Awantura o zwężanie ulic. Czego nie rozumie polski kierowca?

Udostępnij

Badania pokazują, że podczas gdy w Europie emisje z transportu malały, w Polsce rosły nawet o 76%. Kierowcy z naszego kraju wciąż jednak czują się zaszczuwani, gdy władze miast próbują dogonić zachodnie trendy.

Więcej zieleni, więcej miejsca dla pieszych i rowerzystów, mniejsze emisje pochodzące z transportu – taki plan przebudowy Alei Jerozolimskich przedstawił niedawno prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, ogłaszając przetarg na zaprojektowanie nowego wyglądu ulicy.

Warszawa ma iść w ślad innych europejskich stolic, takich jak Sztokholm, Paryż czy Kopenhaga, dostosowujących się nie tylko do potrzeb osób zmotoryzowanych, ale też pozostałych mieszkańców miasta. Jak można się było spodziewać, pomysł spotkał się z krytyką kierowców, żądających utrzymania status quo.

Czytaj też: Jak zachęcać do transportu publicznego po pandemii? Rozmowa z prof.  Andrzejem Szaratą, ekspertem transportu miejskiego z Politechniki Krakowskiej

„Przepraszam – czy można oprotestować pomysł transformacji Alej Jerozolimskich? Czy pomysły można konsultować? #ratusz @trzaskowski_ gdzie niby mają podziać się Ci wszyscy, którzy o 17.30 próbują przebić się przez centrum? Podróżni z bagażami z dworca?” – napisała na Twitterze dziennikarka TVN Anna Kalczyńska, ilustrując tweeta zdjęciami stojących w korku samochodów.

Zdecydowana większość komentarzy wskazywała alternatywne środki transportu, takie jak komunikacja publiczna. Łukasz Malinowski, redaktor naczelny wydawnictwa TOR wskazał na widoczne na zdjęciach autobusy i tramwaje, słusznie zauważając, że każdym z nich może podróżować więcej osób, niż w autach widocznych na zdjęciach opublikowanych przez Kalczyńską. „Nie stoisz w korku – jesteś korkiem” – napisał Malinowski.

Rzecznik prasowy Greenpeace Polska Marek Józefiak wkleił ilustrację potwierdzającą ile miejsca zajmują samochody w porównaniu z liczbą pasażerów, które mogą przewieźć. „To jest centrum Warszawy, a nie wieś bez transportu zbiorowego. Nie trzeba wszędzie jeździć autem” – napisał Józefiak.

Warto przypomnieć, że wg raportu Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych niemal 1/4 emisji CO2 w Polsce pochodzi z transportu, a podczas gdy w Unii Europejskiej w latach 2005-2017 odnotowano spadek emisji o 3%, w Polsce wzrósł aż o 76%.

Tymczasem jak wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Oksfordzkim przez profesora transportu Christiana Branda, zastąpienie samochodu rowerem raz dziennie, zmniejsza emisję CO2 z transportu statystycznego obywatela aż o 67%. Gdyby zaś 10% populacji zastąpiło jedną podróż samochodem przejażdżką środkiem transportu publicznego, emisje pochodzące z transportu indywidualnego zmniejszyłyby się aż o 19%.

W związku z wybuchem pandemii, w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii ruch drogowy spadł aż o 73%, a w Londynie toksyczne emisje na głównych drogach i skrzyżowaniach spadły niemal o połowę. Większym zainteresowaniem zaczęły się za to cieszyć rowery – w marcu w Pekinie z systemu rowerów miejskich skorzystało o 150% więcej osób niż przed wybuchem pandemii, w Nowym Jorku 67%. Na ulicach wielu miejsc pojawiły się nowe ścieżki rowerowe, mające zachęcać mieszkańców do pozostania przy tym środku transportu.

I choć nie ma wątpliwości, że nie wszyscy zdecydują się przesiąść na rowery, to pozostają też środki transportu publicznego, które – jak wskazali użytkownicy Twittera – mogą sprawnie dowieźć również do redakcji. Może więc nie trzeba oprotestowywać projektu, który będzie bardziej przyjazny dla mieszkańców i środowiska, a wystarczy zapoznać się z rozkładem jazdy autobusów i tramwajów miejskich?


Udostępnij
Zamknij
© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone Źródło: Rzeczpospolita
Zamknij