Niedobór wody oraz susza stanowią obecnie większe zagrożenie dla dzikich zwierząt niż kłusownictwo. W ramach masowej misji ratunkowej, konieczne było przesiedlenie kilku tysięcy zwierząt z obszarów Zimbabwe szczególnie dotkniętych konsekwencjami zmian klimatu.
Decyzja była podyktowana chęcią ratowania przedstawicieli dzikich gatunków przed poważnym brakiem wody. Zimbabwe w ogromnym stopniu cierpi z powodu ocieplającego się klimatu – szacuje się, że do końca wieku temperatura może tam wzrosnąć o 3°C w stosunku do poziomów przedindustrialnych, z kolei roczne opady deszczu mogą spaść o 5-18 proc., szczególnie na południu kraju. Wzorce opadów mogą ulec zmianom, a zjawiska takie jak susze, powodzie czy burze przybiorą na sile oraz częstotliwości występowania.
Czytaj więcej
Rekiny epoletowe, które starają się przystosować do warunków niskiego natlenienia wody na Wielkie...
Jak podkreśla Tinashe Farawo, rzecznik Zimbabwe National Parks and Wildlife Management Authority, z Rezerwatu Doliny Zimbabwe w ramach „Projektu Rewild Zambezi” przeniesiono ok. 400 słoni, 2000 impali, 70 żyraf, 50 bawołów, 50 antylop gnu, 50 zebr, 50 elandów, 10 lwów oraz watahę 10 dzikich psów. Zwierzęta trafiły do trzech rezerwatów na północy: Sapi, Matusadonhy i Chizariry.
To pierwsza od 60 lat sytuacja, w której zdecydowano się na przesiedlenie tak wielu dzikich zwierząt w kraju. W latach 1958-1964 przetransportowano tam ponad 5000 zwierząt w ramach „Operacji Noe”, aby uratować dziką przyrodę przed podnoszącą się wodą w efekcie budowy ogromnej tamy hydroelektrycznej na rzece Zambezi.