Naukowcy od lat ostrzegają, że Ziemia stoi na progu szóstego masowego wymierania gatunków – według raportu WWF Living Planet Report 2026, w ciągu ostatnich 50 lat średnia liczebność monitorowanych populacji dzikich gatunków spadła o 73 proc. Zagrożeniem dla bioróżnorodności są m.in. coraz częstsze i bardziej intensywne ekstremalne wydarzenia pogodowe, będące wynikiem antropogenicznych zmian klimatu. Wysychające mokradła i wycinane lasy deszczowe, zamiast magazynować dwutlenek węgla, zaczynają go wytwarzać, przyczyniając się do dalszego pogłębiania się problemu.

Lepiej wygląda sytuacja na terenach zamieszkiwanych przez społeczności rdzenne. Choć stanowią one jedynie 22-25 proc. powierzchni planety, mieszczą aż 80 proc. różnorodności biologicznej. Ponad 10 proc. zasięgu występowania 60 proc. gatunków ssaków lądowych przypada na tereny zamieszkane przez ludność rdzenną. Przez wieki mieszkańcy tych terytoriów podchodzili do przyrody w sposób zrównoważony, pielęgnując ekosystemy i produkując żywność w zgodzie ze środowiskiem. Szacunek wobec natury zawsze był integralną częścią ich filozofii życia oraz religii i do dziś stanowi jedną z naczelnych zasad, którymi się kierują. Świadomi korzyści, jakie ich opieka przynosi lokalnej przyrodzie, przedstawiciele rdzennych społeczności podpisali we wrześniu Deklarację z Nairobi. Jej treść to swego rodzaju akt oskarżenia wobec państw bogatej Północy.

CO2 na wagę złota

„Nasze terytoria są przedmiotem handlu na rynkach emisji dwutlenku węgla, w ramach systemów kredytów bioróżnorodności i mechanizmów kompensacyjnych, które służą »zielonemu mydleniu oczu« (greenwashingowi) i maskowaniu szkodliwych działań korporacji transnarodowych. Mimo nadania im statusu »obszarów chronionych«, są one dewastowane i oddawane pod eksploatację w formie kopalni odkrywkowych, »zielonego« górnictwa surowców kluczowych dla transformacji energetycznej oraz komercyjnych plantacji kauczuku, sosny, herbaty, kawy, soi i drzewa tekowego. Otwiera się je na turystykę typu safari, która okazuje brak szacunku rdzennym ludom i naszym przodkom” – czytamy w dokumencie, pod którym podpisy złożyło 60 przedstawicieli ludów rdzennych z 16 krajów świata, zrzeszonych w ramach Sojuszu Ziem Ludów Rdzennych. Autorzy deklaracji piszą wprost – od dekad terytoria należące do rdzennych społeczności są „rozkradane przez kartele zajmujące się ochroną przyrody pod pretekstem ratowania Matki Ziemi”, bez zgody ich prawowitych mieszkańców.

Czytaj więcej

Raport IPCC solą w oku kilku krajów. Ich rządy chcą opóźnienia publikacji

Nie ulega wątpliwości, że znacznie lepsze wyniki w ochronie środowiska mają właśnie rdzenni mieszkańcy. Widać to choćby na przykładzie zarządzania lasami Amazonii, której tamtejsza ludność liczy 1,5 mln mieszkańców z 385 grup etnicznych, zamieszkujących blisko jedną trzecią regionu leżącego w dziewięciu krajach. Według badania przeprowadzonego przez World Resources Institute, w latach 2001-2021 lasy znajdujące się na terenach zamieszkiwanych przez rdzenne społeczności pochłaniały średnio 340 mln ton CO2 rocznie. Z kolei lasy znajdujące się poza ich terytoriami, traciły więcej drzew i każdego roku uwalniały do atmosfery ok. 270 mln ton CO2.

W czerwcu na łamach czasopisma naukowego „Humanities and Social Sciences Communications” ukazało się badanie przeprowadzone przez organizację Conservation International. Skupiono się w nim na związku między praktykami kulturowymi i systemami zarządzania rdzennych społeczności, a korzyściami dla klimatu i przyrody. Naukowcy przeprowadzili wywiady z ich przedstawicielami z 43 grup zamieszkujących sześć kontynentów, pytając o wieloletnie praktyki związane m.in. z obserwacją przyrody.

