Zapał do podejmowania ambitnych celów topnieje dziś szybciej niż lodowce w Alpach. I pewnie w niektórych pomysłach dotyczących walki ze zmianami klimatu czasami zdarzała się przesada, gdy na przykład straszono zwykłych ludzi zakazem jedzenia mięsa i nakazem spożywania owadów. Bo przeciwnikom polityki klimatycznej jedna rzecz udała się znakomicie: wykorzystać realne błędy w polityce komunikowania zmian, mających na celu ochronę środowiska, do stworzenia obrazu, że walka ze zmianami klimatu to aberracja, opętańczy pomysł oderwanych od rzeczywistości elit, które szukając jakiejś wyższej, parareligijnej sankcji dla swoich działań, jakiegoś wyższego uzasadnienia etycznego, postanowili wywrócić życie zwykłych ludzi do góry nogami, nie bacząc na koszty, nie bacząc na to, jak dramatycznie może spaść standard życia przeciętnego Kowalskiego. Przedstawiono ich jako radykalnych rewolucjonistów, którzy – niczym jakobini czy bolszewicy – chcą wytępić stary porządek, stworzyć zupełnie nowego człowieka. W ten sposób politykę klimatyczną przedstawiono jako ideologiczny konstrukt, niewiele różniący się od totalitarnych ideologii.