Autonomiczny transport coraz częściej pojawia się jako realny kierunek zmian w komunikacji. Już teraz wiele przedsiębiorstw transportowych zaczyna korzystać z innowacyjnych technologicznie rozwiązań, umożliwiających przyśpieszenie oraz automatyzację przewozów i dostaw.
Na jakim etapie znajduje się ta rewolucja? Jakie są korzyści, a jakie zagrożenia? Jak wyjaśnia Maciej Maroszyk, dyrektor operacyjny w TC Kancelarii Prawnej, transport autonomiczny to wprowadzenie autonomicznych pojazdów, prowadzonych bez ingerencji kierowcy. – Istnieje pięciopoziomowa skala autonomiczności, stworzona przez organizację inżynierów – SAE International. Na jej dwóch najwyższych pułapach znajdują się pojazdy, które nie tylko samodzielnie się poruszają, ale i monitorują oraz reagują na zmieniające się warunki na drodze, nie będąc nawet wyposażone w takie elementy jak kierownica. Jedyną „ludzką” ingerencją pozostaje wytyczenie kierunku podróży. Przykładem spotykane lokalnie, bezzałogowe taksówki lub prototypy Tesli i General Motors. Najniższe poziomy dotyczą częściowej automatyzacji – maszyny poruszają się autonomicznie tylko w określonych sytuacjach, a kierowca używa systemów wspomagających jazdę – podaje dyr. Maroszyk.
Czytaj więcej
83 proc. Polaków potrafi jeździć na rowerze, prawie połowa jako najczęstszy środek transportu wybiera samochód. Na świecie średnio 42 proc. obywate...
Tego typu rewolucja dotyczy nie tylko małych urządzeń przewożących żywność lub pomagających w poruszaniu się niepełnosprawnym oraz samochodów osobowych, ale również pojazdów ciężarowych czy szynowych.
– W ostatnim czasie rynek w Niemczech podbija start-up Einride, który przy pomocy elektrycznej i autonomicznej floty ciężarówek oraz sieci ładowania i łączności umożliwia inteligentne oraz ekologiczne przewożenie towarów, współpracując z największymi koncernami z wielu różnych branż przemysłowych – mówi dyr. Maroszyk.
Czy możemy korzystać z pojazdów z najwyższego pułapu skali SAE? Nie jest to możliwe, a przeszkadza brak infrastruktury oraz regulacji prawnych. Latem tego roku Unia Europejska wprowadziła zmianę do rozporządzenia nr 2019/2144, które dopuszcza zautomatyzowanie pojazdów 3. poziomu, co będzie pozwalało na wprowadzenie układów zastępujących panowanie kierowcy nad pojazdem.
W Polsce w trakcie testów w pojeździe musi znajdować się osoba posiadająca uprawnienia do kierowania pojazdem, która w każdej chwili może przejąć kontrolę nad nim.
Z kolei Francja wprowadziła 7 sierpnia bieżącego roku dekret do kodeksu transportowego, określający „uprawnienia operatorów zdalnych w kontekście zautomatyzowanych systemów transportu drogowego”. Dokument określa rolę i sposób szkolenia osób nadzorujących pojazdy autonomiczne. W świetle prawa kontrola nad tego typu maszynami będzie pozostawiona tylko wykwalifikowanej kadrze.
Przymiarki tego typu pojawiają się również w Stanach Zjednoczonych i Australii, gdzie przeprowadzano testy autonomicznych pojazdów na krajowych drogach.
Podczas tych eksperymentów odnotowano bardzo dużą liczbę kolizji, stąd pojawiło się pytanie o odpowiedzialność karną i cywilną w przypadku wypadków drogowych z udziałem autonomicznych pojazdów.
W dalszym ciągu nie wiadomo, kto będzie odpowiedzialny w przypadku kolizji: użytkownik pojazdu, twórca oprogramowania lub nawigacji GPS, producent?
Warto jednak wziąć pod uwagę, że wraz z wprowadzeniem automatycznych pojazdów zniknie wiele czynników wypadkogennych, m.in. przekraczanie prędkości, jazda pod wpływem niedozwolonych substancji, lekceważenie znaków drogowych.
– Autonomiczny transport to wachlarz możliwości – taka flota mogłaby być w użyciu 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu, podczas gdy „zwykły” pojazd z jednym kierowcą może jechać 9 godzin na dobę. Produktywność znacząco by wzrosła, przy spadku kosztów emisji i zatrudnienia, które obecnie stanowią wysoki procent kosztu całego transportu – mówi dyr. Maroszyk.
Pełna automatyzacja transportu to ograniczenie rynku pracy kierowców. Skoro zapotrzebowanie na tego typu specjalistów zmalałoby, wielu pracowników utraciłoby nie tylko wysokie zarobki, ale i nierzadko miejsce pracy.
Postęp w transporcie autonomicznym leży nie tylko w rękach konstruktorów i programistów, ale także ustawodawców. To na ich barkach spoczywa stworzenie takich regulacji prawnych, dzięki którym pojazdy prowadzone przez sztuczną inteligencję będą w stanie funkcjonować obok pojazdów prowadzonych przez kierowców. A zapowiadane projekty w tych kwestiach datowane są dopiero na rok 2040.