Zgodnie z raportem Konwencji o Terenach Podmokłych, który ukazał się w lipcu 2025 r. postępująca degradacja terenów podmokłych stanowi poważne zagrożenie zarówno dla środowiska i ekosystemów, jak i dla gospodarki. Naukowcy oceniają, że od 1970 r., terenów podmokłych, zarówno systemów słodkowodnych, takich jak torfowiska, rzeki i jeziora oraz przybrzeżnych systemów morskich, w tym namorzyn i raf koralowych, zniknęło aż 22 proc., a kolejne 25 proc. jest w kiepskim stanie. Oznacza to, że zanikają szybciej niż jakiekolwiek inne ekosystemy. Ich dalsze niszczenie może kosztować światową gospodarkę 39 bilionów dol. do 2050 r.
Zalety terenów podmokłych nie sposób przecenić. Stanowią kluczowe narzędzie retencji wody, dzięki czemu pomagają w łagodzeniu skutków suszy. Gleby torfowe są w stanie zatrzymywać ilość wody kilkukrotnie przewyższającą ich masę, co zapewnia stabilny poziom wód gruntowych oraz dostępność wody w czasie, gdy nie występują opady deszczu. Mokradła stanowią też naturalne zabezpieczenie przed powodzią, wchłaniając nadmiar wody, magazynując ją, a następnie uwalniając powoli, zapobiegając dzięki temu gwałtownemu wzrostowi poziomu wody w rzekach.
Na ratunek bagnom
To również bardzo istotne narzędzie pochłaniania dwutlenku węgla – same torfowiska magazynują go niemal dwukrotnie więcej niż lasy na całym świecie. W Polsce osuszonych zostało ok. 85 proc. torfowisk, co plasuje nas w niechlubnej czołówce Europy. W efekcie, zamiast naturalnych pochłaniaczy emisji gazów cieplarnianych mamy tereny, które zamiast pochłaniać emisje gazów cieplarnianych, generują je. Zajmują ponad 3 proc. powierzchni kraju i odpowiadają za 8-10 proc. całkowitych emisji Polski.
Czytaj więcej
Analitycy od lat przepowiadali światu wojny o wodę. Półwysep Arabski i Zatoka Perska to podręcznikowy przykład miejsc, w których taki scenariusz mó...
Zgodnie z danymi organizacji WWF, ich średnie roczne emisje wynoszą 33,9 mln ton dwutlenku węgla, czyli nieco więcej niż w 2021 r., wyprodukowała Elektrownia Bełchatów. Odtworzenie osuszonych torfowisk pozwoliłoby na redukcję emisji gazów cieplarnianych nawet o 22 mln ton rocznie. W całej Unii Europejskiej emisje z osuszonych torfowisk w 2022 r., wyniosły ok. 124 mln ekwiwalentu CO2, czyli mniej więcej równowartość rocznych emisji Holandii, choć zdaniem ekspertów dane te mogą być niedoszacowane.
Według badania, które ukazało się na łamach Communications Earth & Environment w 2024 r., postępujące zmiany klimatu mogą negatywnie wpływać na tereny podmokłe na całym świecie. Bez ponownego nawodnienia, będą generować coraz więcej dwutlenku węgla oraz metanu, tym samym przyczyniając się do dalszego pogłębiania się kryzysu klimatycznego. Ich odtwarzanie pozwoli natomiast na zwiększenie pochłaniania gazów cieplarnianych.
Zdaniem naukowców, walka z kryzysem klimatycznym może iść w parze ze zwiększaniem obronności kraju. Według prof. Hans Joosten z Uniwersytetu w Greifswaldzie, Europa mierzy się obecnie z dwoma największymi zagrożeniami, jakimi są imperializm rosyjski i antropogeniczne zmiany klimatu. Ponowne nawadnianie osuszonych terenów podmokłych stanowi narzędzie do walki z oboma.
