Efekt uboczny: oto ciemna strona zielonych technologii

Próba zahamowania zmian klimatycznych i związane z nią procesy transformacji energetycznej czy wprowadzenia elektromobilności nie budzą większych wątpliwości co do swojej zasadności. Problem w tym, że nowe zielone technologie nie rodzą się bez konsekwencji: każda z nich przynosi skutki, z którymi będziemy musieli się uporać.

Publikacja: 17.01.2021 11:55

Efekt uboczny: oto ciemna strona zielonych technologii

Foto: klimat.rp.pl

Czyste technologie tak czy inaczej mogą szkodzić środowisku. Niekoniecznie jednak chodzi o produkcję zanieczyszczeń. Weźmy elektrownie wodne. – To prawda, że emitują one zanieczyszczeń – przyznają analitycy z organizacji Earth.org w jednej ze swoich publikacji sprzed kilku miesięcy. – Ale hydoelektrownie zakłócają naturalny bieg rzek, uniemożliwiając rybom przemieszczanie się w dół i w górę ich biegu – dodają.

Zdaniem autorów powyższego stwierdzenia, z prowadzonych przez naukowców w ostatnich latach badań wynika, że 40 tysięcy już istniejących oraz 3700 będących w budowie lub zaplanowanych na rzekach całego globu elektrowni wodnych utrudni – a może uniemożliwi – egzystencję około 10 tysięcy gatunków ryb. Jeżeli szukamy przykładów tego, co się zapewne wydarzy, to spójrzmy na łososiowate: tamy w Ameryce Północnej doprowadziły do zniknięcia tych gatunków z tamtejszych rzek.

Większe śmigła, mniej śmierci

Podobny orzech do zgryzienia mają specjaliści z rynku energetyki wiatrowej. Ze statystyk przedstawianych przez US Fish And Wildlife Service wynika, że skrzydła turbin wiatraków produkujących „czysty” prąd zabijają lub ciężko ranią od 140 do 500 tysięcy ptaków rocznie – tylko w Ameryce. Co oznacza, że globalnie liczbę ofiar turbin trzeba byłoby liczyć pewnie w milionach.

Owszem, to wciąż zapewne niewielka liczba w porównaniu do liczby ptaków co roku ginących w zderzeniach z maszynami czy z łap swoich naturalnych wrogów, jak choćby koty. Jednak mnożące się protesty ekologów prowadzą do pogarszania się wizerunku branży, a co za tym idzie – niższej akceptacji dla jej poczynań.

Tu odpowiedź może przynieść sama technologia.

– Turbiny nie są sobie równe – tłumaczył w październiku na stronach portalu greentechmedia.com, Tim Norman, menedżer firmy inżynierskiej Niras. – Im większe, tym bardziej efektywne. A więc potrzebują mniej przestrzeni dla wygenerowania tej samej ilości energii – dodawał.

Oczywiście, z pozoru większa turbina to większe skrzydła, a zatem zagospodarowanie większej przestrzeni. W wyjaśnieniach Normana chodzi jednak – w olbrzymim uproszczeniu – o to, że duża turbina będzie potrzebować pół obrotu na to, co mniejsza turbina wyprodukowałaby w ciągu np. kilku obrotów. Z perspektywy naukowców efekt jest oczywisty: Norman twierdzi, że wymiana turbin o mocy 8MW na takie o mocy 12 MW może przynieść o 30 proc. niższą śmiertelność. Z kolei eksperymenty prowadzone w kalifornijskiej Altamont Pass Wind Resource Area (już w 2009 r.) dowodziły, że instalacja trzykrotnie potężniejszych turbin od dotychczasowych powoduje spadek śmiertelności na poziomie 65 proc.

Najmniej inwazyjna, najbardziej kłopotliwa

Niemało kontrowersji towarzyszy też fotowoltaice. Z pozoru najmniej inwazyjna z zielonych technologii, łatwo dostępna i możliwie prosta w obsłudze – również wiąże się z pewnymi kosztami, z których istnienia nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy.

Pierwszy kłopot, z jakim będziemy musieli się uporać, to niedostatek ziemi. Ośrodek National Renewable Energy Laboratory szacuje, że zapewnienie elektryczności dla tysiąca „przeciętnych” domów jednorodzinnych wymagałoby zabudowania panelami PV niemal 13 hektarów ziemi. W skali całych Stanów Zjednoczonych oznaczałoby to konieczność zabudowania panelami ok. 7,5 mln hektarów – a to już około 0,8 proc. całej powierzchni kraju.

I nie jest to jedyny związany z fotowoltaiką problem, z jakim będzie się musiała zmierzyć ludzkość.

– W perspektywie roku 2050, który jest przeważnie końcową datą użyteczności produkowanych dziś paneli solarnych, technologia ta przełoży się na 78 milionów ton odpadów. To jakieś 80 procent więcej niż roczna liczba odpadów z wszystkich obecnych technologii – szacują publicyści magazynu „Foreign Policy”.

