W New Delhi: 32 stopnie, w Mumbaju – 30, w Hyderabadzie – 35, w Kalkucie – 33. A za nami dopiero pierwsze dni rozpoczynającego się sezonu letniego, wyraźnie cieplejsze niż ledwie kilka lat temu. Można się było tego spodziewać. Na początku marca India Meteorological Department – rządowa instytucja odpowiedzialna za formułowanie prognoz meteorologicznych – zapowiedział, że tegoroczne lato będzie wyjątkowo gorące, a fale dotkliwych upałów dłuższe niż w poprzednich latach.
Ale morderczy skwar to zaledwie początek kłopotów mieszkańców subkontynentu. Po prognozie IMP przyszła analiza konsekwencji tego stanu rzeczy, przygotowana przez ekspertów think tanku Council on Energy, Environment and Water (CEEW). Przewidują oni przede wszystkim skok zapotrzebowania na energię elektryczną, będący wynikiem coraz częstszego użycia klimatyzatorów: w tym roku może on sięgnąć 260 GW, przebijając rekord z 2024 r. (250 GW). Co przy okazji, jak przypomina jeden z indyjskich dzienników, „Madhyamam”, wywoła też wzrost emisji, gdyż połowa mocy w indyjskiej energetyce to elektrownie węglowe.
Czytaj więcej
Rok 2025 przyniósł bezprecedensowy wzrost ilości ciepła zatrzymywanego przez Ziemię – wynika z najnowszego raportu klimatycznego ONZ. Eksperci ostr...
Ale jeszcze bardziej dotkliwy może być inny kryzys: wodny. CEEW przewiduje, że warunki atmosferyczne w tym sezonie znacznie zaburzą gospodarkę wodną w dużych metropoliach. Obecnie 28 proc. wody w miastach krąży – lepiej lub gorzej – w obiegu zamkniętym. Wysokie temperatury mogą utrudniać oczyszczanie wody i jej swobodne krążenie w systemach wodociągowo-kanalizacyjnych.
Indie: Powrót do XVII-wiecznych studni
A to zaledwie jedna z odsłon kryzysu wodnego na subkontynencie. Kilka lat temu eksperci amerykańskiej agencji NASA przeanalizowali stan wód powierzchniowych w Indiach. Z ich szacunków wynika, że w apogeum lata – przypadającym na czerwiec – aż 65 proc. dużych zbiorników wodnych w kraju doszczętnie wysycha. Tylko w stanie Maharasztra, czyli tym, którego stolicą jest Mumbaj, na 17 dużych zbiorników wodnych praktycznie zniknęło sześć. Inne skurczyły się o kilkadziesiąt proc., ale i tak były mało użyteczne – woda w nich zmętniała, wybiły zalegające na dnach zanieczyszczenia itp.
Inną specyfiką pogody w Indiach jest to, że wypadający po lecie sezon monsunów zaczyna przynosić coraz mniej opadów (spadki rozmaicie wypadają w różnych latach, ale np. w 2019 r. było to 36 proc. opadów mniej w stosunku do 50-letniej średniej). Inna sprawa, że opady – gdy się już pojawiają – towarzyszą często gwałtownym burzom, co zwiększa ryzyko klęsk żywiołowych i utrudnia odbudowę zapasów wody na pozostałe części roku. Według South Asia Drought Monitor 44 proc. terytorium Indii doświadcza suszy.
Czytaj więcej
Nowy plan rozwoju Chin w zakresie energetyki i polityki klimatycznej jest zachowawczy. Wypełniono go mocnymi deklaracjami, ale oferuje kontynuację...
Przygotowując się do lata, indyjskie metropolie tworzą prowizoryczne schronienia pozwalające ukryć się przed słońcem i otrzymać przysłowiową szklankę wody. Ale to plaster na rozległą ranę, więc władze szukają też innych sposobów złagodzenia – bo raczej nie zażegnania – kryzysu. Jak opisywała na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian” Shoma Abhyankar, dziennikarka indyjska specjalizująca się w problematyce naukowej, w wielu miastach do łask wróciły liczące sobie po kilkaset lat studnie. Drążone w XVI, XVII czy XVIII wieku ujęcia wody wraz z rozwojem nowocześniejszej kanalizacji miejskiej decyzją brytyjskich kolonizatorów wypadły z łask i służyły za wygodne składowisko śmieci, z czasem zasypywane. Dziś są oczyszczane, rewitalizowane i przywracane do działania. Nie rozwiązują problemu, ale przynoszą pewną ulgę lokalnym społecznościom.
Bariera dla rynku usług opartych na sztucznej inteligencji
Problem jednak nabrzmiewa. Wspomniany wyżej raport CEEW sugeruje, że konsekwencje braku wody odbiją się wkrótce nie tylko na mieszkańcach subkontynentu, ale również na tamtejszym biznesie – przede wszystkim przemyśle i rolnictwie, sektorach w sporej mierze uzależnionych od odzyskiwanej w szwankujących oczyszczalniach wody.
Sektor informatyczny już jesienią ubiegłego roku bił na alarm. Szybki rozwój rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji doprowadził w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy do gwałtownego rozrostu rynku centrów danych usytuowanych w Indiach. Tylko na jeden z takich ośrodków – zlokalizowany w stanie Andra Pradeś – Google przeznaczyło 15 miliardów dol. O analogicznych, niewiele mniej kosztownych, inwestycjach zdecydowały Meta, Amazon Web Services czy indyjski gigant, działający na wielu rynkach – Reliance Industries. Do 2030 r. w nowe centra danych zainwestowane zostanie co najmniej kilkadziesiąt miliardów dol.
Tyle że infrastruktura IT oraz administrowany przy jej pomocy przepływ danych wymaga chłodzenia, które z kolei zapewnia się w oparciu o dostępne w danym miejscu zasoby wody. W 2025 r. indyjskie centra danych zużyją na potrzeby chłodzenia 150 mld litrów wody, już w 2030 r. będą potrzebować 358 mld litrów. Wszystko w kraju, który – pomimo swoich rozmiarów i populacji – dysponuje zaledwie 4 proc. globalnych zasobów wody.
A i ten zapas kurczy się lub degeneruje w szybkim tempie. Mało tego, dostępne zasoby są jedną z przyczyn (owszem, lista pozostała jest długa) konfliktów z sąsiednim Pakistanem, równie ubogim w wodę. Na przełomie marca i kwietnia ma zostać oddana do użytku tama Shahpur Kandi Dam zlokalizowana w kontrolowanym przez Indie, ale wciąż pożądanym przez Pakistan stanie Kaszmir.
Choć oba państwa – o tyle o ile – dogadały się w sprawie użytkowania tamy i podziału zasobów wodnych, to dopiero uruchomienie instalacji i jej realne funkcjonowanie pokaże, na ile zawarte porozumienia będą realizowane i czy nie wybuchnie na tym tle kolejny konflikt. Biorąc pod uwagę znaczenie, jakie Indie odgrywają we współczesnej globalnej gospodarce – zarówno tej cyfrowej, jak i tradycyjnym przemyśle czy handlu – deficyt wody na subkontynencie może się stać kolejnym impulsem popychającym świat ku recesji.