Reklama

UE nie zgadza się na „wegańskiego” kurczaka. Roślinny burger zostaje w sklepach

Negocjatorzy unijni ustalili, że katalog tradycyjnych nazw „mięsnych”, które będzie można używać w odniesieniu do roślinnych produktów, ulegnie uszczupleniu o 31 pozycji. Na półkach pozostaną wegańskie burgery i kiełbasa, ale znikną z nich m.in. roślinne steki oraz bekon.
Zakazane ma zostać używanie terminu „mięso” w odniesieniu do żywności roślinnej.

Zakazane ma zostać używanie terminu „mięso” w odniesieniu do żywności roślinnej.

Foto: Tara Clark Unsplash

Uczestnicy negocjacji trójstronnych między Parlamentem Europejskim, Radą i Komisją Europejską uzgodnili zakaz używania szeregu nazw w odniesieniu do produktów alternatywnych dla mięsa. Oznacza to, że producenci roślinnych zamienników mięsa będą zmuszeni do zmiany niektórych nazw swoich produktów.

Zakazane będzie używanie terminu „mięso” w odniesieniu do żywności roślinnej, a także nazw takich jak: wołowina, cielęcina, wieprzowina, drób, kurczak, indyk, kaczka, gęś, jagnięcina, baranina, baranina, koza, podudzie, polędwica, polędwica, stek, żeberka, łopatka, golonka, kotlet, skrzydło, pierś, wątroba, udo, mostek, antrykot, stek T-bone, rostbef i boczek. W sklepach wciąż jednak będzie można nabyć m.in. wegańskie nuggetsy, szynkę, burgera czy parówki. Zakaz będzie miał również zastosowanie do produktów hybrydowych, czyli mięsnych, do których dodano białko roślinne oraz do niedostępnego jeszcze na rynki europejskim mięsa hodowanego w laboratorium.

UE: Koniec z „roślinnym” kurczakiem i bekonem

Unijna decyzja wzbudziła aprobatę producentów mięsa oraz części polityków. Cypryjska ministra rolnictwa, Maria Panayiotou stwierdziła, że "dzięki wspieraniu przedsiębiorców rolnych i zwiększaniu znaczenia organizacji producentów, dajemy rolnikom dodatkowe narzędzia do zapewnienia przewidywalnej i zrównoważonej przyszłości", a francuska eurodeputowana Céline Imart uznała to za „bezsprzeczny sukces dla naszych hodowców bydła”.

Wielu ekspertów wyraziło jednak dezaprobatę, podkreślając, że nowy zakaz nie przyniesie żadnych korzyści. Branża mięsna przekonywała wcześniej, że zmiany w nazewnictwie są konieczne, aby chronić konsumentów, jednak szereg badań przeprowadzonych na przestrzeni ostatnich lat potwierdził, że klienci nie mają problemów z odróżnianiem produktów mięsnych od roślinnych. „Mięsne” nazwy pomagają im natomiast zrozumieć z jakim typem produktu mają do czynienia i w jaki sposób mogą go przyrządzić.

Czytaj więcej

Drzewa rozwiążą problem emisji CO2 w miastach? Niemcy znaleźli rozwiązanie
Reklama
Reklama

Alicja Bućko z organizacji RoślinnieJemy potwierdza w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że argument dotyczący ochrony konsumentów jest chybiony. – Badania konsumenckie pokazują, że stosowane dotychczas nazwy nie wprowadzają konsumentów w błąd. Dlaczego więc marnujemy europejskie zasoby na problem, który po prostu nie istnieje? Dobrze, że przynajmniej część nazw, które dają konsumentom ważną informację na temat przeznaczenia produktu, jak „burger” czy „kiełbasa”, została zachowana. Mimo to efektem negocjacji jest chaos i niekonsekwencja. – mówi Bućko.

Według opinii think tanku Good Food Institute, „wprowadzanie arbitralnych zmian w tych utrwalonych praktykach etykietowania jest oderwane od codziennego języka, którym posługują się ludzie”, a nowe ograniczenia wiążą się ze sporymi kosztami dla roślinnych producentów.

– Co prawda cieszy nas, że ostatecznie udało się zachować najbardziej powszechne i zrozumiałe dla konsumentów określenia, takie jak ‘roślinny burger’ czy ‘roślinna kiełbasa’, ale jednocześnie utwierdza nas to w przekonaniu, że cała debata była w dużej mierze dyskusją o nieistniejącym problemie. Konsumenci doskonale wiedzą, czym są produkty roślinne i jak z nich korzystać – zaznacza Igor Sadurski, założyciel firmy Bezmięsny oraz członek Polskiego Związku Producentów Żywności Roślinnej. – Z perspektywy producentów żywności roślinnej w Europie ważniejsze są dziś zupełnie inne wyzwania – rosnące koszty produkcji, konkurencyjność europejskich firm czy potrzeba wspierania innowacji w sektorze żywności. Regulacje dotyczące nazw nie rozwiązują żadnego z tych problemów, a mogą generować dodatkowe koszty i niepewność regulacyjną dla firm działających na rynku.

UE: „Roślinny” kurczak – nie, „roślinny” burger – tak

Decyzja unijnego ustawodawcy jest też niezrozumiała z uwagi na fakt, że żywność pochodzenia roślinnego ma znacznie mniejszy ślad węglowy niż produkty mięsne, a zatem wspieranie produkcji roślinnej powinno być priorytetem. Według badania opublikowanego w ubiegłym roku na łamach Frontiers in Nutrition, pełnowartościowa dieta roślinna może generować nawet 46 proc. mniej gazów cieplarnianych niż tradycyjna, wymaga też wykorzystania o 7 proc. mniej wody i o 33 proc. mniej gruntów.

Warto dodać, że w dniu, w którym przyjęto zakaz stosowania owych 31 nazw, państwa członkowskie przyjęły również poprawki do unijnego prawa klimatycznego, zakładające redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku w porównaniu z poziomami z 1990 roku.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez BALPRO, stowarzyszenie branży roślinnych alternatyw w Niemczech, straty rynkowe wynikające z zakazu mogą w samych Niemczech wynieść ok. 250 mln euro. Zgodnie z analizą opartą na raporcie SYSTEMIQ, koszt regulacji dla sektora może do 2040 roku prowadzić do niższej prognozowanej wartości dodanej brutto w UE o nawet 56 miliardów euro rocznie.

Reklama
Reklama

Producenci roślinnych alternatyw będą mieli trzy lata na wyczerpanie zapasów i dostosowanie się do nowych przepisów. Tekst regulacji zostanie sfinalizowany w przyszły piątek, a następnie poddany pod głosowanie w Radzie ds. Rolnictwa i Rybołówstwa z udziałem ministrów ze wszystkich 27 państw członkowskich oraz na posiedzeniu plenarnym Parlamentu.

Na talerzu
Miasta w Europie zakazują reklam mięsa i paliw. „To nasz akt odpowiedzialności”
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Na talerzu
Żywność staje się bardziej kaloryczna, ale mniej odżywcza. Spada ilość białka
Na talerzu
Pozew przeciw producentom żywności przetworzonej. „Jedzenie szkodliwe dla ludzi”
Na talerzu
Marnowanie żywności w UE. Jak Polska wypada na tle innych państw Unii?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama