Kiedy dwa lata temu organizacja Union Cycliste Internationale wprowadzała swoisty „próg bezpieczeństwa” dla kolarzy biorących udział w wyścigach organizowanych w różnych miejscach świata, zapewne nie przewidywała, że to początek wielkich kłopotów miłośników tej dyscypliny sportu. Definiując go, oparła się na istniejącym już wskaźniku obciążenia termicznego WBGT (Wet Bulb Globe Temperature) stosowanym m.in. do oceny warunków wykonywania pracy. Zresztą, wskazany przez działaczy próg 28 stopni Celsjusza jest dosyć symboliczny, nie wymyślili go rowerzyści, a UCI nie przesądziła precyzyjnie o tym, co organizatorzy wyścigów mają zrobić w sytuacji, gdy temperatura otoczenia go przekroczy.

Ze względu na upały podczas tegorocznego Tour de France kolarstwo może zmienić się w sport ekstremalny. Temperaturom panującym na trasie słynnego wyścigu przyjrzał się międzynarodowy zespół naukowców, którzy wyniki swoich badań opublikowali na łamach magazynu „Scientific Research”. Badacze doszli do wniosku, że warunki, w jakich organizowana jest impreza pogarszają się w szybkim tempie.

Upały na Tour de France. Czy to bezpieczne dla zawodników?

Podstawą analizy autorów badania są dane o temperaturach odnotowywanych w sześciu kluczowych lokalizacjach wyścigu w ciągu ostatnich 50 lat. Dotychczasowe średnie temperatury wskazują, że z roku na rok jest coraz cieplej – i choć próg stresu cieplnego bywa przekraczany rzadko lub w terminach, które dotąd nie kolidowały z terminami wyścigu, to są to jedynie pozory bezpieczeństwa. Przy utrzymaniu się dotychczasowego tempa zmian, w szybkim tempie – być może w ciągu kilku kolejnych lat – próg 28 stopni we wspomnianych lokalizacjach będzie przekraczany niemal rutynowo.

Czytaj więcej

Zmiany klimatu uderzają w produkcję kawy. Raport pokazuje skalę problemu

Przypomnijmy, że udział w Tour de France wiąże się z ekstremalnym wysiłkiem: to 3500 kilometrów trasy, przebywanej z symbolicznymi tylko przerwami na odpoczynek, od miast po tereny wysokogórskie. Tradycyjnie organizuje się go w lipcu, a zatem w czasie, kiedy wystąpienie upałów jest niemal pewne. Ostatnie lata przyniosły już pierwsze przykłady sportowców, którzy boleśnie przekonali się, że to one są największą przeszkodą – nie w samym zwycięstwie, ale choćby w ukończeniu wyścigu.

Mieli szczęście – piszą o zawodnikach i organizatorach Tour de France naukowcy, podkreślając fakt, że ekstremalne warunki pogodowe już dziś często zdarzają się w lokalizacjach, przez które przebiega trasa wyścigu i jedynie przypadek sprawił, iż nie kolidowały one z imprezą. – Sportowcy narzekają na panujące na trasie warunki. Niektórzy doświadczyli już upadków z tego powodu, a wciąż nie są to najcięższe upały, z jakimi mogą się zetknąć. To wiele mówi o tym, co uważamy za bezpieczeństwo – komentowała na stronach portalu Carbon Brief dr Madeleine Orr, ekspertka University of Toronto.

Tour de France: Zabezpieczenia przed upałami

UCI sugeruje organizatorom, by w sytuacji, gdy „próg bezpieczeństwa” zostanie przekroczony, zalecali zawodnikom stosowanie kamizelek z lodem czy zimnych ręczników, by obniżyć temperaturę ciała. Podobnie należałoby wtedy zwiększyć liczbę stanowisk czy pojazdów, gdzie sportowcy mogliby dostać butelkę wody. Im większy upał, tym poważniejsze środki zaradcze: UCI zaleca przesuwanie godziny startu danego etapu wyścigu, zmiany trasy przejazdu, a w wypadkach najbardziej ekstremalnych: anulowanie etapu lub całej imprezy.

Czytaj więcej

Droższa wołowina i większe rachunki? Cena zmian w polityce klimatycznej

Trudno sobie wyobrazić odwołanie Tour de France, ale nie jest to jedyna sportowa impreza, której mogą przeszkodzić zmiany klimatyczne. W ubiegłym roku pojawiło się np. opracowanie dotyczące maratonów, z którego wynika, że optymalne dla tego sportu temperatury (4 st. C dla mężczyzn i 10 st. C dla kobiet) stają się rzadkością w przypadku najbardziej znanych imprez tego typu. „Bicie rekordów podczas niektórych biegów stało się niemal niemożliwe” – kwitują autorzy analizy z organizacji Climate Central.

Zmiany klimatu są też zabójcze dla sportów zimowych, choć w tym przypadku chodzi raczej o śnieg niż kondycję zawodników. Z szacunków opublikowanych kilka lat temu wynika, że nieliczne z dotychczasowych lokalizacji igrzysk zimowych byłyby w stanie ponownie gościć taką imprezę (pomijając kosztowne sztuczne naśnieżanie): na 21 lokalizacji w 2050 r. zaledwie 4 byłyby w stanie ponownie zorganizować olimpiadę, w 2080 r. mogłoby sobie na to pozwolić już tylko japońskie Sapporo.