Klimatyczna atrybucja, czyli nauka zajmująca się wpływem działalności człowieka na występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych, staje się coraz bardziej dokładna. Naukowcy z Narodowych Akademii Nauk, Inżynierii i Medycyny (NASEM), opublikowali aktualizację raportu z 2016 r., która wzbudziła krytykę środowisk republikańskich oraz amerykańskiego prezydenta.
Na łamach 254-stronicowego dokumentu zatytułowanego „Atrybucja ekstremalnych zjawisk pogodowych i klimatycznych oraz ich wpływ”, naukowcy przeprowadzili analizę rozwoju nauki o atrybucji w ciągu ostatniej dekady. Wynika z niej, że w ciągu ostatniej dekady poczyniono w niej ogromne postępy, dzięki rozwojowi narzędzia.
Modele pogodowe i statystyczne
W swoich badaniach naukowcy wykorzystują połączenie danych obserwacyjnych, modeli pogodowych i klimatycznych oraz modeli statystycznych, dzięki czemu są w stanie bardziej precyzyjnie określić wpływ zmiany klimatu na zdarzenia ekstremalne. Co więcej, szybki rozwój tej dziedziny sprawił, że obecnie można dokonywać analiz atrybucyjnych znacznie szybciej niż przed laty, nawet w ciągu kilku dni od wystąpienia zjawiska.
Autorzy analizy zauważyli, że najbardziej wiarygodne są ustalenia dotyczące ekstremalnych upałów i mrozów oraz innych zjawisk silnie zależnych od ocieplenia atmosfery, takich jak intensywne opady deszczu, a także susze. Najmniej wiarygodne są z kolei zjawiska, w przypadku których dane są ograniczone, takich jak burze konwekcyjne, burze z piorunami i tornada oraz niektórych typów huraganów i pożarów lasów, gdzie na przebieg zdarzeń wpływa wiele dodatkowych czynników.
Naukowcy ostrzegają, że „wraz ze wzrostem częstotliwości występowania wielu rodzajów ekstremalnych zjawisk klimatycznych, wzrosło prawdopodobieństwo ich jednoczesnego lub bliskiego występowania w tym samym miejscu lub w różnych regionach”.
Ekstremalne zjawiska i „fałszywa nauka”
Po raz pierwszy w raporcie opisano nie tylko EEA (Extreme Event Attribution), czyli atrybucję ekstremalnych zjawisk pogodowych, ale również EEIA (Extreme Event Impact Attribution), czyli atrybucję skutków ekstremalnych zjawisk. Zdaniem autorów dokumentu, rozwija się ona bardzo dynamicznie i wykracza poza ustalenie wpływu zmian klimatu na samo zjawisko, analizując również wpływ na zdrowie, gospodarkę, infrastrukturę oraz społeczeństwo.
Ustalenia płynące z raportu od miesięcy budziły niepokój wśród polityków związanych z amerykańską Partią Republikańską. Członkini Izby Reprezentantów Harriet Hageman i teksański senator Ted Cruz połączyli siły, aby stworzyć projekt ustawy nazwanej Stop Climate Shakedowns, której celem jest ochrona gigantów branży paliw kopalnych przed koniecznością ponoszenia odpowiedzialności za szkody wyrządzone swoją działalnością. Biuro Hageman w oświadczeniu nazwało pozwy klimatyczne „lewicowymi krucjatami prawnymi karzącymi legalną działalność”.
Kilka dni po publikacji raportu skrytykował go również amerykański prezydent. Na łamach platformy społecznościowej Truth Social Donald Trump stwierdził, że jest dokument przygotowany przez ekspertów NASEM, będącej amerykańską organizacją, jest „oszustwem politycznym i fałszywą nauką”, nie przytaczając jednak żadnych argumentów na poparcie swoich słów. Stwierdził też, że Narodowe Akademie Nauk, Inżynierii i Medycyny są prowadzone przez „radykalnie lewicowych demogłupców”, a ich praca jest „całkowicie zdyskredytowana”. Oświadczył też, że nakaże federalnym urzędnikom przyjrzeć się ich działalności.
W maju republikańscy członkowie Izby Reprezentantów skierowali do administracji Donalda Trumpa list, w którym twierdzili, że prace naukowców z Narodowych Akademii Nauk, Inżynierii i Medycyny naruszają „złoty standard nauki”, gdyż nie zawierają „w pełni niezależnej, merytorycznej recenzji naukowej naukowców o odmiennych poglądach na klimatologię”. Republikanie usiłowali również zdyskredytować naukowców biorących udział w pracach nad raportem, zarzucając im stronniczość i żądając od prezesa NASEM ujawnienia szczegółów dotyczących ich powiązań zawodowych.
Jak podkreślił James Hurrell, profesor nauk atmosferycznych na Uniwersytecie Stanowym Kolorado i przewodniczący komisji, która opracowała raport, atrybucja klimatyczna wciąż mierzy się z wieloma wyzwaniami, których rozwiązanie jest konieczne, aby w pełni wykorzystać jej potencjał. Nie ulega jednak wątpliwości, że wnioski płynące z raportu przyczynią się do wzrostu liczby pozwów klimatycznych. Nauka o atrybucji jest bowiem coraz częściej wykorzystywana do poparcia roszczeń odszkodowawczych od głównych emitentów za szkody wywołane zmianami klimatu w tych sprawach.
