Powstały pod koniec lat 60. zaporowy zbiornik na Sanie to potężny system retencyjny, przeciwpowodziowy i hydroenergetyczny, a zarazem bieszczadzki motor turystyczny.
Sześć dekad naturalnych procesów i skutki dla turystyki
Sytuacji nad Jeziorem Solińskim przyjrzał się portal Nowiny24. Od dekad natura robi tu swoje: rzeki San, Solinka, Wołkowyjka przynoszą osady, a abrazja brzegów poszerza basen przy jednoczesnym ubywaniu głębokości. Przyczynia się do tego także susza hydrologiczna i upały.
Efekty są widoczne gołym okiem. W Wołkowyi widać fundamenty dawnej zabudowy i kościoła, w Rajskiem i strefie cofki Sanu rosną łachy żwiru, a w rejonie Zatoki Czarnego (Chrewtu) drastycznie spadła dostępność dla jednostek pływających.
Skutki odczuwa branża turystyczna. Jak mówi w rozmowie z portalem Daniel Wojtas, przedsiębiorca z Polańczyka i doradca wójta gminy Solina, spłycenie i odsłonięcie dna w miejscowościach takich jak Wołkowyja czy Zawóz oznacza opuszczone pomosty, odcięte restauracje i dramatyczny spadek dochodów lokalnych firm.
Jednocześnie zwraca jednak uwagę, że nie jest prawdą, że jezioro umiera. – To nie jest katastrofa – zastrzega doradca wójta gminy Solina. – Problem nie jest w tym, że Solina za chwilę zniknie, ale że w niektórych miejscach traci coś, co przez lata było najcenniejsze – dostęp do wody – dodaje.
Czytaj więcej
Na Łużycach w Niemczech powstaje najwyższa lądowa wieża wiatrowa na świecie. Dzięki wysokości piasty sięgającej 300 metrów instalacja ma wytwarzać...
Koparki to za mało. Proceduralne schody
Choć prywatny ośrodek w Zatoce Teleśnickiej – firma Trans-San – przetarł szlak i po trudnościach formalnych ruszył z odmulaniem, w skali makro problemu to nie rozwiąże.
– Ten sezon pokazał, że zamulenie jeziora jest tak duże, że jeżeli nie przystąpi się do prac pogłębiających, będziemy mieć coraz mniej jeziora do rekreacji – powiedział portalowi nowiny24.pl wójt gminy Solina Adam Piątkowski.
Samorząd chce sfinansować przygotowanie dokumentacji do decyzji środowiskowej dotyczącej odmulenia ujść Sanu, Solinki i Wołkowyjki szacowaną na 100–200 tys. zł z własnej kieszeni. W kwestii pogłębiania zbiornika pojawia się jednak problem.
Rzeczniczka PGW Wód Polskich Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Rzeszowie Katarzyna Tokarz przypomina, że usunięcie osadów dennych to skomplikowany problem prawny i środowiskowy (obszar chronionego krajobrazu, sąsiedztwo Natury 2000). Wejście z ciężkim sprzętem wymaga m.in. decyzji wodnoprawnych.
Tymczasem według informacji przekazanych portalowi przez doradcę wójta gminy Solina właściciel infrastruktury hydrotechnicznej – PGE Energia Odnawialna – priorytetowo traktuje aktualnie odmulanie Jeziora Myczkowieckiego, które jest istotniejsze dla produkcji prądu.
Czytaj więcej
Odnowiony rok temu Fort XI Duńkowiczki, jeden z najlepiej zachowanych i najbardziej imponujących obiektów legendarnej Twierdzy Przemyśl, cieszy się...
Koalicja i szukanie wsparcia finansowego z rządu
Kolejnym problemem są finanse. Wójt gminy Solina podkreśla, że pogłębienie zbiornika będzie kosztować „grube miliony” i wskazuje na dysproporcje w skali wsparcia – przypominając, że zbiornik żywiecki otrzymał 100 mln zł, a Solina dotąd „ani złotówki”.
Plan samorządu opiera się na:
- Szerokiej koalicji: Wciągnięciu w temat sąsiadujących gmin i ogólnopolskich organizacji ekologicznych do pomocy przy pismach i naciskach instytucjonalnych.
- Finansowaniu zewnętrznym: zabieganie o wsparcie z budżetu państwa, funduszy UE, samorządu województwa oraz współfinansowanie przez PGE.
- Perspektywie długoterminowej: Zamiast narracji o „śmierci jeziora” – rozciągnięty w czasie, cykliczny program udrażniania wpisany w strategię rozwoju Bieszczadów.
„Solina nie potrzebuje dziś pięknych słów, że jest najpiękniejszym jeziorem w Polsce. To wszyscy wiedzą. Potrzebuje tylko konkretnych działań” – podsumowuje Daniel Wojtas, przedsiębiorca z Polańczyka i doradca wójta gminy Solina, w rozmowie z portalem nowiny24.pl.