Biomasa – czyli drewno, odpady drewniane i inne substancje pochodzenia roślinnego, ulegające biodegradacji – odgrywają kluczową rolę w polityce energetycznej Unii Europejskiej, a w kolejnych latach ma ona jeszcze wzrosnąć. Jednak z opublikowanego we wtorek raportu Material Economics wynika, że oczekiwania Unii w zakresie wzrostu udziału biomasy w krajach członkowskich są nierealne. Aby im sprostać, trzeba by było przeznaczyć na uprawy energetyczne obszar o wielkości  350-400 tysięcy km2, a zatem więcej niż powierzchnia Polski. Wiązałoby to się z koniecznością wycięcia około 340 mln dodatkowych ton drewna leśnego rocznie.

Raport wskazał na potężne rozbieżności między popytem a podażą na surowce biomasowe w gospodarce – według jego autorów, w związku z celem osiągnięcia zeroemisyjności, unijne oczekiwania przewyższają realną podaż drzewa leśnego oraz upraw energetycznych o 50-100%. Co więcej, jeszcze przed 2050 rokiem koszty wytwarzania energii z biomasy mogą być o 70-100% wyższe niż koszty energii słonecznej i wiatrowej.

Od 2000 roku wykorzystanie biomasy wzrosło o 150%, w tym pięciokrotnie w produkcji energii elektrycznej i aż 25-krotnie w transporcie, tymczasem jej udział w energetyce powinien być zawężony do specjalistycznych nisz, takich jak ciepło przemysłowe, lotnictwo czy żegluga. Zrównoważona produkcja biomasy nie jest bowiem w stanie wytworzyć odpowiednich ilości dla zaspokojenia potrzeb wszystkich branż, w których jest aktualnie wykorzystywana.

W Polsce zrównoważony potencjał produkcji biogazu wynosi 13,5 mld m3 rocznie, jak wynika z opublikowanego w 2018 roku opracowania naukowców Pracowni Ekotechnologii Instytutu Inżynierii Biosystemów Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Potencjał biomasy nie rozkłada się jednak proporcjonalnie – największe szanse na pozyskanie substratów są w województwach podlaskim, łódzkim, opolskim i zachodniopomorskim, natomiast w kujawsko-pomorskim, wielkopolskim oraz małopolskim, w zasadzie nie występuje.

Adrianna Wrona, analityczka z Fundacji Instrat, która opublikowała dziś raport „Co po węglu? Potencjał OZE w Polsce”, wyjaśnia, że nie należy wylewać dziecka z kąpielą i przekreślać potencjału biomasy. „Osiągnięcie neutralności klimatycznej może wymagać biomasy, ale należy ją wykorzystywać z głową. Jej zużycie musi zostać ograniczone do obszarów, w których jest to najbardziej wartościowe gospodarczo i społecznie (np. w budownictwie)” – tłumaczy. I uzupełnia, że już dziś lepiej przestawić się na tańsze odnawialne źródła energii, które z czasem będą jeszcze przystępniejsze cenowo. „Dostępność czystych i atrakcyjnych ekonomicznie technologii OZE oznacza, że duży udział biomasy w energetyce nie jest już uzasadniony. W polskiej strukturze pozyskania energii z OZE biomasa stanowi ok. 65 proc. Głównym jej źródłem są lasy, a przecież nie zatrzymamy kryzysu klimatycznego spalając już zmniejszające się zasoby pochłaniania CO2” – dodaje ekspertka.

Według tegorocznych szacunków Wspólnego Centrum Badawczego UE, ponad połowa „pierwotnej masy drzewnej”, czyli drewna wykorzystywanego w Unii Europejskiej na cele energetyczne, pochodzi z całych drzew, wraz z wierzchołkami oraz gałęziami. Z uwagi na intensywną eksploatację lasów unijnych, możliwości zwiększenia pozyskiwania z nich drewna są wyjątkowo ograniczone. Tymczasem Komisja Europejska już wcześniej zwracała uwagę na możliwe zagrożenia związane z wycinką lasów na cele energetyczne, a unijne rekomendacje zakładają wdrażanie coraz surowszych norm w kwestii zrównoważonego pozyskiwania surowców biomasowych. Warto jednak dodać, że wśród zrównoważonych źródeł pozyskiwania biomasy nie uwzględnia się biomasy drzewnej.

Według raportu Instratu szansa na znaczący wzrost mocy elektrowni na biomasę w Polsce jest nikła, z uwagi na fakt, że jej koszty inwestycyjne w przeliczeniu na 1 MW są kilkukrotnie wyższe niż w przypadku instalacji słonecznych i wiatrowych.  Obecnie spalarnie biomasy w kraju pracują z współczynnikiem wykorzystania mocy na poziomie 40%, przy zwiększeniu go do 90% można osiągnąć moc zainstalowaną odpowiadającą potencjałowi technicznemu 5,2 GW. Jak podkreślają autorzy raportu, bez odpowiedniego wsparcia rządu w tej kwestii, rozwój elektrowni na biomasę i biogaz będzie mocno ograniczony z uwagi na wysokie koszty inwestycyjne.