Jak wskazuje prof. Zbigniew Karaczun z SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej w wielu regionach Polski, zwłaszcza na północy kraju, deszczu nie było już ponad 5 tygodni. Jeśli jeszcze nałożymy na to bardzo ciepły początek roku – styczeń był cieplejszy aż o 2,2°C od średniej wieloletniej, a temperatury w marcu także zapewne będą wyższe od średniej - to nie ma się co dziwić, że wilgoci w glebie zaczyna brakować.

- A na razie nie widać w prognozach, aby sytuacja mogła się poprawić. Już w tej chwili potrzebujemy przynajmniej kilku deszczowych dni, aby glebie przywrócić pożądaną wilgotność – komentuje ekspert.

Profesor podkreśla, że to nie pierwszy rok, kiedy z niepokojem patrzymy w niebo i czekamy na deszcz. Praktycznie od 2010 roku mamy w Polsce permanentną suszę letnią, a zamiast długotrwałych opadów, tak potrzebnych rolnictwu, coraz częściej występują deszcze nawalne, w tym katastrofalne, gdy w ciągu doby spada ponad 70 litrów na m2. Takie gwałtowne opady nie tylko nie poprawiają sytuacji, ale tworzą zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, mogą niszczyć infrastrukturę i powodować ogromne straty. Dość przypomnieć lipiec zeszłego roku, kiedy to tego typu deszcze spowodowały błyskawiczne powodzie w Europie, powodując śmierć ponad 250 osób i straty szacowane na pod 40 miliardów dolarów.

Czytaj więcej

Rzeki i jeziora są zdewastowane. Stąd susze i powodzie

- Dlatego nie powinno nas dziwić, że polscy rolnicy za najważniejsze zagrożenie dla ich działalności uznają skutki zmiany klimatu. Taki wynik otrzymała Koalicja Klimatyczna prowadząca badania wśród sadowników z regionu sandomierskiego, podobne rezultaty uzyskał zespół naukowców prowadzących badania w 11 krajach Unii Europejskiej. Już dziś sadownicy i rolnicy muszą się mierzyć nie tylko z suszą lub nawalnymi deszczami, ale także z coraz częściej występującym gradem czy huraganowym wiatrem i trąbami powietrznymi. Coraz większym zagrożeniem są też późne przymrozki. Ponieważ sezon wegetacyjny rozpoczyna się coraz wcześniej, to występują one w okresie, gdy uprawy są szczególnie narażone na stres zimna - mówi Zbigniew Karaczun.

Jego zdaniem zagrożenia, jakie dla rolnictwa powodują skutki zmiany klimatu powinniśmy traktować bardzo poważnie, szczególnie w kontekście wojny, jaka toczy się w Ukrainie. Kraj ten jest bowiem jednym z największych eksporterów płodów rolnych, szczególnie pszenicy, kukurydzy czy oleju rzepakowego.

- Z powodu agresji Rosji, Ukraina musiała zatrzymać już zakontraktowany eksport tych produktów, a działania prowadzone przez Rosjan mogą uniemożliwić zasiew na wiosnę tego roku. Wzrost cen energii (zwłaszcza gazu) wpłynął także na wzrost cen nawozów, niektóre z nich na polskim rynku podrożały w ciągu ostatniego roku nawet 6 krotnie! A warto też pamiętać, że na nasz rynek przed wojną w Ukrainie trafiały nawozy importowane z Rosji – to około 27 proc. naszych potrzeb. Dziś trudno sobie wyobrazić, że nadal będziemy je kupować w tym kraju, wspomagając w ten sposób reżim Putina. Jeśli jeszcze okazałoby się, że przebieg pogody w tym roku, ze względu na skutki zmiany klimatu, będzie niekorzystny, może nam grozić istotne ograniczenie bezpieczeństwa żywnościowego. Choć zapewne w Europie nie spowoduje to głodu, to na pewno zjawisko to pogłębi się w sposób znaczący w Afryce czy Azji. Jednak skutki odczujemy także my – przede wszystkim w formie istotnie wyższych cen żywności. Dlatego nie ma wątpliwości, że powstrzymanie zmiany klimatu staje się podstawowym czynnikiem, jaki może zagwarantować nam bezpieczeństwo żywnościowe - dodaje ekspert.