Mikołaj Gumulski: przyszłość, która miała nie nadejść

Udostępnij

Rzeczywistość pokazuje, że na politykę i biznes działa tylko protest czy inna forma nacisku, a systemowe i społeczne zmiany zadzieją się, gdy weźmiemy się za nie wszyscy.

Przez cały okres szkolny powtarzano mi, że to, kim będę, zależy od tego, jak się uczę, od tego, jakim będę człowiekiem, czy będę potrafił znajdować i pielęgnować prawdziwe przyjaźnie. Mówiono mi, jak się rozwijamy, że świat idzie do przodu, wszystko jest coraz lepsze i prawie każdemu jest coraz lepiej. Tego uczono mnie w szkole, kościele, telewizji, radiu, takie opowieści snuli politycy oraz dziennikarze. Miało być po prostu lepiej, a wystarczyło do tego być dobrym człowiekiem i obywatelem. Przyszłość była moja i zależała ode mnie oraz odrobiny szczęścia.

Dziś widzę, że nie tyle ją nam odebrano, ile nigdy nie zamierzano nam jej dać. Jedyne, co nam pozostaje, to ją sobie wywalczyć.

Raporty naukowe mówią jasno: pędzimy ku zagładzie, nauka od ponad 50 lat ostrzega nas o katastrofalnych dla klimatu skutkach działalności człowieka. Politycy, niezależnie od barw partyjnych, wpierw negowali, a później bagatelizowali zagrożenie. Kalkulują, co dziś może im dać działanie w sprawie zmiany klimatu, tak jakby konsekwencje wieloletnich złych działań można było cofnąć w miesiąc. Nadal, wbrew ostrzeżeniom nauki, świadomie bądź nie, nie doceniają wagi problemu w swojej narracji. I gdyby nie coraz mocniejszy głos zwykłych ludzi, zaręczam, żaden polityk nie przejmowałby się klimatem.

Dlatego działam. Strajkuję i edukuję siebie i innych. W tej walce o przyszłość nie sposób przecież liczyć na klasę polityczną. Świat, w którym po prostu warto i można żyć musimy wywalczyć sobie sami. Brak działania postrzegałbym jako niemą zgodę na skutki zmiany klimatu, katastrofalne dla wszystkich i wszystkiego, co dla mnie ważne. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł przestać się angażować.

Katastrofa klimatyczna to częstsze i silniejsze pożary, powodzie, susze, huragany. To nowe choroby roślin, zwierząt i ludzi, to wojny o zasoby, wodę i tereny zdatne do zamieszkania. To także wielkie migracje, do 2050 r. miejsce zamieszkania w związku ze zmianami klimatycznymi zmienią setki milionów ludzi, a z końcem stulecia będą to nawet miliardy. Katastrofalnych skutków doświadczają już mieszkańcy południowej półkuli, ale co będzie, jeśli i my staniemy oko w oko z taką rzeczywistością, a w już biedniejszych i bardziej poszkodowanych państwach będzie jeszcze gorzej? Jaki los czeka wtedy prawa człowieka, wolność, solidarność i poczucie wspólnoty, czy nie obudzą się demony wojny, nie wróci ksenofobia, odczłowieczenie całych grup społecznych i totalitaryzm? Czy nie czekają nas podobnie niespokojne czasy jak te sprzed około wieku?

Tak, boję się świata rodem z naszej mrocznej przeszłości czy tego opisanego w książkach takich jak „Rok 1984”. Boję się zamknięcia w twierdzach, w których życie będzie wymagało poświęcania naszych dotychczasowych wartości, zasobów, a nawet istnień. Boję się wegetacji większości, aby garstka mogła cieszyć się luksusem.

Nie potrafię myśleć o przyszłości bez myślenia o katastrofie klimatycznej. Wpływa ona na moje plany, marzenia i nadzieje, do których odebrano mi prawo. Jednak pamiętam jeszcze rzeczywistość, w której zmiana klimatu nie była priorytetowym tematem debaty publicznej. Jest to oczywiście wynik zaniedbania władz i mediów, lecz w pewnym sensie cieszę się, że mogłem zaznać świata, którego nie pozna już mój młodszy brat. Wiem, że całe jego życie będzie naznaczone widmem kryzysu. Przeraża mnie myśl, że gdy będzie w moim wieku, nie będzie miał już nawet prawa zawalczyć o swoje prawo do przyszłości, bo może być za późno.

Rzeczywistość pokazuje, że na politykę i biznes działa tylko protest czy inna forma nacisku, a systemowe i społeczne zmiany zadzieją się, gdy weźmiemy się za nie wszyscy. Czasami łapię się na tym, że chciałbym nie wiedzieć, żyć w nieświadomości, nie angażować się i nie przejmować się tym problemem. Byłoby łatwiej. Ale w jakim kraju i w jakim świecie obudziłbym się za kilkadziesiąt lat? Jaką przyszłość miałby wtedy mój młodszy brat?


Udostępnij
Zamknij
© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone Źródło: Rzeczpospolita
Zamknij