„Wieczne chemikalia” (PFAS), czyli substancje per- i polifluoroalkilowe, to związki chemiczne, które ze względu na powszechność stosowania oraz powolną degradację w środowisku mogą znajdować się w organizmach ludzi i zwierząt. Podczas gdy naukowcy od dłuższego czasu ostrzegają, że narażenie na niektóre z nich może mieć niezwykle szkodliwy wpływ na zdrowie, administracja Donalda Trumpa zamierza wycofać część ograniczeń dotyczących tych substancji. Tymczasem część z nich nierzadko wykrywana jest w wodzie pitnej milionów Amerykanów.
Agencja Ochrony Środowiska USA (EPA) przekonuje, że przepisy dotyczące PFAS – jeszcze te z czasów Joe Bidena – zostały przygotowane zbyt szybko. Stanowisko administracji Trumpa krytykowane jest przez wielu ekspertów, którzy są zdania, że mniej surowe regulacje narażą mieszkańców USA na dalszy kontakt z zanieczyszczoną wodą.
Administracja Trumpa chce złagodzić limity „wiecznych chemikaliów” w wodzie pitnej
Przepisy wprowadzone za prezydentury Joe Bidena po raz pierwszy określiły w całych USA to, ile wybranych związków PFAS może znajdować się w wodzie pitnej. Sprzeciwiały się temu jednak organizacje branżowe – twierdziły one bowiem, że nowe normy mogą być niezgodne z prawem, a ich spełnienie będzie zbyt drogie.
Administrator Agencji Ochrony Środowiska USA Lee Zeldin przekonuje teraz, że problem PFAS nadal wymaga działań, ale jednocześnie zaznacza, że poprzednia administracja „przekroczyła granice”. Jak powiedział, regulacje zostały „wypchnięte za drzwi” w pośpiechu, z pominięciem części wymaganych prawem kroków. Dodał też, że systemy wodociągowe otrzymały terminy, których – jak same miały sygnalizować EPA – mogą nie być w stanie dotrzymać. Według Zeldina takie podejście „daje dobry komunikat prasowy, ale nie daje czystszej wody”.
Czytaj więcej
W największym dotychczas badaniu dotyczącym obecności pestycydów w europejskich domach naukowcy wykryli w próbkach kurzu aż 197 różnych substancji...
Według doniesień amerykańskich mediów EPA ma być zdania, że w Clean Water Act – amerykańskiej ustawie o ochronie wód – nie dochowano wszystkich procedur, co mogło narazić przepisy na uchylenie przez sąd. Jak wskazano, przemysł chemiczny oraz stowarzyszenia zrzeszające wodociągi miejskie wielokrotnie twierdziły, że usuwanie PFAS z wody pitnej jest możliwe, ale zbyt kosztowne, a korzyści dla społeczeństwa nie uzasadniają tych wydatków. Branża chemiczna podkreślała też, że ograniczyła użycie PFAS w wielu produktach, ale niektóre rodzaje tych związków nadal są niezbędne dla wybranych gałęzi przemysłu.
Krytycy pomysłu Trumpa ostrzegają przed skutkami zdrowotnymi
Zwolennicy przepisów z czasów Bidena zaznaczają, że choć filtrowanie PFAS może być kosztowne, to rachunek powinny ponieść firmy, które doprowadziły do zanieczyszczenia wody. Argumentują też, że ograniczenie chorób wiązanych z „wiecznymi chemikaliami” – w tym nowotworów, chorób tarczycy czy otyłości – uzasadnia koszty.
Ken Cook – szef Environmental Working Group – ocenia, że „EPA Trumpa ulega lobbystom przemysłu chemicznego i presji wodociągów”. Jak dodaje, decyzja ta oznacza, że „miliony Amerykanów będą pić skażoną wodę przez kolejne lata”, a cenę zapłacą zwykli ludzie w postaci większej liczby chorób związanych z PFAS.
Czytaj więcej
W śniegu w austriackich ośrodkach narciarskich wykryto 14 różnych rodzajów substancji chemicznych PFAS, nazywanych też "wiecznymi chemikaliami". Ni...
