W Europie i Ameryce Północnej pożary są coraz częstsze i bardziej gwałtowne. Mimo to w skali całego świata spada łączna aktywność pożarowa, mierzona m.in. ilością emisji powstających podczas spalania roślinności. Eksperci tłumaczą, że to przede wszystkim efekt wyraźnego zmniejszenia liczby pożarów w Afryce i Azji. Jak podkreślają, te pozornie sprzeczne tendencje mogą występować jednocześnie i w obu przypadkach są związane z działalnością człowieka. „To rzeczywiście może wydawać się paradoksem, ponieważ mówimy o nasilaniu się pożarów, podczas gdy globalne wskaźniki stale spadają. Ale oba te zjawiska są prawdziwe” – mówi – cytowany przez portal phys.org – Mike Flannigan, naukowiec zajmujący się pożarami na Thompson Rivers University w Kanadzie.

Ekstremalne pożary w Europie i Ameryce Północnej

Eksperci wskazują, że pożar, który 23 lipca wybuchł w rejonie Burgohondo w prowincji Ávila, jest największym odnotowanym dotychczas w Hiszpanii – objął on ponad 500 kilometrów kwadratowych. Sytuacja jest poważna także w innych częściach Europy – łączny obszar spalony w tym roku przez pożary jest już tylko nieznacznie mniejszy od rekordowego wyniku z 2025 r. 

W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych powierzchnia spalona tego lata przez pożary jest zaś co najmniej o 25 proc. większa od średniej z ostatnich dziesięciu lat i ponad dwukrotnie większa niż kilkadziesiąt lat temu – wynika z danych krajowych ośrodków monitorujących pożary. Rozległe obszary kontynentu zostały spowite dymem, co doprowadziło do pogorszenia jakości powietrza do poziomów niebezpiecznych dla zdrowia.

Jennifer Balch – badaczka z University of Colorado – wskazuje, że pożary stają się coraz większe i intensywniejsze, szybciej się rozprzestrzeniają i występują częściej, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie. „Ekstremalne pożary nasilają się w różnych częściach świata. I właśnie to naprawdę napawa nas strachem” – mówi. 

Czytaj więcej

Pożary pustoszą południe Europy. Płomienie zagrażają kolejnym miejscowościom

Pożary lasów: W Afryce i Azji coraz mniej

Co ciekawe, badania europejskiego centrum klimatycznego Copernicus mówią jednocześnie, że świat wszedł w lipiec z rekordowo niskim poziomem globalnych emisji związanych z pożarami, które są jednym z głównych wskaźników ich skali. Jak wyjaśnia Mark Parrington – starszy naukowiec europejskiego programu Copernicus – wynika to ze znacznego ograniczenia pożarów w Afryce i Azji. Przyczyniają się do tego między innymi zmiany praktyk rolniczych, sposobów zarządzania ogniem oraz przemieszczania się ludności.

Według wyliczeń tegoroczna emisja dwutlenku węgla związana z pożarami jest najniższa od rozpoczęcia pomiarów satelitarnych niemal 25 lat temu i wynosi około połowy poziomu notowanego na początku lat 2000. „Afryka dominuje w globalnej aktywności pożarowej. Jeżeli więc pojawia się tam określony trend, będzie on również widoczny w globalnych statystykach. W Afryce Subsaharyjskiej aktywność pożarowa w ciągu ostatnich 25 lat zmniejszyła się bardzo wyraźnie” – podkreśla Park Williams  z University of California w Los Angeles.

Jak wynika ze statystyk, przeciętnie ponad trzy czwarte światowych emisji powstających w wyniku spalania roślinności pochodzi z Afryki i Azji. Na Amerykę Północną i Europę przypada mniej niż jedna ósma.