Miliony na mokradła
Niemiecki think tank Greifswald Mire Centre, zajmujący się torfowiskami, zaapelował w ubiegłym roku do władz Unii Europejskiej o utworzenie funduszu o wartości do 500 milionów euro na finansowanie planowania i ponownego nawadniania 100000 hektarów ziemi. W oświadczeniu podkreślono, że naturalnie wilgotne tereny są nieprzejezdne dla czołgów, a dodatkowo chronią infrastrukturę krytyczną.
Czytaj więcej
Instytuty badawcze w Indiach ostrzegają, że tegoroczne lato będzie wyjątkowo gorące. Choć kryzys wodny dotykał ten region od lat, w najbliższych mi...
Stanowisko think tanku podziela również unijna komisarz ds. środowiska, odporności na wodę i konkurencyjnej gospodarki o obiegu zamkniętym, Jessika Roswall, która potwierdziła, że warto wykorzystywać naturalne zasoby przyrodnicze dla poprawy bezpieczeństwa narodowego, co stanowi nie tylko naturalną kontrolę granic, ale też zwiększa bioróżnorodność. Nad wdrożeniem takich rozwiązań zastanawia się również Finlandia, która chce odbudować torfowiska na wschodzie kraju, blisko granicy z Rosją, dla wzmocnienia obrony.
Podobny pogląd prezentują polskie organizacje przyrodnicze, zrzeszone w ramach Koalicji 10 procent, które przygotowały raport dotyczący „Zielonej Tarczy Wschód”, będącej koncepcją zaproponowaną pierwotnie przez dr. hab. Michała Żmihorskiego z Instytutu Biologii Ssaków.
Bagna czyli naturalna bariera dla czołgów
Autorzy dokumentu przytaczają m.in. przykłady z trwającej wojny w Ukrainie, dowodzące, że tereny podmokłe skutecznie udaremniły przemieszczanie się wojsk rosyjskich. W 2022 r. siły zbrojne Ukrainy powstrzymały atak rosyjskich wojsk pancernych, wysadzając kładkę na rzece Irpień, a otaczające ją mokradła skutecznie zablokowały przejazd rosyjskich kolumn. Dzięki podmokłym terenom udaremniono również atak na Mikołajów przez Dniepr, a także sforsowanie rzeki Doniec. Efektywność mokradeł w zatrzymywaniu ciężkiego sprzętu pokazuje również przykład z ćwiczeń wojsk amerykańskich na Litwie wiosną ubiegłego roku. Amerykańscy żołnierze przemieszczali się tam 60-tonowym pojazdem zabezpieczenia technicznego M88 Hercules, który zatonął. W wypadku zginęło czterech żołnierzy.
Od Mierzei po Roztocze
Jak podkreśla Marta Klimkiewicz z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, polskie zasoby przyrodnicze stanowią wartościowe narzędzie obronne. – Odbudowa mokradeł i naturalnych barier krajobrazowych powinna być integralną częścią strategii wzmacniania naszej obronności – twierdzi ekspertka.
Zdaniem Justyny Choroś z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (OTOP), kluczowym elementem „Zielonej Tarczy Wschód” jest woda. – Odtwarzanie mokradeł i renaturyzacja rzek to najskuteczniejszy sposób na spowolnienie wojsk przeciwnika. Grząski grunt i rozlewiska unieruchamiają ciężki sprzęt, zmuszając agresora do korzystania z utwardzonych dróg, gdzie staje się łatwym celem. Co więcej, te same działania, które utrudnią życie wrogiej armii, ochronią polskich rolników przed suszą, zatrzymując wodę w krajobrazie – mówi.
W raporcie wskazano konkretne obszary strategiczne dla obrony kraju: od Mierzei Wiślanej, przez Przesmyk Suwalski i Dolinę Biebrzy, aż po Polesie i Roztocze. Eksperci potwierdzają, że z reguły tworzenie stref trudno dostępnych dla ciężkiego sprzętu nie wymaga kosztownych inwestycji, a raczej zaniechania działań takich jak melioracja odwadniająca czy intensywna wycinka lasów przygranicznych. Szacunkowe korzyści płynące z odbudowy przyrody są średnio 8-10 razy większe niż koszty takiej operacji.
