Kilka dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, firma Shell oświadczyła, że zamierza wycofać się ze wszystkich przedsięwzięć wspólnych z rosyjskim koncernem Gazprom. Jej dyrektor generalny Ben van Beurden poinformował, że firma jest „zszokowana ofiarami śmiertelnymi w Ukrainie”.

W ramach wycofywania się z tej współpracy, firma zdecydowała się m.in. na rezygnację z flagowego zakładu Sachalin II, którego właścicielem i operatorem jest w 50 proc. Gazprom. Podjęła również decyzję o sprzedaży 50 proc. udziałów w dwóch syberyjskich projektach naftowych oraz wycofaniu się z projektu gazociągu Nord Stream 2.

Szef Shella oświadczył, że decyzja o rezygnacji ze współpracy z Gazpromem została podjęta „z przekonaniem”. Nie możemy – i nie będziemy – stać z boku" – dodał van Beurden, podkreślając, że rosyjski atak na Ukrainę to "bezsensowny akt militarnej agresji, zagrażający bezpieczeństwu Europy".

Czytaj więcej

Największe zagrożenia dla światowej gospodarki. Zmartwienia sprzed wojny

Zaledwie kilka dni później okazało się, że firma zdecydowała się na zakup w okazyjnej cenie 725 tysięcy baryłek rosyjskiej ropy Urals od handlowca towarowego Trafigura. Eksperci oszacowali, że na kontrowersyjnej transakcji Shell może zarobić nawet 20 mln dolarów, po przepuszczeniu ropy przez swój system rafinacji oraz sprzedaży.

Decyzja firmy, stojąca w sprzeczności z jej wcześniejszymi deklaracjami, oburzyła m.in. ukraińskiego ministra spraw zagranicznych Dmytro Kulebę, który na Twitterze napisał: „Powiedziano mi, że Shell dyskretnie kupił wczoraj trochę rosyjskiej ropy. Jedno pytanie do Shella: czy rosyjska ropa nie pachnie Wam ukraińską krwią?”.

W oświadczeniu Shell podkreślił, że prowadził „intensywne rozmowy z rządami i nadal postępuje zgodnie z ich wskazówkami w kwestii bezpieczeństwa dostaw, i jest doskonale świadomy, że musi radzić sobie z tym dylematem z najwyższą ostrożnością”. „Nie podjęliśmy tej decyzji lekko i rozumiemy siłę uczuć wokół niej” – napisała firma, podkreślając, że zakup rosyjskiej ropy był koniecznością, aby uniknąć zakłóceń w dostawach i dostarczyć ją na czas do Europy.

Shell zadeklarował również przeznaczenie zysków „z ograniczonej ilości rosyjskiej ropy, którą był zmuszony kupić” na specjalny fundusz oraz współpracę z partnerami pomocowymi i agencjami humanitarnymi, aby „określić, gdzie pieniądze z tego funduszu są najlepiej umieszczone, aby złagodzić straszne konsekwencje wojny z narodem Ukrainy”.

Mimo, że rosyjski eksport energii nie został objęty dotkliwymi sankcjami, większość zachodnich firm powstrzymuje się obecnie od transakcji z Rosją. Według danych firmy konsultingowej Energy Aspects, 70 proc. rosyjskiej ropy „walczy o znalezienie nabywców”, a jej cena jest mocno obniżana.