Dzisiaj Dzień Bez Samochodu – 22 września. W wielu europejskich miastach z tej okazji podejmowane są różne działania, takie jak wyłączanie całego miasta z ruchu samochodowego czy otwieranie przestrzeni dla pieszych i osób na rowerach. A Warszawa? Warszawa, jak co roku, pokusiła się o darmową komunikację miejską. Na jeden dzień. Którą reklamuje głównie właśnie w komunikacji miejskiej, czyli tam, gdzie wiele osób ma już bilety długookresowe i ten gest nic nie zmienia. Natomiast Ci, którzy z aut mieliby się przesiąść do transportu publicznego nie mają powodu – autobusy wciąż będą stać w korkach. Miasto nie zaplanowało żadnych ograniczeń dla ruchu samochodowego, więc czemu kierowcy mieliby mieć interes w zostawianiu swoich pojazdów w garażu?

Czytaj więcej

Dzień bez Samochodu. Aktywiści mają pomysł dla włodarzy miast

To nie jest tylko jeden głupio obchodzony dzień. To symptom całej polityki miejskiej, która jest chorobliwie prosamochodowa. Chorobliwie, bo przeczy wszelkim przesłankom naukowym:

• konieczność redukcji emisji CO2 (z których w Warszawie aż ⅕ pochodzi z transportu!),

• smog powodowany w Warszawie w większości przez ruch samochodowy,

• hałas w mieście również powodujący trwałe uszczerbki na zdrowiu.

Chorobliwie, bo dominacja samochodów w przestrzeni miejskiej czyni lokalne społeczności dosłownie niezdrowymi, nieszczęśliwymi i rozbitymi – jak podaje Warszawski Alarm Smogowy, każdego roku około 3 tysiące mieszkańców Warszawy umiera przedwcześnie z powodu smogu, a koszty leczenia skutków zanieczyszczenia powietrza szacuje się na 6 miliardów złotych!

Niestety, w zbiorowej wyobraźni samochód wciąż jest opcją domyślną. Dlatego rozwiązaniem na korki zdaje się być budowa kolejnego pasa ruchu czy nowej obwodnicy. Tymczasem inne środki transportu często są domeną osób, które z jakiegoś powodu samochodem nie mogą się poruszać – uczniów czy osób starszych. A te grupy i ich potrzeby są znacznie częściej przez władze po prostu ignorowane. Dlatego odpowiedzią miasta powinna być nie tylko promocja komunikacji miejskiej, ale anty-promocja samochodów – żeby przestały być one opcją domyślną. Bez buspasów, odważnego uspokajania ruchu czy likwidowania parkingów, darmowa przejażdżka metrem raz do roku nikogo nie przekona do trwałej zmiany, i w konsekwencji do polepszenia się warunków transportowych w mieście.

Tytus Kiszka i Nawojka Ciborska – mieszkańcy Warszawy