Czytaj więcej

Letnie upały uderzają w hodowców. Mniej tłuszczu w mleku, bardziej kruche jajka

Wszyscy uczestnicy badania potwierdzili, że zaobserwowali na swoich terytoriach ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak susze. 96 proc. potwierdziło, że ich społeczności posiadają wyznaczone obszary lądowe lub wodne, które pełnią rolę obiektów sakralnych lub kulturowych, a jednocześnie stanowią siedliska dzikiej przyrody i ostoje starodrzewu. O negatywnych skutkach wpływu działalności przemysłu wydobywczego, wyrębu lasów, rolnictwa komercyjnego oraz inwestycji infrastrukturalnych mówiło sześciu z dziesięciu ankietowanych.

Opór ludów rdzennych

Autorzy badania zauważyli efekty praktyk ludów rdzennych, takie jak zatrzymywanie na zamieszkiwanych przez nie terytoriach ponad jednej trzeciej światowych zasobów tzw. „nieodwracalnego węgla”, którego uwolnienie do atmosfery uniemożliwiłoby jego ponowne związanie w czasie wystarczającym, by zapobiec katastrofie klimatycznej. Jak potwierdziła Sushma Shrestha, dyrektor ds. wiedzy rdzennej w organizacji Conservation International i główna autorka badania, poza liczbami istotne są praktyki kulturowe i bezcenna wiedza rdzennych ludów.

– Odkryliśmy, że wysoki poziom magazynowania węgla i bogactwo bioróżnorodności na tych terenach nie są przypadkowe – wynikają one z nieprzerwanej obecności rdzennych mieszkańców, a nie powstają pomimo niej. – podkreśliła.

Czytaj więcej

Jakość wody w europejskich rzekach. Polska w grupie „pomarańczowej”

Wśród przykładów korzystnych praktyk tych społeczności wymieniono m.in. ograniczenia polowania na samice tapirów, jaguary i inne zwierzęta przez społeczności Kichwa w Ekwadorze, ochronę kluczowych dla lokalnej fauny dziko rosnących drzew owocowych i palm przez lud Mamoadate w Brazylii czy wprowadzony przez plemię Waka w Papui-Nowej Gwinei zakaz wykorzystywania trawy kunai do krycia dachów w określonych porach roku, aby umożliwić jej regenerację.

Opublikowany w 2021 r. raport Indigenous Resistance Against Carbon wykazał, że w ciągu dekady opór rdzennych mieszkańców wobec projektów związanych z paliwami kopalnymi w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie powstrzymał lub opóźnił emisję gazów cieplarnianych w ilości odpowiadającej co najmniej 25 proc. rocznych emisji USA i Kanady. Autorzy raportu przyznali, że rdzenne społeczności są prawdziwymi liderami w kwestii działań na rzecz klimatu, nie tylko skutecznie blokując szkodliwe działania naftowych gigantów, ale również tworząc precedensy dla budowania skutecznych ruchów na rzecz sprawiedliwości społecznej.

Ich zasługi dla ochrony przyrody docenił również Sekretarz Generalny ONZ António Guterres, nazywając ich „wielkimi strażnikami przyrody”, „żywą biblioteką wiedzy o ochronie bioróżnorodności” oraz „orędownikami działań na rzecz klimatu”. Warto jednak zauważyć, że z uznaniem nie idzie w parze wsparcie finansowe.

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez organizację Rainforest Foundation Norway, w latach 2011–2020 ludy rdzenne i społeczności lokalne zajmujące się kwestiami własności gruntów oraz gospodarką leśną, otrzymały mniej niż 1 proc. światowych środków przeznaczonych na łagodzenie skutków zmian klimatu oraz adaptację. Co więcej, ich przedstawiciele borykają się z szeregiem zagrożeń, takich jak ubóstwo, niesprawiedliwość środowiskowa czy łamanie praw człowieka. Szacuje się, że obecnie na świecie w 90 krajach żyje niemal pół miliarda rdzennych mieszkańców. Spośród niemal 200 obrońców środowiska, którzy padli ofiarą morderstwa w 2023 r., prawie połowę stanowili przedstawiciele rdzennych ludów. Ich populacje maleją i część z nich może wkrótce całkowicie zniknąć, a wraz z nimi odejdzie bezcenna wiedza przekazywana od pokoleń oraz tradycyjne praktyki. Szacuje się, że każdego roku wymiera ok. 20 rdzennych języków.

