Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób sadzenie lasów wpływa na zmiany klimatyczne i temperaturę na Ziemi?
- Jakie ilości CO2 mogłyby być usunięte przez ponowne zalesienie wyznaczonych obszarów?
- Dlaczego wcześniejsze szacunki dotyczące zalesiania mogły być zbyt optymistyczne?
- Gdzie na świecie znajdują się obszary najbardziej odpowiednie do ponownego zalesienia?
Pełna reforestacja dawnych terenów zielonych na Ziemi mogłaby doprowadzić do spadku temperatur o 0,34 stopnia Celsjusza – do takich wniosków doszli naukowcy z oddziału University of California w Riverside. Obsadzenie planety lasami nie rozwiązałoby problemu stworzonego przez emisje epoki przemysłowej, ale byłoby czynnikiem sprzyjającym złagodzeniu klimatycznych ekstremów. – To potężne narzędzie, ale musi iść w parze z poważnymi redukcjami emisji – zastrzegł szef zespołu, który opracował symulację, Bob Allen.
W artykule opublikowanym na łamach magazynu „Communications Earth & Environment” Allen i jego współpracownicy wskazują, że aby powrócić do stanu zalesienia sprzed epoki przemysłowej, należałoby posadzić drzewa na niemal 12 mln km kw. terenu (to więcej niż powierzchnia USA czy Kanady).
Wskazują oni także, że emisje CO2 wytwarzane przez drzewa – bowiem rośliny również wytwarzają pewną pulę gazów cieplarnianych – mają pożyteczny efekt: sprzyjają tworzeniu się chmur, które z kolei odbijają docierające na Ziemię promienie słońca. Uwzględniając ten efekt, reforestacja mogłaby mieć większe znaczenie dla hamowania zmian klimatycznych niż wcześniej uważano.
Czytaj więcej
Naukowcy ostrzegają: prąd atlantycki AMOC słabnie od lat, a jego całkowite załamanie może mieć katastrofalne skutki. Czy da się powstrzymać to, co...
Problem jednak w tym, że nawet naukowcy z kalifornijskiej uczelni przyznają, iż pełna reforestacja – do stanu zalesienia sprzed epoki przedprzemysłowej – nie jest możliwa. Zatem 0,34 st. C wspomniane na wstępie pozostaje jedynie kuszącą ilustracją potencjału, jaki można by uzyskać powracając do niegdysiejszego status quo , a nie realną opcją Możliwości ponownego zalesienia mogą być nawet mniejsze niż się nam wydaje.
Sadzenie lasów jako sposób na walkę ze zmianami klimatu. Głos ekspertów
Do takich wniosków doszli analitycy z amerykańskiej organizacji Nature Conservancy, zrzeszającej ekspertów ds. przyrody i klimatu, działaczy ekologicznych i liderów opinii. Przyznają oni, że reforestacja ma wielki potencjał – od co najmniej dekady powstają rozmaite szacunki, dotyczące tego, ile gazów cieplarnianych mogłyby wchłonąć odtworzone zasoby leśne planety. Podawane są imponujące liczby usuniętego dwutlenku węgla, jak choćby 10 mld ton rocznie, co przewyższałoby dzisiejsze emisje USA.
– Tyle że osiągnięcie takiego efektu wymagałoby obsadzenia drzewami 678 mln hektarów terenu. To obszar dwukrotnie większy od współczesnych Indii – zauważają Susan Cook-Patton i Kurt Fesenmeyer, eksperci Nature Conservancy na stronach Carbon Brief. Optymizm bijący z pojawiających się analiz i modeli (jak się można domyślać, również przytoczonego wyżej kalifornijskiego modelu wyliczeń) wynika z oderwania ich autorów od realiów.
Wyniki ośmiu lat badań nad reforestacją, jakie Nature Conservancy prowadziła na całym świecie (organizacja działa w kilkudziesięciu krajach), zostały opublikowane na łamach magazynu „Nature Communications” i sprowadzają się do wylania wiadra zimnej wody na głowy optymistów: realny obszar, który można by poddać reforestacji należałoby zredukować o 71 proc. w stosunku do przyjmowanych wcześniej wyliczeń i modeli odtwarzania lasów. Innymi słowy, w grę wchodzi co najwyżej 195 mln hektarów (niespełna 2 mln km kw., jedna szósta obszaru, na którym swoje wyliczenia oparli badacze z Kalifornii).
Czytaj więcej
Odbudowa warstwy ozonowej – uznawana dotychczas za jedno z największych osiągnięć światowej polityki ekologicznej – niesie ze sobą nieoczekiwane sk...
Wcześniejsze analizy w niewielkim stopniu uwzględniały bowiem warunki panujące obecnie na obszarach, które miałyby zostać poddane reforestacji. Nie brano pod uwagę stanu gleb, naturalnych czynników, które mogłyby uniemożliwić ponowne obsadzenie (np. istnienia nowych – i również cennych – ekosystemów, które wykształciły się w miejscu, gdzie istniał kiedyś las), tego, jakie i ile roślin rośnie już we wskazanym miejscu lub czy na danym terenie nie mieszkają już ludzie – i jaki byłby ich stosunek do „odebrania” im przestrzeni być może wykorzystywanej już w inny sposób.
Dodatkowo pojawiają się inne czynniki: las rosnący w naturalny sposób różni się pod względem interakcji z atmosferą od tego, który został nasadzony ludzką ręką (już pomijając fakt, że różnią się lasy mieszane od monokultur), a w niektórych miejscach owe naturalne emisje drzew („chmurotwórcze”, jak pisaliśmy wyżej) mogłyby przynosić efekt przeciwny do chłodzącego.
Zalesianie terenu: Technologia gotowa do skalowania
Pewnym pocieszeniem jest jednak obszar wytyczony przez analityków Nature Conservancy jako ten, na którym ponowne zalesienie mogłoby zostać bez przeszkód zrealizowane. Owe wspomniane wyżej niemal 2 mln km kw. to rozległe regiony m.in. na wschodzie Stanów Zjednoczonych, w zachodniej Kanadzie, Brazylii i Kolumbii, a także w Europie. Zalesienie ich mogłoby przełożyć na usunięcie z atmosfery około 2,2 mld ton CO2 rocznie.
Studzenie nadmiernych nadziei nie oznacza jednak pożegnania z reforestacją jako jednym ze sposobów na hamowanie zmian klimatycznych. – Nawet jeśli mielibyśmy jutro zaprzestać emisji, wciąż w atmosferze mamy nadmiar wyemitowanego już dwutlenku węgla – podkreśla Cook-Patton na łamach dziennika „The Guardian”. – Wiele lat ewolucji pozwoliło drzewom na znalezienie sposobów wchłonięcia CO2 z atmosfery. Ten proces jest gotowy do skalowania – dodaje. Sztuka polega na tym, by po prostu przestać myśleć, że sadzonki załatwią nasze klimatyczne problemy.