Lasy, które pełnią niezwykle istotną funkcję – chronią między innymi przed negatywnymi skutkami zmian klimatu, takimi jak susze czy powodzie – zajmują ponad jedną czwartą powierzchni naszego kraju. Eksperci stale podkreślają, że jako nasze wspólne dziedzictwo, powinny być chronione, jednak w ostatnich latach nikną w oczach. Zdaniem wielu skala wycinek staje się coraz bardziej kontrowersyjna, zwłaszcza, że nie chodzi już wyłącznie o drzewa z podmiejskich lasów, ale i o te, które rosły w rezerwatach, puszczach czy parkach krajobrazowych. 

3150 proc.

- wzrost przeładunków drewna w Porcie Gdańskim.

Kontrowersyjna mapa

W ubiegłym roku aktywiści Marta Jagusztyn oraz Grzegorz Jakacki z inicjatywy "Lasy i Obywatele" stworzyli interaktywną mapę, ukazującą planowane w Polsce wycinki lasów. Kolorem czerwonym oznaczono na niej leśne pododdziały, w których w bieżących planach urządzania lasu przewiduje się tzw. rębnie, będące sposobem użytkowania i odnawiania lasu za pomocą jednego bądź kilku rodzajów cięć. Mapa nie pokazuje jednak planowanych trzebieży, czyli cięć pielęgnacyjnych, których dokonuje się w drzewostanach, będących po okresie czyszczeń. Ich istota polega na sukcesywnym usuwaniu z drzewostanu drzew gospodarczo niepożądanych. Kiedy kliknie się na konkretny pododdział na mapie, ukazują się dodatkowe informacje zarówno o skali, jak i charakterze planowanej rębni. Inicjatywa "Lasy i Obywatele" zadbała także o to, by wyjaśnione zostały wszelkie specjalistyczne terminy, które dla przeciętnych obywateli mogą być nie do końca zrozumiałe. 

Lasy Państwowe były oburzone tym, że ”mapa aż świeci od koloru czerwonego”, którym oznaczono lasy objęte cięciami rębnymi. Podkreśliły także, że „dla przeciętnego Kowalskiego może być to prawdziwie apokaliptyczna wizja tego, co dzieje się w polskich lasach”. Ich zdaniem sposób przekazu jest nierzetelny. Jak zaznaczono, czerwona mapa obrazuje planowaną skalę wyrębu – cięć pielęgnacyjnych i odnowieniowych. Cięcie zdaniem Lasów Państwowych następuje na fragmencie tej powierzchni zwanej redukowaną. Twórcy mapy zaznaczyli natomiast, że świadomie nie zamieścili na mapie informacji o trzebieży ze względu na to, że potrafi być ona przyczyną "niezłej rozwałki lasu". Co więcej są zdania, że gdyby na mapie została zamieszczona dodatkowo informacja o planowanej trzebieży, „cała mapa byłaby skąpana w czerwieni”. 

Lasy Państwowe, komentując działanie mapy, wielokrotnie zaznaczały, że zrównanie wszystkich typów cięć rębnych to „granie na emocjach”. Agencja rządowa jest bowiem zdania, że odbiorcy mogą nie zdawać sobie sprawy z ich różnorodności oraz stopnia ingerencji w strukturę lasu. "Wydzielenie czyli fragment lasu, który czasem ma nawet kilkanaście hektarów cały zaświeci się na czerwono bez względu na to czy zaplanowano tam zrąb całkowity na 2,5 ha czy 2-3 gniazda o powierzchni kilkunastu arów" - twierdzili leśnicy i zarzucali inicjatywie manipulację. Marta Jagusztyn podkreśliła jednak, że na mapę naniesiono wyłącznie ogólnodostępne dane oraz dodała, że jednym z głównych problemów jest tu także to, że Lasy Państwowe nie dostarczają zbyt wiele informacji informacji. Jak czytamy w portalu money.pl, fundacja Lasy i Obywatele miała wygrać z Lasami Państwowymi co najmniej osiem spraw dotyczących odmowy dostępu do informacji w sądach administracyjnych. 

Leśnicy podkreślają również, że od dawna powierzchnia lasów nie maleje, a wręcz przeciwnie – rośnie. Chcąc poprzeć swoją tezę przedstawili dane Głównego Urzędu Statystycznego, z których wynika, że powierzchnia polskich lasów w latach 1991-2020 wzrosła o 566 tys. ha – niemal o 19 tys. ha średniorocznie. Ekolodzy zwracają jednak uwagę, że oznacza to praktyce tyle, że zalesienie Polski w tym okresie wzrosło o zaledwie 1,8 pkt proc.