Być może ten problem nie będzie ciążyć wszystkim równomiernie – podobnie jak dziś elektrośmieci lądują przeważnie w Afryce, tak może się skończyć ze zużytymi panelami. Problem w tym, że ta dewastacja, dziś w spektakularny sposób widoczna w państwach takich jak Ghana, to jeden z wielu przykładów ubocznych efektów energetycznej transformacji.

Uboczne skutki szlachetnych koncepcji

Żeby nie szukać daleko: rozpoczynająca się na naszych oczach rewolucja w motoryzacji – czyli przejście do elektromobilności – również odciska swoje piętno na Czarnym Lądzie. „W przypadku kobaltu, 60 proc. światowych dostaw pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga, gdzie w wielkiej ilości dziko działających kopalni pracują nawet 7-letnie dzieci” – przypomina brytyjski dziennik „The Guardian”. Oczywiście, brytyjscy publicyści wyważają tu otwarte drzwi: już w 2016 r. organizacja Amnesty International opublikowała głośny raport o pracy dzieci w jednym z najmroczniejszych zakątków Afryki.

Szkopuł w tym, że nielegalny – w najlepszym przypadku półlegalny – biznes rozkręcił się tu już dekady temu. W olbrzymiej mierze na potrzeby mobilnej telekomunikacji, bowiem bez afrykańskich surowców baterie do telefonów komórkowych zapewne nie byłyby tak wytrzymałe, jak są. W przeciwieństwie do „krwawych diamentów”, których wydobycie napiętnowano na rozmaite sposoby już dawno temu, w przypadku jakże użytecznych komponentów komórek na protesty porywają się nieliczni.

A wraz z wejściem na rynek nowych, zielonych technologii, kobaltu czy litu będziemy potrzebować coraz więcej. Wzrośnie zatem znaczenie miejsc takich jak Kongo, czy region nazywany Lithium Triangle, na pograniczu Argentyny, Boliwii i Chile – skąd pochodzi przeszło 50 proc. światowych dostaw litu. Podobnie w przypadku niklu, którego spore zasoby dostarcza na rynek Rosja kosztem zanieczyszczenia swoich rzek. Dorzućmy tu jeszcze np. wydobywanie metali szlachetnych w Chinach, gdzie nierzadko odbywa się to poprzez zalewanie gruntu kwasami przenikającymi do wód gruntowych (za podręcznikowy przykład uchodzi tu region Bayan Obo w Mongolii Wewnętrznej).

To zapewne początek długiej listy nowych zagrożeń i patologii, jakie pojawiają się na obrzeżach produkcji „czystszych” technologii. – Marsz w kierunku zerowych emisji będzie tworzyć nowe rodzaje presji na naszą planetę, przynajmniej w krótkoterminowej perspektywie – podsumowywał na łamach „The Guardian” prof. Richard Herrington z Natural History Museum w Londynie.

– Będziemy musieli nauczyć się, jak szacować zyski i straty w kontekście ekosystemu, tak jak robimy to dziś, rozważając kwestie ekonomiczne – dodawał.

A co najważniejsze, im wcześniej uświadomimy sobie obciążenia, jakie powstają w procesie transformacji energetycznej, tym szybciej mamy szansę znaleźć sposoby, by je zminimalizować, a może definitywnie się z nimi uporać. Taką przynajmniej mamy nadzieję.

Czyste technologie tak czy inaczej mogą szkodzić środowisku. Niekoniecznie jednak chodzi o produkcję zanieczyszczeń. Weźmy elektrownie wodne. – To prawda, że emitują one zanieczyszczeń – przyznają analitycy z organizacji Earth.org w jednej ze swoich publikacji sprzed kilku miesięcy. – Ale hydoelektrownie zakłócają naturalny bieg rzek, uniemożliwiając rybom przemieszczanie się w dół i w górę ich biegu – dodają.

Zdaniem autorów powyższego stwierdzenia, z prowadzonych przez naukowców w ostatnich latach badań wynika, że 40 tysięcy już istniejących oraz 3700 będących w budowie lub zaplanowanych na rzekach całego globu elektrowni wodnych utrudni – a może uniemożliwi – egzystencję około 10 tysięcy gatunków ryb. Jeżeli szukamy przykładów tego, co się zapewne wydarzy, to spójrzmy na łososiowate: tamy w Ameryce Północnej doprowadziły do zniknięcia tych gatunków z tamtejszych rzek.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Zielone kredyty bankowe – wspieranie klientów w działaniach proekologicznych
Materiał Promocyjny
Naszą siłą jest różnorodność
Materiał partnera
Już od wielu lat działamy w modelu obiegu zamkniętego
Materiał partnera
Przyszłość to system kaucyjny w aplikacji
Walka o klimat
Słońce oświetli i ogrzeje Europę
Akcje Specjalne
Dekarbonizacja gospodarki bez wodoru będzie bardzo trudna
Walka o klimat
Groźne topnienie wiecznej zmarzliny. Klimat zacznie ocieplać się jeszcze szybciej?
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży