Podrabianie znanych marek jest nieodłącznym elementem handlu i choć proceder ten można obserwować z różnym natężeniem, to nigdy całkowicie nie znika. W Polsce zjawisko to eksplodowało w latach 90., kiedy to rynek nagle otworzył się na konsumpcyjne możliwości i kraj zalały importowane produkty, zarówno od oficjalnych producentów, jak i wręcz przeciwnie. Jedne i drugie znajdowały nabywców, co zachęciło ich producentów.

Szturm fałszywek

Kupowanie podróbek nie znika i w niektórych sektorach trzyma się mocno. Z badania UCE RESEARCH dla firmy Modern Commerce, operatora m.in. sieci luksusowych butików Moliera2, wynika, że co piąty Polak przyznaje się wprost do kupowania takich produktów. Dodatkowo 36,4 proc. odpowiedziało, iż raczej ich nie kupuje, co sugeruje iż czasami tego typu zakupy mogą przeprowadzać. Zdecydowanie od tego odcięło się 33,6 proc.

Najczęściej zakupu produktów z podrobionym znakiem towarowym znanych marek dokonują osoby mające od 23 do 35 lat, co sugeruje, że ich ambicje i chęć podążania za trendami i najmodniejszymi markami nie nadążają za możliwościami finansowymi. W grupie wiekowej 18–22 lata takie towary kupuje co piąty ankietowany, niewiele mniej wśród ankietowanych w wieku 36–55 lat. Najmniej chętnie kupują je najstarsi, jedynie 7,2 proc., w grupie 56–80 lat.

Jak zaznaczają autorzy badania, widać, że to Polacy z największymi dochodami najczęściej sięgają po podróbki. – Mogłoby to wydawać się dziwne, ale właśnie te osoby odczuwają największą potrzebę pokazywania się w markowych rzeczach ze względu na nieustanną rywalizację w swoim środowisku zawodowym i w kontaktach towarzyskich oraz walkę o utrzymanie prestiżu społecznego – mówi Maciej Tygielski z Modern Commerce. 52,6 proc. badanych wymienia wśród takich zakupów ubrania, 50,7 proc. obuwie, a 40,5 proc kosmetyki.

Warto również podkreślić, że kupowanie podrobionych produktów wiąże się z ryzykiem dla zdrowia. Nie tylko jeśli chodzi o żywność, ale także w przypadku ubrań czy butów, ponieważ taka oferta nie jest w żaden sposób badana pod kątem składu materiałów, zastosowanych barwników czy konserwantów.

W listopadzie celnicy w Gdańsku zatrzymali kontener z 13 tys. par butów z logotypami znanych marek, które przypłynęły z Chin. Powodem zarekwirowania obuwia był brak oznaczeń informujących o materiałach, z których zostało wykonane.

Wiele z zatrzymanych w ten sposób produktów zawiera szkodliwe czy wręcz rakotwórcze składniki, co często znajdowało później potwierdzenie w kontrolach Inspekcji Handlowej. Do terminali kontenerowych w całej Europie trafiają regularnie tego typu transporty, co pokazuje, że jest popyt.

Chodzi nie tylko o ubrania, 26,5 proc. wymieniło podrabianą elektronikę, co piąty akcesoria typu torebka, pasek lub czapka, a 15,8 proc. biżuterię.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

– Od wielu lat mamy do czynienia ze społecznym przyzwoleniem na zakup tzw. podróbek. Niższej jakości asortyment jest uznawany jedynie za tańszy zamiennik, co świadczy o małej świadomości konsumentów – mówi Maciej Tygielski z Grupy Modern Commerce. – Ubrania, obuwie i kosmetyki od lat są liderami takich rankingów. A wynika to z tego, że są najczęściej kupowane, przez co popyt na nie jest wyższy niż na inne dobra. I dlatego opłaca się je podrabiać na masową skalę – dodaje.

W efekcie problem z punktu widzenia gospodarki jest wielki. Autorzy badania podkreślają, że jeszcze kilka lat temu do kupowania fałszywych produktów znanych marek przyznawało się nawet dwa razy tyle Polaków co obecnie. Zatem mentalność w tej kwestii się zmienia. – Oczywiście może być też tak, że sytuacja wcale się nie zmieniła, tylko mniej osób przyznaje się otwarcie do tego, że nabywa podróbki – komentują analitycy. 50,7 proc. wskazuje, że sięga po tego rodzaju ofertę z „czystej oszczędności". Na drugim miejscu jest chęć posiadania czegoś ładnego (34 proc.) i zyskania lepszego samopoczucia (28,4 proc.). Natomiast najniżej w rankingu znalazła się potrzeba podkreślenia pozycji społecznej, zaznaczona przez 12,6 proc. ankietowanych, oraz zaimponowania znajomym i rodzinie, co wskazuje 14 proc.

Ogromne straty

Podrabiane produkty to problem dla wielu uczestników rynku. Według ostrożnych szacunków tylko straty budżetowe państw unijnych z tego tytułu mogą wynosić nawet 15 mld euro rocznie. Z drugiej strony są straty firm związane ze zmniejszoną sprzedażą.

Podstawowym sposobem na obronę przed podróbkami jest unikanie zakupów w nielicencjonowanych miejscach i od nieznanych sprzedawców, nie tylko mowa o internecie, ale również o stacjonarnym handlu. Jak ktoś sięga po znane logo, to powinna zapalić się lampka ostrzegawcza, gdy torebka kosztująca w sklepie kilka tysięcy euro nagle może być dostępna za kilkaset złotych.

Mimo to dzisiaj obrót podróbkami odbywa się głównie na bazarach oraz w internecie, ponieważ to nadal najprostsze opcje. Nawet na największych portalach aukcyjnych można natknąć się na różnego rodzaju podróbki, nie mówiąc już o mniejszych sklepach czy serwisach z produktami z drugiej ręki.

Walka z procederem jest trudna, co pokazały batalie sądowe, jakie przeciwko platformie eBay prowadziły choćby koncerny L'Oreal czy LVMH, właściciel marek Dior, Louis Vuitton, Fendi czy Givenchy. Sądy najpierw zasądzały liczone w dziesiątkach milionów euro odszkodowania, by finalnie pozwy zostały w większości oddalone. Europejskie i amerykańskie sądy stoją bowiem na stanowisku, że w przypadku platform internetowych pośrednik nie odpowiada za to, co jest wystawiane przez sprzedawcę. W efekcie gdyby firmy chciały w ten sposób ścigać sprzedających, musiałyby pozywać indywidualnie każdego z nich, co jest trudne do wyobrażenia, biorąc pod uwagę skalę.

Handlowcy jednak próbują ze zjawiskiem walczyć, ponieważ obrót podróbkami zniechęca znane marki, by oficjalnie prowadzić sprzedaż w tym samym miejscu, i to nie tylko te luksusowe. Dlatego platformy wdrażają szereg inicjatyw, by zjawisko ograniczyć, inwestują także pieniądze w narzędzia do jego zwalczania.

Amazon podaje, że w 2020 r. zablokował sprzedaż 10 mld produktów niespełniających norm. jednocześnie w tym samym okresie z serwisu wycofano ponad 2 mln towarów stanowiących podróbki, zaś Amazon wydał ponad 700 mln dolarów na walkę z oszustwami.

Zespoły Amazona odpowiedzialne za weryfikację oferowanych produktów liczą w sumie na całym świecie 10 tys. pracowników. Jednocześnie jednak wg Amazona w rozpoznawaniu oszustw produktowych w serwisie odpowiadają w coraz większym stopniu rozwiązania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, które potrafią szybko rozpoznać niedozwolony towar, zanim jeszcze znajdzie się on w ofercie. Amazon zaznacza także, że w ramach walki z nieuczciwymi sprzedawcami wprowadził ostrzejsze kryteria kwalifikacyjne. W rezultacie w 2020 r. ponad 6 mln prób rejestracji nowych kont zostało odrzuconych, rok wcześniej ta liczba wynosiła 2,5 mln.

W raporcie zaznaczono, że do zwalczania podróbek służą także specjalne programy stworzone przez Amazona. Jednym z nich jest Project Zero, który pozwala podmiotom na samodzielne usuwanie przez nie podrobionych produktów. Liczba firm korzystających z tego rozwiązania wzrosła w ciągu roku z 10 do 18 tys. Z kolei program Transparency umożliwia producentom oznaczanie ich artykułów za pomocą kodów QR. Dzięki temu kupujący podczas odbioru przesyłki może sprawdzić, czy nabył oryginalny produkt. Liczba partnerów biznesowych Amazona korzystających z Transparency zwiększyła się rok do roku z 10 do 15 tys.

Także polskie Allegro wiele robi w tym zakresie, jest to między innymi program Współpraca w Ochronie Praw, który działa już od 2004 r. i skupia ponad 1700 marek. – W jego ramach wspieramy marki, nie tylko eliminując towary podrobione, ale działamy również w przypadku innych naruszeń, takich jak bezprawne użycie nazwy marki w opisach ofert czy naruszenia praw autorskich. Dodatkowo dostarczamy narzędzia, które umożliwiają priorytetową obsługę zgłoszeń przez zespół specjalizujący się w prawie własności intelektualnej – mówi Marcin Gruszka, rzecznik Allegro. Platforma podkreśla również, że zapewnia także wsparcie pozakupowe, w tym – w ramach Programu Ochrony Kupujących – wypłaca 100 proc. ceny w przypadku problemów związanych z transakcją. – Ponadto, w Allegro od lat działa zespół specjalistów odpowiedzialnych za bezpośrednią współpracę z organami ścigania. Co roku pomagamy policji w sprawach związanych z bezprawnymi działaniami, w tym również sprawach dotyczących wprowadzania do obrotu podróbek – dodaje.

Jeśli jednak konsument w Polsce decyduje się na zakupy na choćby chińskiej platformie zakupowej u zupełnie nieznanego sprzedawcy, to ryzykuje, że poza zakupem podróbki trafi do niego również produkt niespełniający żadnych europejskich norm w zakresie bezpieczeństwa. W efekcie ryzykuje nie tylko, że zakup rozpadnie się po wyjęciu z opakowania, ale również będzie szkodliwy w kontakcie ze skórą czy przechowywaną w nim żywnością.

Igranie z życiem

Szczególnie duże takie zagrożenie widać w przypadku zakupu podrabianych leków, co niestety nie jest zjawiskiem marginalnym. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nawet 1 proc. leków sprzedawanych w krajach rozwiniętych może być podrabianych. Co więcej, agenda ONZ szacuje też, że co drugi kupowany przez internet lek może być fałszywką. Jeszcze do niedawna uważano, że to problem krajów biednych i rozwijających się, ale internet umożliwił globalny zasięg fałszerzom leków. – Obecnie najczęściej fałszowanymi farmaceutyki są innowacyjne leki na nowotwory, choroby serca, podwyższony poziom cholesterolu, zaburzenia psychiczne oraz infekcje. Podczas gdy do niedawna najczęściej fałszowane były leki na potencję. Ale dziś sildenafil można już kupić w aptece bez recepty – mówi Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków. – WHO wskazuje też na środki przeciwmalaryczne i antybiotyki. Według Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego coraz częściej zaczynają pojawiać się leki z innych grup terapeutycznych, m.in. produkty lecznicze o działaniu antykoncepcyjnym czy psychotropowym – dodaje.

Krzysztof Kopeć podkreśla, że w ostatnich alertach WHO dotyczących sfałszowanych produktów były szczepionki na Covid-19 i grypę, lek stosowany w leczeniu Coivd-19 oraz witamina A.

Producenci podkreślają, iż fałszowane farmaceutyki nie odpowiadają wymaganiom jakościowym, zawierają składniki gorszej jakości, nieodpowiednie ich proporcje, zanieczyszczenia lub inne niedopuszczone substancje niebezpieczne dla zdrowia i życia. Często ich skład jest zupełnie inny od deklarowanego na opakowaniu.

– Dziś w Polsce, zgodnie z dyrektywą antyfałszywkową, wszystkie leki, zanim trafią do pacjenta, muszą zostać zweryfikowane pod względem autentyczności. Dyrektywa nałożyła na producentów leków obowiązek stosowania dodatkowych zabezpieczeń opakowań – mówi prezes Krajowych Producentów Leków. – Koszty tych zmian dla naszej branży oszacowaliśmy na 48 mln euro. Poza tą kwotą przeznaczoną na dostosowanie linii produkcyjnych do nowych opakowań wytwórcy leków ponoszą operacyjne koszty związane z utrzymaniem systemu identyfikacji tych zabezpieczeń w wysokości około 4 mln euro rocznie – dodaje.

Fałszywe produkty niestety zdarzają się także w przypadku rynku spożywczego, co również oznacza dla konsumentów ryzyko zdrowotne.

– Mamy do czynienia zarówno z możliwością zafałszowania składu, jak i podrabianiem znaków towarowych. W ostatnim przypadku najczęściej tego typu sprawy dotyczą np. kawy czy alkoholi, których cena jednostkowa jest wysoka w porównaniu z innymi produktami żywnościowymi. Co do fałszowania żywności, to powstał specjalny unijny system, który pomaga walczyć z procederem sprzedawania np. tłuszczów roślinnych jako droższe masło, dodawania tańszego oleju słonecznikowego do oliwy z oliwek itp. Ściganie takiej działalności jest teraz łatwiejsze, system powstał po aferze z koniną, która w wielu produktach udawała droższą wołowinę – mówi Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności Związek Pracodawców. – Gdy takie produkty zostaną wychwycone na rynku, wówczas informacja o nich pojawia się we wszystkich krajach UE i można działać relatywnie szybko, tak aby chronić konsumentów przed zafałszowaną żywnością. Zafałszowane produkty wprowadzają konsumenta w błąd, a zarazem zmniejszają konkurencyjność uczciwych producentów – dodaje, podkreślając, że w skrajnych przypadkach mogą okazać się niebezpieczne dla zdrowia ze względu na zawartość składników, które mogą mieć np. właściwości alergenne. – Warto pamiętać o tym, że ryzyko kupienia produktu zafałszowanego lub podrobionego jest tym większe, im bardziej przypadkowy i niesprawdzony jest sprzedawca. Szczególną czujność powinniśmy zachować kupując w internecie i tzw. bazarkach – mówi.

Opinia partnera

Maciej Bursztein, członek zarządu i dyrektor do spraw rozwoju Formaster Group, właściciela marki Dafi

mat.pras.

W wielu badaniach konsumenckich jednym z istotnych aspektów, jaki podkreślają klienci, jest różnorodność i dostępność produktów. Niezaprzeczalnie jest to duża zaleta i ułatwienie w codziennym życiu. Jednak ta wygoda niesie ze sobą nie zawsze oczywiste konsekwencje. Chodzi tu choćby o rozpowszechnianie wyrobów, które pozornie niczym nie różnią się od produktów znanych marek. Czasem różnice są tak niewielkie, że produkty na pierwszy rzut oka niczym się nie różnią – do tego stopnia, że znajduje się na nich wręcz to samo logo.

Co oczywiście jest nieprawdą – logo każdego producenta jest zarejestrowanym znakiem towarowym, z którego można korzystać jedynie za jego zgodą. W takich wypadkach dochodzi więc do kradzieży własności intelektualnej nie tylko firmy, która jest „podrabiana", ale i artysty, który stoi za kreacją logotypu. Często nieświadomi nabywcy sięgają po takie zamienniki ze względu na znacznie niższą cenę. Nie zdają sobie sprawy, jakie czynniki na nią wpływają. Producenci tanich odpowiedników bardzo często stawiają na ilość, nie na jakość. Wybierając produkty łudząco przypominające te od renomowanych firm, nie mamy żadnej gwarancji, że zakupiony produkt rzeczywiście działa w taki sam sposób lub jest wytworzony z materiałów bezpiecznych dla zdrowia. Atutem zakupu oryginalnych towarów jest przejrzystość działań ich producentów. Wszystkie produkty naszej marki Dafi, począwszy od dzbanków filtrujących poprzez butelki filtrujące po same filtry, posiadają niezbędne atesty. Produkty te podlegają wieloetapowej kontroli, poczynając od doboru surowców. Do dyspozycji mamy prężnie działające i nieustannie rozwijające się laboratorium, w którym dbamy, aby w parze z jakością szły najbardziej innowacyjne rozwiązania. Kolejnym walorem jest otwartość w prowadzonych działaniach. Opakowania naszych produktów oraz strony internetowe zawierają wszelkie informacje odnośnie do wykorzystywanych komponentów, jak również podejmowanych przez nas działań, których prowadzenie możliwe jest dzięki zaufaniu stałych klientów. Kupując produkty Dafi, wspierają oni polską gospodarkę.

Myślenie w kategoriach ekologii to kierunek rozwoju marki. Rozwijamy na terenie całego kraju sieć ekopojemników, do których można wrzucać zużyte filtry. Prowadzimy działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Warto pamiętać, że samodzielne firmy, dzięki zminimalizowaniu kosztów zewnętrznych, naliczanych ze względu np. na import towarów do odsprzedaży lokalnej, mogą się angażować w inicjatywy regionalne czy krajowe, działając w celu ochrony środowiska naturalnego czy też wspierając inicjatywy kulturowe. Zakupy ze sprawdzonego źródła pomagają nam dbać o ekologię. Nie tylko wiemy, skąd pochodzą produkty, ale też mamy lepszą możliwość poddania ich recyklingowi – przejrzyste informacje na opakowaniu pozwalają wybrać odpowiedni kontener. Kondycja naszej planety jest bezcenna, warto zachęcać do dokonywania świadomych zakupów. Pozorna oszczędność może się okazać bardzo kosztowna w przyszłości.