3000 pozwów klimatycznych
Jak wynika z ubiegłorocznego raportu opublikowanego przez amerykańskie Centrum Prawa Zmian Klimatu im. Sabina, do końca 2024 r. w 60 krajach wniesiono łącznie niemal 3000 pozwów klimatycznych. Najwięcej (1899) w Stanach Zjednoczonych, na drugim miejscu znalazła się Australia (164), następnie Wielka Brytania (133) oraz Brazylia (131). W USA złożono również najwięcej pozwów przeciwko firmom z branży paliw kopalnych.
Wśród najgłośniejszych spraw tego typu warto wymienić pozew hrabstwa Multnomah przeciwko firmom ExxonMobil, Chevron, Shell, BP, ConocoPhillips i innym w związku z falą ekstremalnych upałów na północno-zachodnim Pacyfiku w 2021 r., w wyniku której zginęły setki osób. Powód oświadczył, że do wystąpienia niebezpiecznego zjawiska przyczyniły się w ogromnej mierze emisje naftowych gigantów, którzy świadomie wprowadzali opinię publiczną w błąd na temat zagrożeń klimatycznych. Hrabstwo domaga się od zanieczyszczających ponad 50 mld dol.
Wciąż toczy się również sprawa, którą przeciwko kilku firmom z branży kopalnej w 2020 r. wniosły władze Honolulu na Hawajach. W pozwie stwierdzono, że działalność tych firm przyczyniła się do zniszczeń, takich jak wzrostu poziomu morza, erozji wybrzeża, powodzi oraz uszkodzeń infrastruktury. Choć firmy paliwowe zaciekle walczą o to, aby sprawę umorzyć, sąd pierwszej instancji odrzucił ich wnioski, dopuszczając jednocześnie możliwość przedstawienia kolejnych dowodów przez stronę pozywającą. Wiele wskazuje na to, że miasto Honolulu skorzysta z atrybucji klimatycznej, aby wykazać faktyczne szkody wyrządzone przez koncerny naftowe.
W 2018 r. przeciwko ExxonMobil i Suncor Energy wystąpiło hrabstwo Boulder w amerykańskim stanie Kolorado, które w pozwie oświadczyło, że emisje wspomnianych firm doprowadziły do wzrostu temperatur, suszy, ryzyka pożarów i innych zjawisk, które poskutkowały wzrostem kosztów dla samorządu lokalnego. W 2021 r. potężny pożar w hrabstwie Boulder zniszczył ponad 1100 domów, a naukowcy ocenili, że zmiany klimatyczne wpłynęły na jego intensywność. Według prognoz koszty zmian klimatu w stanie Kolorado mogą sięgnąć nawet 37 miliardów dol. do 2050 r.
Pozwane firmy usiłowały walczyć o to, by sprawa toczyła się w sądzie federalnym, a nie stanowym, ich wniosek został jednak odrzucony w 2019 r. Nie udała się również interwencja w amerykańskim Sądzie Najwyższym, który prezentował w podobnych sprawach konsekwentne stanowisko od lat.
Sądy w Europie: Kto zanieczyszcza, ten płaci
Obecna, bardzo przychylna branży paliwowej, administracja Donalda Trumpa, stara się doprowadzić do umorzenia pozwów klimatycznych przeciwko firmom naftowym. W efekcie jesienią amerykański Sąd Najwyższy na wniosek pozwanych firm wysłucha ich argumentów.
Coraz więcej spraw związanych z egzekwowaniem zasady „zanieczyszczający płaci”, toczy się również w sądach europejskich. Warto przytoczyć sprawę peruwiańskiego rolnika, Luciano Lliuyi przeciwko niemieckiemu koncernowi energetycznemu RWE. Lliuya pozwał niemiecką firmę zarzucając jej wpływ wytwarzanych przez RWE emisji na topnienie lodowca nad jeziorem Huaraz w Peru, co zwiększyło ryzyko wystąpienia katastrofalnych powodzi. Ponieważ całkowity koszt zabezpieczenia jeziora oszacowano na 3,5 mln euro, a zgodnie z badaniem Carbon Majors historyczne emisje RWE odpowiadały za ok. 0,47 proc. globalnych emisji gazów cieplarnianych, Lliuya domagał się od firmy 0,47 proc. kosztów, czyli ok. 17 000 euro. I choć Wyższy Sąd Krajowy w Hamm ostatecznie orzekł, że powód nie wykazał wystarczająco wysokiego i konkretnego zagrożenia dla swojej nieruchomości, które uzasadniałoby jego roszczenie, to ustanowił też istotny precedens: sąd stwierdził, że co do zasady firmy emitujące gazy cieplarniane mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za szkody, które powodują. Wymogiem jest jedynie ustalenie związku przyczynowego przy pomocy atrybucji klimatycznej.