Autorzy raportu przypominają, że pilotażowe wdrożenie takich rozwiązań na terenach położonych przy granicy z Obwodem Królewieckim i Białorusią zaproponowano w „Strategii ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce wraz z planem działań”, wyłożonej do konsultacji na początku lutego. Dodają, że podobne priorytety, obejmujące renaturyzację bagien, dolin rzecznych i lasów na obszarach objętych Tarczą Wschód, powinny zostać uwzględnione w Krajowym Planie Odbudowy Zasobów Przyrodniczych, przygotowywanym w ramach wdrażania unijnego rozporządzenia o odbudowie przyrody (Nature Restoration Regulation).
Polska: Zapłacimy rachunek za suszę
Według Marty Majki Wiśniewskiej ze Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć i Fundacji Greenmind, Polska ma potencjał do tego, by stać się unijnym liderem, który przetrze szlaki w kwestii łączenia celów ekologicznych z obronnymi. – Polska powinna wziąć na siebie rolę lidera w negocjacjach nadchodzącego budżetu unijnego i zbudować sojusz państw wschodniej flanki. Musimy domagać się, aby w unijnych funduszach na rzecz obronności znalazło się wsparcie dla „błękitno-zielonej infrastruktury”. Środki na renaturyzację, która służy obronności, powinny być traktowane priorytetowo – mówi Wiśniewska.
Jak wynika z raportu, ochrona i odbudowa przyrody jest istotna dla Polek i Polaków – w 2024 r., aż 75 proc. było za poparciem przez Polskę przepisów dotyczących odbudowy zasobów przyrodniczych (NRL).
Projekt „Strategii ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce wraz z Planem działań” spotkał się jednak również z krytyką ze strony przedstawicieli związków i organizacji rolniczych Podlasia, zrzeszonych w Podlaskim Porozumieniu Rolniczym. W petycji organizacja domaga się m.in. wstrzymania strategii i przekonuje, że stanowi „cyniczny zamach na polskie rolnictwo” Dr Urszula Biereżnoj-Bazille, specjalistka ds. ponownego uwodnienia torfowisk w Centrum Ochrony Mokradeł i rolniczka, podkreśla, że ochrona mokradeł jest koniecznością.
– Mamy w Polsce problem z wodą. Ja też jestem z Podlasia – jak główni oponenci Strategii dot. ochrony torfowisk. Prowadzę małe gospodarstwo i zarówno ja, jak i moi sąsiedzi doświadczamy suszy. Moi sąsiedzi są ubodzy, niektórych nie stać na podciągnięcie wodociągu. Ja sama, gdybym nie miała wodociągu, to bym nie wyżyła ze swojej studni. Muszę napoić zwierzęta, nagotować dla rodziny i zadbać o higienę, a poziom wody w studni jest makabrycznie niski. W końcu wszyscy zapłacimy wyższe rachunki za skutki suszy, czy to w produktach spożywczych, czy w rachunkach za prąd. Rozumiem zaniepokojenie rolników z Podlasia nowymi pomysłami, ale warto usiąść do stołu i rozmawiać o rozwiązaniach korzystnych dla ogółu społeczeństwa.
– Strategia rządowa dba o to, żeby nie było jeszcze gorzej, a w dłuższej perspektywie może poprawić sytuację wodną w kraju. To dokument programowy wskazujący kierunki działań walki z suszą, np. poprzez tworzenie małych tam na rowach, by zatrzymać wodę, dla chętnych – nikt nikogo tu nie zmusza, daje jedynie możliwości. Świetnie, gdyby za tymi działaniami szły atrakcyjne dopłaty dla rolników za pracę na rzecz nas wszystkich. Wierzę, że jest to do wypracowania z rządzącymi – dobre pieniądze za spowolnienie odpływu, by latem nie było zbyt sucho, by ograniczyć sytuacje kryzysowe – mówi ekspertka.