze strony instytucji finansowych, które już kompletnie zrezygnowały z finansowania inwestycji węglowych, ale toczą się rozmowy dotyczące wycofywania się z inwestycji w gaz.

W Waszyngtonie toczą się rozmowy polityków niemieckich z amerykańskimi, dotyczące przyszłości Nord Stream 2. Ani Stany Zjednoczone, ani Unia Europejska chyba nie są specjalnie zainteresowane powstrzymaniem finalizacji budowy – raczej głównie się oburzają.

Instytucje unijne wypowiadały się dosyć zdecydowanie przeciwko Nord Stream 2 i to też nie jest mały sygnał z ich strony, bo bardzo rzadko zdarza się, by wypowiadały się w ten sposób. Została też przegłosowana dyrektywa gazowa, która utrudnia tą inwestycje i zmniejsza jej opłacalność, więc to były narzędzia które Unia Europejska po prostu miała i więcej ich nie ma. Tak samo jak Komisja Europejska nie była w stanie zatrzymać naszej absurdalnej inwestycji w węglową Ostrołękę C i nie będą w stanie w żaden sposób zatrzymać Ostrołęki C na gaz, tak samo nie są w stanie zatrzymać Nord Streamu. To jednak nie zmienia faktua, że poliyka klimatyczne Unii  czy kwestia kosztów związanych ze spalaniem gazu np. w postaci cen CO2 będzie tak samo oddziaływać na gaz spalany w Niemczech, jak i w Polsce na nasze elektrownie gazowe.

Warto dodać, że w Niemczech zbliżają się w tej chwili wybory i kandydatka na kanclerz Niemiec z ramienia Zielonych, która jest w ścisłej czołówce wyścigu, a nawet prowadzi w sondażach, bardzo zdecydowanie opowiada się przeciwko Nord Stream 2, mówiąc, że nie tylko że ten projekt jest całkowicie niepotrzebny i powinien zostać zarzucony, ale także zwróciła uwagę, że Nord Stream 1 powinien zostać wygaszony, i powinna nastąpić jak najszybciej transformacja na wodór zielony- produkowany dzięki OZE. Dlatego myślę, że dużym czynnikiem, który może wpłynąć na los Nord Stream 2 są wybory w Niemczech – wtedy dowiemy się, jaki będzie finalny efekt.


Udostępnij
Zamknij
© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone Źródło: Rzeczpospolita
Zamknij