Podstawie diety drobnych morskich żyjątek – jak małe gatunki ryb, koralowce, kryl, ślimaki – przyjrzeli się badacze z prestiżowej uczelni Massachusetts Institute of Technology. Jak oceniają oni w artykule opublikowanym na łamach magazynu „Nature Climate Change”, wraz z postępującymi zmianami klimatu – a zwłaszcza ocieplaniem się wód morskich i oceanicznych – do końca bieżącego stulecia fitoplankton będzie tracić swoje odżywcze właściwości.
Przede wszystkim chodzi o proteiny – obecnie najważniejszy element morskiej diety – które zaczną ustępować węglowodanom. Maleć będzie także udział innych składników odżywczych, co skłoniło badaczy do porównania „fitoplanktonu przyszłości” do żywności typu „fast food”.
Nie jest jasne, jak ten proces odbije się na organizmach żywiących się fitoplanktonem, ale nie ma wątpliwości, że nie będzie to wpływ pozytywny. Podobnie zresztą na dalszych poziomach łańcucha – negatywne efekty zmian w diecie mogą wpłynąć na drapieżniki żywiące się choćby krylem czy małymi rybami, a finalnie – także na człowieka.
Zwierzęta morskie odżywiają się coraz gorzej
Naukowcy z MIT stworzyli model zmian w kompozycji fitoplanktonu, który uwzględnia procesy zachodzące dziś w środowisku morskim i oceanicznym: zmiany temperatury wody, jej cyrkulacji czy pokrywy lodowej w strefach podbiegunowych. W takich strefach zmiany będą zresztą najbardziej dynamiczne: według autorów badania do końca stulecia skala zmian w składzie fitoplanktonu – zwłaszcza zastępowanie protein węglowodanami – może sięgnąć poziomu 20-30 procent. W akwenach położonych w tropikach fitoplanktonu może być też po prostu znacznie mniej – nawet o połowę.
Czytaj więcej
Dostęp do zieleni w europejskich miastach staje się nową płaszczyzną podziału w europejskich społeczeństwach – wynika z nowego badania. Eksperci za...
Punktem wyjścia były prowadzone wcześniej w laboratorium eksperymenty i obserwacje w zakresie rozwoju planktonu w zmieniającym się otoczeniu. Danych z tych obserwacji użyto potem we wspomnianym modelu, uwzględniając tempo zmian klimatu wywołanych emisjami gazów cieplarnianych. Przyjęto, że do końca stulecia poziom emisji nie zmieni się znacząco, temperatura oceanów wzrośnie o około 3 stopnie Celsjusza, znaczna część pokrywy lodowej biegunów stopniowo zniknie.
W przyrodzie pierwsze sygnały takich zmian są, zdaniem naukowców, widoczne już dziś: być może tylko nieco ponad połowa żyjącego dziś w naturalnych wodach fitoplanktonu zachowuje zwyczajowy poziom protein. Ze stanowisk badawczych na Arktyce i Antarktydzie pochodzą próbki ze znacząco niższym poziomem protein. Dzięki zachowaniu próbek z poprzednich dekad można nawet próbować prześledzić przebieg tego procesu na przestrzeni lat.
Trudno się dziwić: fitoplankton unosi się zwykle blisko powierzchni wody, na głębokościach, na które dociera światło słoneczne – i które przy okazji szybciej się ogrzewają niż morskie czy oceaniczne głębiny. Zachodzący w algach proces fotosyntezy jest zależny w dużej mierze od słońca, ilości CO2 w atmosferze, żelaza czy innych składników odżywczych, jakie fitoplankton odnajduje w otaczających go wodach. Wraz z zanikiem substancji odżywczych następuje też „ubożenie” fitoplanktonu.
Zakwaszenie mórz i oceanów: Coraz większy
Wątkiem o dużym znaczeniu, o którym badacze z MIT nie wspominają jednak zbyt wiele, jest też zakwaszenie. CO2 lądujące w wodzie przekształca się w kwas węglowy, uwalniający jony wodoru, co finalnie skutkuje obniżeniem pH mórz i oceanów. Według Europejskiej Agencji Środowiska można już dziś stwierdzić, że najważniejsze akweny świata są dziś o jedną trzecią bardziej „kwasowe” niż w okresie przedprzemysłowym. W 1750 r. pH tych akwenów wynosiło 8,2, do 1985 r. spadło do 8,11, a potem spadek przyspieszył – w 2024 r. było to 8,04. A im niższe pH, tym trudniej przetrwać w takiej wodzie co bardziej złożonym organizmom (wyjąwszy niektóre algi, o czym przekonujemy się w Polsce niemal nagminnie).
Czytaj więcej
Szoki na rynkach surowcowych spowodowały gwałtowne skoki cen i narastającą panikę. Ale to skutki zmian klimatu będą stopniowo osłabiać globalny wzr...
W scenariuszu, w którym emisje pozostaną bez zmian, a uruchomione w morzach i oceanach procesy będą się rozwijać, do końca obecnego stulecia spadek alkaliczności sięgnie od 0,15 do 0,5 pH – w zależności od poziomu emisji dwutlenku węgla na całej planecie. To oznaczałoby degradację i zanik życia, przyspieszające tylko proces zubażania fitoplanktonu.
Biorąc pod uwagę, że ginie również życie w wodach śródlądowych, które borykają się z procesami wysychania czy zanieczyszczeniami, wcześniej zalegającymi na dnie – a teraz, przy niskim stanie rzek, swobodnie się uwalniającymi – może się okazać, że na raczenie się zdrową rybką nie pozostało nam zbyt wiele czasu.