Tuż po objęciu urzędu Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone wycofują się z porozumienia paryskiego, które nazwał „niesprawiedliwym, jednostronnym oszustwem”. Eksperci i naukowcy mocno krytykowali tę decyzję amerykańskiej administracji, przekonując, że jest skrajnie niekorzystna dla kraju. Unijny komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra stwierdził, że świadczy ona o „wyraźnym braku przywództwa”, a reputacja Stanów Zjednoczonych mocno przez to ucierpi.
Donald Trump pierwszego dnia ogłosił też „narodowy stan wyjątkowy w energetyce”, mający usprawiedliwić maksymalizację wydobycia paliw kopalnych, choć Stany Zjednoczone już za poprzedniej administracji wydobywały więcej ropy naftowej niż jakikolwiek inny kraj w historii. W ciągu zaledwie pierwszych 100 dni prezydentury podjął łącznie co najmniej 145 działań w celu uchylenia przepisów dotyczących ochrony środowiska, czyli więcej niż w ciągu całej swojej pierwszej kadencji prezydenckiej.
Polityka klimatyczna USA w czasach Trumpa
Już w czasie kampanii Donald Trump otwarcie promował branżę paliw kopalnych, która mocno przyczyniła się do jego zwycięstwa, wydając setki milionów dolarów, aby zagwarantować przewagę swojego kandydata. Administracja amerykańska podjęła działania mające na celu maksymalizację rozwoju wydobycia ropy naftowej i gazu na Alasce, cofając ograniczenia wprowadzone za czasów Bidena nałożone na Narodowy Rezerwat Ropy Naftowej na Alasce i ponownie otwierając Arktyczny Narodowy Rezerwat Przyrody dla celów wiertniczych. Trump podpisał też serię rozporządzeń wykonawczych mających na celu ożywienie umierającego przemysłu węglowego poprzez przyspieszenie wydawania dzierżaw i usprawnienie procesu uzyskiwania pozwoleń na wydobycie węgla na gruntach federalnych.
Czytaj więcej
Nowe badania przeprowadzone przez naukowców z niemieckich Leibniz Institute for Baltic Sea Resear...
Naftowi giganci z USA zostali również hojnie wynagrodzeni poprzez nowe ulgi podatkowe dla branży o wartości ok. 18 mld dol., a jednocześnie administracja w Waszyngtonie wycofała zachęty dla rozwoju czystych źródeł energii. Aby zagwarantować właściwą troskę o interesy branży paliwowej, sporą część stanowisk obsadził osobami z nią związanymi. Według raportu organizacji Public Citizen, co najmniej 111 pracowników zatrudnionych w agencjach rządowych oraz w Białym Domu stanowili ludzie przychylni naftowym gigantom, a 43 z nich było w nich zatrudnionych. Wśród nich wymienić można np. sekretarza ds. energii, Chrisa Wrighta, który wcześniej zajmował stanowisko prezesa firmy Liberty Energy, zajmującej się szczelinowaniem hydraulicznym.