Eksperci, w tym prof. Michał Żmihorski z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk, podkreślali, że mapa faktycznie nie jest w 100 proc precyzyjna, jeśli chodzi o miejsca, w których wycinane są drzewa. - Ale tę niedoskonałość autorzy zaznaczają w opisie mapy. Zatem mimo braku precyzji mapa jest użyteczna. Co ciekawe, leśnicy jeszcze kilka lat temu sami przygotowali mapę na identycznych założeniach, pokazując prace związane z wycinką w Puszczy Białowieskiej - mówił w rozmowie ze Smog Lab. 

Marta Jagusztyn przyznaje natomiast, że faktycznie "potrzebujemy gospodarki leśnej oraz wycinania części drzew", ale jej zdaniem „zostawiliśmy to w rękach instytucji, która ma źle ustawione motywacje”. - Jej głównym zadaniem jest zarabianie pieniędzy i sprzedaż drewna - stwierdziła. 

Skokowy wzrost przeładunku drewna

Mimo że leśnicy twierdzą, że z polskimi lasami nie dzieje się nic złego, w mediach społecznościowych stale pojawiają się niepokojące informacje na ich temat. Jedną ze spraw, które w ostatnim czasie budzą kontrowersje jest informacja, którą podaje na swojej stronie internetowej Port Gdańsk. Wynika z niej, że od stycznia do końca lipca bieżącego roku przeładowano w porcie ponad 36 mln ton towarów – o 20 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. I choć niemal wszystkie grupy ładunkowe zanotowały wzrosty, największy skok odnotowano właśnie w drewnie – o 3150 proc.

„Przeładunek drewna w Porcie Gdańsk wzrósł 30-krotnie! Taką informację właśnie podała administracja portu […] Codziennie otrzymujemy od internautów zdjęcia pociągów i ciężarówek wyładowanych drewnem. Mamy też wiele sygnałów i opinii, żeby nie do końca wierzyć oficjalnym statystykom Lasów Państwowych odnośnie pozyskania i sprzedaży drewna, bo jak to mówią informatorzy (czasem z branży), że aktualnie można się spodziewać wszystkiego, nic już nie działa tak, jak kiedyś" - czytamy na facebookowym profilu Naszych Lasów. 

Dane opublikowane przez zarząd Portu Gdańsk mogą więc potwierdzać to, że z Polski gwałtownie i w olbrzymich ilościach eksportowane jest drewno, na co od dłuższego czasu zwracają uwagę ekolodzy. 

W sierpniu w mediach pojawiły się doniesienia o tym, że sprzedawane przez polskie Lasy Państwowe drewno opałowe może być masowo wykupywane przez klientów z Niemiec, którzy mierzą się obecnie z kryzysem energetycznym oraz brakiem dostaw węgla. Informacja ta nie została jednak oficjalnie potwierdzona. Nie jest to też jednak sprawa, o której głośno jest od dziś. Od jakiegoś czasu mówi się bowiem o tym, że dostępność drewna dla Polaków maleje, a cena surowca gwałtownie rośnie. Zdaniem wielu ekspertów w takiej sytuacji rząd powinien podjąć decyzję o wprowadzeniu tymczasowego zakazu bądź chociaż ograniczenia eksportu drewna.

Inicjatywa „Nasze Lasy” opublikowała także na Twitterze wykres stworzony na podstawie danych Krajowej Izby Celnej, z którego wynika, że eksport drewna z Polski gwałtownie wzrósł po 2015 roku.

Wzrost cen

Sytuacja do jakiej doszło może być między innymi skutkiem tego, że zasady sprzedaży surowca zakładają zmniejszenie puli dla stałych odbiorców do 70 proc. historii zakupów. Efektem jest to, że w Polsce odnotowuje się obecnie jedne z najwyższych cen drewna w Europie. W ostatnim roku w niektórych przypadkach wzrosły one nawet o 200-300 proc., a sytuacji nie poprawia fakt, że surowca zaczyna zwyczajnie brakować. Drastycznie podrożały między innymi ceny drewna sosnowego (obecnie osiągają nawet 1 tys. zł za metr sześcienny), a także płyt OSB. Grupa PSB – największa w Polsce sieć hurtowni materiałów budowlanych oraz remontowych – twierdzi, że we wrześniu 2021 roku ceny tych drugich były o niemal 125 proc. wyższe niż rok wcześniej. Zauważono także wzrost cen drewna kominkowego i na opał. 