Krytyka nie płynie wyłącznie ze strony organizacji ekologicznych. Część zaplecza politycznego prezydenta – w tym ruch Make America Healthy Again związany z Robertem F. Kennedym Jr. – również opowiada się za usuwaniem chemikaliów z żywności i wody. RFK Jr. był obecny podczas ogłoszenia decyzji przez administratora EPA, Lee Zeldina. Amerykańskie media oceniają, że sekretarz zdrowia i opieki społecznej Stanów Zjednoczonych „momentami brzmiał jak dawny rzecznik walki z chemicznym zanieczyszczeniem wody”.
Administracja Trumpa przekonuje, że będzie chronić Amerykanów przed PFAS, ale nie w taki sposób, jak zrobiła to administracja Bidena. Nie wiadomo jednak, jak prezydent USA zamierza to zrobić.
Czym są PFAS? „Wieczne chemikalia” szkodliwe dla człowieka
PFAS, czyli tzw. „wieczne chemikalia”, stosowane są od lat 50. XX wieku – przede wszystkim do wytwarzania powłok fluoropolimerowych i produktów odpornych na wysokie temperatury, tłuszcz oraz wodę. Związki te kumulować się mogą w glebie i wodach powierzchniowych, ale także w organizmach żywych. Mogą też przenikać do żywności czy wody pitnej.
„Wieczne chemikalia” znaleźć można między innymi w opakowaniach do przechowywania żywności, w farbach, klejach, izolacjach przewodów elektrycznych, detergentach czy nieprzywierających powłokach – na przykład na patelniach czy garnkach – a także w materiałach ognioodpornych i tkaninach wodoodpornych.
Substancje te nierzadko znajdują się jednak także w kosmetykach. Najczęściej spotykane są w produktach, takich jak lakiery do paznokci, kremy do golenia, podkłady, szminki czy tusze do rzęs. Zastosowanie PFAS w tych produktach sprawia, że są one wodoodporne i wydłuża się ich okres przydatności do użycia.
Czytaj więcej
Naukowcy badający substancje chemiczne PFAS, czyli tzw. „wieczne chemikalia”, zaniepokojeni są tym, że ludzie żyjący w okolicach wybrzeża – ale nie...
Choć PFAS są bardzo skuteczne, to wiele badań naukowych wykazało, że narażenie na niektóre z nich – a są ich tysiące – może mieć niezwykle zły wpływ na zdrowie ludzi oraz zwierząt. Wysokie stężenia niektórych „wiecznych chemikaliów” mogą zwiększać ryzyko różnych chorób. Związki te uszkadzają wątrobę oraz powodują choroby tarczycy.
Częstą konsekwencją jest także rozwój chorób nowotworowych. PFAS zaburzają też gospodarkę hormonalną, podwyższają poziom cholesterolu, a także sprzyjają otyłości oraz cukrzycy. Przez PFAS notuje się również zmniejszoną płodność u kobiet, niską masę urodzeniową noworodków i zaburzenia rozwoju dzieci.
„Wieczne chemikalia” szkodliwe są nie tylko dla człowieka, ale i dla planety. Przez to, że są niezwykle trwałe i trudno ulegają rozkładowi w środowisku, mogą pozostawać w glebie, wodzie i organizmach przez długi czas, co zwiększa ryzyko ich akumulacji i negatywnego wpływu na ekosystemy. Dostają się one też do wód gruntowych i powierzchniowych, a to stanowi zagrożenie dla jakości wód pitnych. Niektóre obszary, gdzie stosowano PFAS, mogą być skażone. Substancje te mogą też negatywnie wpływać na rośliny, zwierzęta i mikroorganizmy w ekosystemie, zakłócając ich funkcje fizjologiczne i ekologiczne.
Niektóre kraje – m.in. Nowa Zelandia – zdecydowały już o wprowadzeniu zakazu stosowania tzw. „wiecznych chemikaliów” w produktach kosmetycznych. Właśnie z tego powodu, że substancje te są niezwykle szkodliwe zarówno dla środowiska naturalnego, jak i dla zdrowia człowieka. Eksperci apelują, by podobnie postąpiły i inne kraje.