Jak na ironię, rdzenne społeczności często są wysiedlane w związku z wdrażaniem rozwiązań mających chronić przyrodę. Przykładem było wysiedlenie Masajów w Tanzanii – choć rząd przekonywał, że powodem jest konieczność stworzenia parku, w którym chronione będą dzikie gatunki zwierząt, na terenie tego parku pozwolił zagranicznym turystom na polowanie. W podobny sposób odbyło się wysiedlenie ludu Ogiek w Kenii. Władze kraju uzasadniły to rzekomym niszczeniem przez rdzenne społeczności lasu Mau, pełniącego kluczową funkcję jako obszar zlewni rzek w regionie. W rzeczywistości wysiedlenia związane były z planami komercjalizacji lasów w ramach globalnego handlu emisjami CO2.

Zielony kolonializm

Choć rdzenne społeczności niewątpliwie działają na korzyść przyrody, stanowią sól w oku polityków, którzy w tych zasobach widzą jedynie korzyść finansową. Przykład takiego konfliktu interesów można zaobserwować w Argentynie, gdzie rząd Javiera Milei dąży do wprowadzenia przepisów dotyczących własności prywatnej, które ułatwiłyby usuwanie przedstawicieli rdzennych społeczności z należących do nich terytoriów poprzez tzw. „ekspresową eksmisję”. Projekt ustawy budzi zastrzeżenia prawników, którzy wskazują na jej niezgodność z konstytucją oraz podpisanymi przez Argentynę umowami międzynarodowymi, dotyczącymi praw ludności rdzennej. We wrześniu hiszpańska agencja informacyjna EFE podała, że w minionych tygodniach Argentyna przeprowadziła lub usiłowała przeprowadzić eksmisje przedstawicieli społeczności Mapucze, Keczua i Mbya Guarani w prowincjach Neuquén, Jujuy i Misiones. Tereny te od lat stanowią obiekt zainteresowania zagranicznych inwestorów.

Rdzenni mieszkańcy Argentyny w ciągu ostatnich lat protestowali też przeciwko zmianie lokalnego prawa prowincji Jujuy, mającego ułatwić eksploatację złóż litu na terenach należących do nich. Wydobycie litu nie tylko utrudnia funkcjonowanie drobnych rolników, ale też pochłania ogromne ilości wody. Prowadzi również do zaburzenia relacji z górami, z którymi rdzenne społeczności od pokoleń czują wyjątkową więź.

Politycy walczący z ludnością rdzenną nie osiągają dobrych wyników w zakresie ochrony przyrody, czego przykładem była prezydentura Jaira Bolsonaro, sprawującego urząd prezydenta Brazylii w latach 2019-2022. Po latach ograniczania wylesiania brazylijskiej części Amazonii, objęcie władzy przez Bolsonaro doprowadziło do kolejnych niechlubnych rekordów w zakresie powierzchni wyciętych lasów. Wg danych brazylijskiego Narodowego Instytutu Badań Kosmicznych (INPE), w ciągu pierwszego półrocza 2022 r. wylesiono ponad 3980 kilometrów kwadratowych Amazonii, co mocno osłabiło zdolność lasu do regeneracji po suszach i pożarach. Naukowcy ostrzegali wówczas, że Puszcza Amazońska zbliża się coraz szybciej do krytycznego momentu. Bolsonaro już w trakcie swojej kampanii prezydenckiej obiecywał, że zlikwiduje agencję ds. ludności rdzennej (FUNAI), która odpowiadała za wyznaczanie terytoriów rdzennych. O przedstawicielach rdzennych społeczności mówił, że nie mają własnej kultury, za to posiadają zbyt wiele ziemi.