Zdaniem Lasów Państwowych wzrost cen drewna jest jednak efektem obecnej sytuacji geopolitycznej.

Lasy poza kontrolą?

Podczas gdy Lasy Państwowe zaznaczają, że nie jest prawdą, że wycinki lasów budzą coraz większe kontrowersje, gdyż pozyskanie drewna w rezerwatach ogranicza się do usuwania zagrożeń lub tzw. ochrony czynnej, raport opublikowany przez stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot mówi coś innego. Wynika z niego, że w ciągu ostatnich 30 lat wycinka wzrosła dwukrotnie – do 49 mln w 2019 roku.

„W ciągu ostatnich 30 lat gospodarka leśna w Polsce uległa znacznej intensyfikacji. W okresie od 1990 do 2019 r. ilość pozyskiwanego drewna w lasach zarządzanych przez Lasy Państwowe wzrosła ponad dwukrotnie. Od lat rośnie także pozyskanie drewna jako % rocznego przyrostu, a także pozyskanie grubizny na 100 ha lasu. Zgodnie z prognozami, jeśli dotychczasowy model gospodarki leśnej nie ulegnie zmianie, w perspektywie następnych 20 lat możemy oczekiwać kontynuacji trendu wzrostu wielkości pozyskania drewna oraz dalszej intensyfikacji gospodarki leśnej” - czytamy w raporcie opatrzonym wykresami. 

Raport „Lasy poza kontrolą” mówi też między innymi o niewłaściwym stanie obszarów Natura 2000 oraz niedopełnieniu obowiązku ochrony zamieszkujących w nich gatunków. „Gospodarka leśna jest głównym zagrożeniem dla chronionych na mocy dyrektywy siedliskowej siedlisk leśnych w Polsce. Co więcej, większość (54% powierzchni) zidentyfikowanych w Polsce siedlisk leśnych Natura 2000 ocenionych zostało, jako będących w niewłaściwym stanie. Wartość ta jest w Polsce wyższa niż średnia dla wszystkich Państw Członkowskich UE” - podkreślono. „Dodatkowo stan ochrony prawie 30% siedlisk leśnych Natura 2000 w Polsce uległ pogorszeniu w okresie 2013–2018 w porównaniu do 2007–2012, sprawiając, że pod względem negatywnego trendu zmiany stanu siedlisk leśnych Polska również plasuje się powyżej średniej unijnej” - dodano. 

Lasy Państwowe odniosły się do raportu pracowni w oświadczeniu opublikowanym na swojej stronie internetowej. Jednostka oskarżyła w nim autorów raportu o brak kompetencji. „Rzekomy raport Pracowni na rzecz Wszystkich Istot o działalności Lasów Państwowych zawiera nieprawdziwe informacje. W opinii Lasów Państwowych jest to celowa i świadoma próba wprowadzenia w błąd opinii publicznej, mająca zdyskredytować pracę leśników” - napisano w oświadczeniu. Jak ponformowały Lasy Państwowe, raport „narusza dobre imię organizacji”, dlatego wobec jego autorów „mogą zostać podjęte odpowiednie kroki prawne”. Dodano również, że opracowanie zawiera wiele tez i wniosków, które „nie mają żadnych realnych podstaw albo opierają się na nieprawdzie”. 

Tak ważne lasy

Niezależnie od konfliktów politycznych należy mieć na uwadze, że lasy pełnią kluczową rolę w zażegnaniu wciąż postępującego kryzysu klimatyczno-ekologicznego. Są one bowiem między innymi jednymi z najważniejszych naturalnych rezerwuarów oraz pochłaniaczy CO2. Eksperci szacują, że ilość związanego w nich węgla (650 GT) jest porównywalna do tej znajdującej się w atmosferze (860 GT). Dodatkowo wiążą one także około 30 proc. rocznych emisji CO2 do atmosfery. Lasy są także najbardziej różnorodnymi biologicznie ekosystemami lądowymi, z którymi związane jest 80 proc. bioróżnorodności gatunków lądowych. Zarządzanie nimi przez władze, ale i odpowiedni szacunek do nich ze strony obywatela ma więc gigantyczne znaczenie dla tego, w jakim stopniu przyczynią się do powstrzymania kryzysu ekologicznego.