A może braki w dostawach nawozów sztucznych z Rosji i Białorusi oraz surowców do ich produkcji skłonią europejskich rolników do przestawienia się na produkcję bardziej ekologiczną?

W Brukseli słychać głosy, że Zielony Ład przyjdzie odłożyć, przynajmniej na jakiś czas, bo trzeba się skupić na produkowaniu żywności i pasz, które zrównoważyłyby braki w dostawach ze Wschodu. Emmanuel Macron zwycięstwo w drugiej turze wyborów zawdzięcza m.in. obietnicom złożonym ekologom. Tymczasem Francja ma na razie inne ambicje: żeby Europa stała się niezależnym mocarstwem rolnym. A to nijak się ma do produkcji ekologicznej.

Było blisko

Przed wojną rosyjsko-ukraińską można było mieć nadzieję, że Zielony Ład powolutku będzie przez rolników akceptowany, w tej chwili jest to problematyczne. Żywnościowej suwerenności i postawieniu na produkcję ekologicznej żywności wolnej od pestycydów pogodzić się nie da.

Europejscy ministrowie rolnictwa zdecydowali, że zrobią wszystko, aby uwolnić moce produkcyjne. Takie zapewnienie w ich imieniu złożył francuski minister rolnictwa Julien Denormandie. – Nie będziemy z tym zwlekać ani chwili – zapewnił.

Janusz Wojciechowski, unijny komisarz odpowiedzialny za rolnictwo, zaniepokoił ekologów, mówiąc, że Komisja Europejska w obliczu wojny w Ukrainie powinna odłożyć w czasie program „Od pola do stołu” (Farm to Fork – F2F) i strategię biodywersyfikacji, ponieważ te programy mają największy wpływ na kondycję branży rolniczej.

– Jeśli zagrożone jest zapewnienie żywności, to musimy się problemowi przyjrzeć ponownie i być może coś poprawić – mówił komisarz Wojciechowski. „Problem” to dążenie do przeznaczenia 25 proc. areału na uprawy organiczne i wydzielenie 10 proc. ziemi na uprawy biodywersyfikacyjne oraz ograniczenie stosowania szkodliwych dla środowiska nawozów sztucznych.

Obowiązek, ale luźny

Komisja Europejska rozważa poluzowanie w tym roku obowiązku wydzielenia części gospodarstw na produkcję przyjazną środowisku. Ta ziemia ma teraz być wykorzystana do produkcji paszy dla zwierząt, ponieważ dostawy kukurydzy, soi i słonecznika są z wiadomych powodów zagrożone. Nie ma co się dziwić ukraińskim rolnikom, że nie chcą wchodzić na pola, które zostały zaminowane bądź w każdej chwili mogą się znaleźć pod ostrzałem.

Europejska Partia Ludowa, największa grupa w Parlamencie Europejskim, zaapelowała do KE, aby zrezygnowała z inicjatyw, które mogłyby negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo żywności. Chodzi przede wszystkim o strategie F2F i ograniczenie stosowania pestycydów. Przewodniczący Komisji Rolnictwa w PE, Niemiec Norbert Lins zwrócił się już do Komisji, aby pozwoliła na rozpylenie pestycydów na 5 proc. powierzchni, która wcześniej miała zostać przeznaczona na produkcję bio. – Tylko w ten sposób zapewnimy wystarczającą ilość protein – mówił Norbert Lins.

Inflacja kontra ekologia?

Niemiecki minister rolnictwa Cem Özdemir uważa, że kryzys na rynku żywności, objawiający się wysokimi cenami, wcale nie uprawnia do rezygnacji czy nawet spowolnienia w dążeniu do oczyszczenia rolnictwa ze szkodliwych „dopalaczy”. Wtóruje mu odpowiadający za Zielony Ład Frans Timmermans. – Bardzo proszę, aby nie wierzyć złudzeniom, że pomożecie produkcji rolnej, jeśli będzie ona mniej zrównoważona – mówił Timmermans. – Zasada „Od pola do stołu” zmierza do wyeliminowania syntetycznych nawozów, a więc uniezależnienia się od ich importu z Rosji i Białorusi – dodał.

Zdaniem austriackiego europosła Thomasa Waitza odchodzenie od przyjętej polityki rolnej jest „skandaliczne”.

Bio po polsku

W przypadku Polski Bruksela zgodziła się na dopłaty do zakupu nawozów sztucznych. Wnioski można składać od 25 kwietnia do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, nabór potrwa do 16 maja 2022 r., a dopłaty wyniosą 250 i 500 zł do hektara.

Pojawiły się sygnały, że drogie środki ochrony roślin i nawozy skłaniają do zmiany podejścia do plonów. Niektórzy sadownicy z regionu grójeckiego przyznają: opryski zrobiły się tak drogie, że trzeba na nich oszczędzać i przystać na to, że jabłka będą nie takie piękne, ale zdrowsze.

– Owoce i warzywa z upraw ekologicznych są z zasady droższe i nie mają tak atrakcyjnego wyglądu jak te, które zostały wyprodukowane z użyciem nawozów sztucznych – mówi Małgorzata Górnicka, właścicielka sklepów Jadłostacja w Warszawie. – Często słyszę, że w warzywniaku w sąsiedztwie marchew kosztuje 4 zł, a u mnie 3 zł więcej. Tłumaczę, na czym polega różnica i co oznacza certyfikat.

Z jej obserwacji wynika, że młode pokolenie coraz częściej szuka zdrowej żywności.

– Popyt na produkcję bio to promile naszego biznesu. Utrzymujemy się z hodowli konwencjonalnej – mówi Anna Skowrońska, właścicielka hodowli pstrągów w Zielenicy na Kaszubach. Są tam idealne warunki na produkcję bio. Woda do stawów wypływa ze źródła znajdującego się w pobliskim wzgórzu, a pstrągi otrzymują certyfikowaną karmę. – Problemem nie jest hodowla, ale cena. Kilogram pstrąga bio kosztuje u mnie 40 zł, ale w niektórych sklepach dochodzi do 100 zł, a to potężna bariera – przyznaje.

Obie panie nie zamierzają zrezygnować z oferty bio. Mało tego, gospodarstwo w Zielenicy jest gotowe do produkcji karmy bio dla ryb.

Czy grójeckie jabłka z małymi plamkami się sprzedadzą? Czy jednak będziemy wybierać te piękne, wielokrotnie pryskane, bo tańsze?