John Abatzaglou – naukowiec z University of California – wyjaśnia, że tradycyjnie ogromne pożary traw na afrykańskich sawannach występowały każdego roku. W innych częściach świata pożary lasów pojawiały się natomiast bardziej nieregularnie. W efekcie afrykańskie pożary miały bardzo duży wpływ na globalne statystyki. Obecnie coraz większe obszary są przeznaczane pod zabudowę i rolnictwo. Działalność człowieka ogranicza w ten sposób możliwość rozprzestrzeniania się pożarów sawann, a jednocześnie tworzone są bariery utrudniające ogniowi przemieszczanie się. W Azji oraz Amazonii ogień jest często wykorzystywany do oczyszczania terenów pod uprawy. „W rzeczywistości wszystkim tym kierują zmiany demograficzne powodowane przez człowieka” – mówi Williams.

Zmiany klimatu sprzyjają ekstremalnym pożarom

Również w przypadku coraz bardziej ekstremalnych pożarów w Ameryce Północnej i Europie naukowcy dostrzegają wyraźny wpływ człowieka. Tutaj chodzi jednak o – wywołaną spalaniem węgla, ropy naftowej i gazu – zmianę klimatu. Jak zaznaczają w rozmowie z agencją Associated Press eksperci, sprawia ona, że warunki stają się coraz cieplejsze i bardziej suche, a więc idealne do rozwoju pożarów.

Zdaniem Jennifer Balch wyższe temperatury sprawiają, że to człowiek „trzyma nogę na pedale gazu”, zwiększając ryzyko dużych pożarów. Ekspertka dodaje też, że „straciliśmy hamulce” i wyjaśnia, że wraz ze wzrostem temperatur atmosfera odbiera więcej wilgoci z gleby. Co za tym idzie? Ziemia staje się bardziej sucha i łatwiej się pali.

Zmiana klimatu wydłuża również sezon pożarowy w całej Ameryce Północnej – szczególnie w jej północnej części. W przeszłości warunki sprzyjające pożarom występowały tam zaledwie przez kilka dni. Dziś jest ich znacznie więcej. Eksperci zwracają też uwagę, że gdy zmiana klimatu nasila pożary na terenach zamieszkanych przez większą liczbę ludzi, ich skutki stają się dużo poważniejsze. 

Badacze wskazują również, że choć przez wiele lat Ameryka skutecznie radziła sobie z tłumieniem pożarów, to teraz – wraz z ich rosnącą intensywnością i częstotliwością powodowaną zmianą klimatu – „stracono zdolność, by to robić”. 

Czytaj więcej

Rekordowe pożary lasów na świecie. Eksperci: „To globalny sygnał alarmowy”

El Niño może zwiększać zagrożenie pożarami

Mimo że sytuacja już teraz jest poważna, naukowcy zaznaczają, że aktywność pożarowa może w kolejnych miesiącach jeszcze bardziej się nasilić. Powód? Rozwijanie się wyjątkowo silnego El Niño. Jak wskazują eksperci, zjawisko to zazwyczaj zwiększa ryzyko niebezpiecznych pożarów w tropikach. W Stanach Zjednoczonych jego wpływ jest słabszy, ponieważ El Niño przynosi tam więcej opadów. „Najbardziej przewidywalnym skutkiem El Niño będzie większa liczba pożarów w tropikach, szczególnie w lasach tropikalnych” – mówi Park Williams. Według naukowca El Niño może zwiększyć aktywność pożarową w Amazonii, Azji Południowo-Wschodniej oraz w zachodniej części Oceanu Spokojnego.

W Stanach Zjednoczonych – szczególnie na zachodzie – El Niño może zaś przynieść więcej deszczu i ograniczyć liczbę pożarów lasów. Jednocześnie naukowcy zauważają jednak, że większe opady mogą doprowadzić do intensywniejszego wzrostu traw na terenach pustynnych, zwiększając później ilość „materiału” mogącego podsycać pożary.

Niezależnie od rozwoju El Niño badacze podkreślają, że Ameryka Północna i Europa będą musiały lepiej przygotowywać się do coraz poważniejszych pożarów i dostosowywać się do rosnącego zagrożenia. Jednym z działań wskazywanych przez ekspertów są kontrolowane wypalenia, które pozwalają ograniczać nadmierną ilość drzew i traw mogących stać się paliwem dla gwałtownych pożarów. „Nie chodzi o to, czy nasze krajobrazy będą płonąć. Pytanie brzmi, kiedy będą płonąć” – podkreślają naukowcy.